Kobyłka jest u cioci na gospodarstwie 7 lat. Zawsze uważana była za złośliwego o ciężkim charakterze konia, wiele osób się jej bało i taką osobą byłam też ja. Wykonywała ona lekkie prace w polu, a głównie rodziła źrebaki. Dała cioci 2 klaczki i ogierka Wichra. Urodził się 4 lata temu w Wielkanoc. Od razu się do malca przywiązałam. Snułam ambitne plany co do niego mimo, że w temacie prawdziwego jeździectwa byłam wtedy zielona. Kiedy po roku padł z powodu choroby, było mi z tym strasznie źle. Już po największych emocjach zainteresowało mnie czy Basia czuje strate synka i czy odczuwa to podobnie do mnie. Zaczęłam przebywać z nią więcej czasu, najpierw z daleka ją obserwowałam i dużo do niej mówiłam. Potem zaczynałam się do niej zbliżać przekonałam się, że ona wcale nie jest taka zła jak wszyscy mówią. Byłam dla niej łagodna, a ona odwzajemniała mi tym samym. Stała się dla mnie pocieszeniem, bo zdawało mi się, że ona jedyna mnie rozumie.
Przyszło lato - wakacje i częstsze przyjazdy do Bukowej. (wioska gdzie mieszka ciocia) Pewnego dnia ktoś podsunął mi pomysł na to abym dosiadła Baśki. No cóż było to dla mnie nie zbyt realne, ponieważ nie wiedziałam jeszcze co i jak, przez ten czas kiedy ona stała u cioci nikt na niej nie siedział, a co wcześniej z nią było tego nie wiem. Dużo spędzałam z nią czasu, przywiązałam się do niej i chciałam w sumie spróbować tego, ale bałam się. Brat cioteczny przekonywał mnie, że będzie w porządku. I mimo, że to było bardzo nieodpowiednie ale dałam się przekonać. Ja wzięłam Baśkę, brat wziął drugą kobyłkę.
Podprowadził mi ją pod wóz żebym mogła z niego wsiąść. Gdy przekładałam nogę przez jej grzbiet było kulenie uszu i tupnięcia ale stała w jednym miejscu. Usiadłam, klaczka była zdziwiona nową sytuacją i nie była z niej do końca zadowolona. Ale stałyśmy spokojnie czekając aż brat siądzie na swojego konia. Basia poszła za koniem posłusznie i nic się nie działo. Kiedy próbowaliśmy kłusować Basia zakłusowała oczywiście było to pewnie dzięki temu, że drugi koń zakłusował. I tak jeździliśmy we dwójkę stęp, kłus. Obydwoje jeszcze nie galopowaliśmy. No ale mój mądry brat kiedyś w końcu stwierdził, że galop jest wygodniejszy od kłusu i że muszę spróbować. Spróbowałyśmy z Baśką, ale to skończyło się moim upadkiem. Mój pierwszy galop był właśnie na niej :)
Po tym dniu już jeździliśmy we wszystkich chodach na przejażdżkach i tak mijały wakacje a z Małą dogadywałyśmy się coraz lepiej. Jednak rok 2011 był dla nas najlepszy, ja już jeździłam coś klasykiem i zdobyłam pewnego doświadczenia którego wykorzystywałam do pracy z Basią. Była taka podatna na wszystko i przy tym grzeczna. Nie używałam na nią bata, musiałam mieć jedynie w ręce chociaż by kijek, żeby ona widziała.
Wydawała się wtedy taka młodziutka, zdolna i chętna do współpracy. Za nim zdążyłam się obejrzeć minęła wiosna, lato przyszła jesień. Dla nas ponura jesień, bo zdawałam sobie sprawę z tego że moja kruszynka robi się słabsza i stara. Ale jeszcze nie mogłam sobie przyjąć tego do wiadomości. Dziś Basia jest na emeryturze nie zamęczam ją pracą, ale nie odmawiamy sobie spacerków, przesiadywania na łące czy w stajni, po prostu troski i miłości. W końcu sobie na to zasłużyła, MOJA MAŁA.. :)
Gdyby ktoś chciał pooglądać filmiki : Jesień 2011 : http://www.youtube.com/watch?v=VkUULZ3vXXg&list=UU53Sl17gFRnaA2HWVLYquSw&index=1&feature=plcp Lato 2011 : http://www.youtube.com/watch?v=3EjdzhK93ss&list=UU53Sl17gFRnaA2HWVLYquSw&index=6&feature=plcp A to nasze zdjęcia : http://www.youtube.com/watch?v=RmO5S6ZppzY&feature=bf_prev&list=UU53Sl17gFRnaA2HWVLYquSw&lf=plcp
Świetnie się czytało! Normalnie aż się zdziwiłam, że to już koniec, jak zwykle przy dobrej lekturze...