Reklama

Aleksandra Lusina – podsumowanie CSIO Sopot

Na zawody do Sopotu zabrałam swoje podstawowe konia – Ekwadora, Omara i Caiusa. Udało nam się zająć ósme miejsce. Trochę martwi mnie ten fakt, bo mamy tendencję spadkową –dwa lata temu mieliśmy drugie miejsce, rok temu – czwarte. Niestety, to efekt wielu czynników, m.in. braku możliwości wcześniejszego przyjazdu i potrenowania na dostępnym tu parkurze. Okoliczności zdecydowanie nie sprzyjają seniorom, którzy w tej chwili są pozostawieni sami sobie.





Wracając jednak jeszcze na chwilę do samych koni. Najstarszy z nich - Ekwdor jeździ największe konkursy, podobnie jak Omar, który również przygotowywany jest do najpoważniejszych imprez. Caius, to koń na przyszłość. Ekwador w tej chwili ma dużo obowiązków reproduktora i nie dysponuje super formą. Planuję zbudować jego formę na drugą połowę sezonu. Omar jest młodym koniem, który ma być inwestycją na przyszłość. Co prawda Halowy Puchar Polski w Janowie zakończyliśmy źle, ale to była moja wina. Koń dobrze skakał w kwalifikacjach, ale nie wzięłam pod uwagę samego finału, który zawsze jest trudniejszy i wymaga od konia dużego doświadczenia i obycia. Jeszcze po pierwszym dniu utrzymaliśmy 4 miejsce, ale w finale wszystko się posypało. Miałam uczucie, że Omara to przerosło, bo to koń, który co prawda ma dużą dynamikę, ale małą siłę. Potrzebuje twardego podłoża, a tam podłoże było dla niego za miękkie, a jednocześnie parkury były wysokie. Najwięcej problemów miałam jednak po finale, bo Omar stracił zaufanie i musiałam od nowa nawiązać z nim współpracę. Teraz jest już zdecydowanie lepiej, ale jest to dla mnie spora nauczka na przyszłość. Nauczka mówiąca o tym, żeby na finał nie przyjeżdżać ze swoim trzecim, ale pierwszym koniem, tak jak zrobili to moi koledzy.

Na samych zawodach CSIO w Sopocie byłam z niego bardzo zadowolona. Jestem pod wrażeniem, że Omar z powrotem odzyskuje wiarę w skakanie. Ostatni z koni zabranych do Sopotu, to Kajus - młody koń, którego należy doprowadzić do wysokiego wyczynu. Zawody w Sopocie udowodniły mi jednak, że aby to osiągnąć, nie mogę zawsze wymagać od niego 100 %.

Sama decyzja o wizycie w Sopocie była raczej spontaniczna. Otrzymałam prośbę, żeby przyjechać, aby poćwiczyć kombinacje. W zdecydowanej większości krajów jest bowiem tak, że zawodnicy tych krajów, które rozgrywają Puchar Narodów u siebie przyjeżdżają wcześniej. Zyskują kilka dni, w trakcie których pokazują koniom plac, ćwiczą przeszkody itd. Ja np. miałam problem z przeszkodą wodną. Mój koń zawahał się na jednym foule przed woda. Dzień wcześniej skoczył, bo woda była z przeszkodą, a następnego dnia bez i chciał po prostu rzucić okiem. W efekcie wskoczyłam do wody i już mieliśmy 4 punkty karne. Niestety, nie miałam możliwości wcześniejszego potrenowania wody, bo to bardzo droga przeszkoda, na którą mnie po prostu nie stać. A trudno jest skakać coś, czego wcześniej się nie trenuje. Próba przeforsowania pomysłu wcześniejszego przyjazdu zawodników do Sopotu spełzła na niczym pod pozorem wysokich kosztów. Nie wiem, jakiego rodzaju miałyby być to koszty, skoro zawodnicy i tak spali w koniowozach. Dla mnie cała sytuacja jest bardzo dziwna i niezrozumiała. Bo oczywistym jest, że przewagę ma się wówczas, kiedy gra się na swoim boisku. My z tej możliwości nie mogliśmy korzystać, bo podobno byłoby to nie fair. Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem, bo jest powszechna praktyka w wielu krajach i to oznaczałoby, że wszyscy są nie fair.

Co dalej? Na razie jadę na zawody CSI do Poznania z tym samym zestawem koni. Ewentualnie dobiorę jeszcze jednego młodego konia, aby ćwiczył większe parkury. Dopiero po tych zawodach i wynikach pracy koni będę mogła powiedzieć, czy i gdzie ewentualnie będziemy dalej startować.


PS. Zapraszam do oglądania nowej galerii zdjęć z CSIO Sopot 2011.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama