Reklama

Było sobie źrebię - cz. I

24/07/2010 23:55
Był chłodny lutowy poranek, kiedy usłyszałam w słuchawce podekscytowany głos: "Emi się oźrebiła!". Zamarłam przez chwilę, po czym pędem udałam się do stajni. Był tam - stał przy swojej mamie - mały i drżący kasztanowaty ogierek, niepewnie chwiejący się na swoich cienkich nóżkach. Sierść na jego bokach była wciąż wilgotna. Małe chrapki łapczywie chwytały powietrze, jakby każdy oddech mógł okazać się ostatnim. Po chwili zaczął zwiedzać boks - ruchliwymi nozdrzami, z ostrożnością i ciekawością, badał chropowate ściany, jedna po drugiej. Przyglądałam się jego poczynaniom przez szczelinę między deskami boksu. Zauważył mnie, postawił uszka i powoli zbliżył do mnie pyszczek, muskając językiem mój policzek. Spojrzałam w jego bystre oczka i ujrzałam w nich... jego matkę.

Tak zaczęła się nasza znajomość. Kasztanek rósł i mężniał z każdym dniem. Właściciele ogłosili konkurs na jego imię. Propozycji było wiele, jednak los chciał, by wybór padł na moją - Ergo. Młody konik ze stoickim spokojem wysłuchał regułki towarzyszącej nadawaniu imienia, z melancholią próbując żuć pierwsze w swoim życiu źdźbła siana. Musnął mnie chrapkami, jakby przypuszczał, że dane nam będzie spędzić razem dużo czasu. Tak też się stało.

Miałam za zadanie zająć się małym Ergusiem - dbać o niego, uczyć go najprostszych umiejętności. I chociaż sama nie zdawałam sobie sprawy, zaczynała nas wiązać pewna nić... porozumienia? sympatii? przyjaźni? Cieszyłam się, mogąc odsłaniać przed nim kolejne lekcje życia. I mimo, że na ogół przyjmował wpajane mu nauki z dystansem, zawsze okazywał się konikiem grzecznym, choć ociupinkę upartym. Każda chwila spędzana z nim dawała mi niewymierną przyjemność obcowania z młodym życiem... tak chłonnym, podatnym na otoczenie i bodźce, surowym i zupełnie naturalnym, świeżym w swych reakcjach. Być może wtedy nie umiałam do końca określić swych emocji, byłam o kilka lat młodsza niż teraz... jednak moje uczucia co do tego kasztanka wcale się nie zmieniły.

W ten sposób moglibyśmy trwać wiecznie... ucząc się od siebie nawzajem i razem odkrywać tajemnice życia, które jednak przewidziało inne zakończenie tej historii. Gdy Ergo skończył dwa lata, został sprzedany. Zniknął z naszej historii tak samo nagle, jak się w niej pojawił - w słuchawce usłyszałam: "Ergusia już nie ma." Nikt chyba nie ma problemu z wyobrażeniem sobie, co czułam. Wyrwano mi kawałek serca; szczepkę życia, którą pielęgnowałam, jak umiałam najlepiej; zabrano przyjaciela. Mimo to gdzieś we mnie tliła się nadzieja... A jak wiecie, nadzieja ma wielką moc :)

Czy ta historia może się tak skończyć? A może jeszcze dane mi będzie dośnić sen, który układałam od dawna? Którego treść znałam tak dobrze jak dźwięk uderzającego serca? Który rozbudzał emocje i zmysły? Czy po przeszło dwóch latach rozłąki ja i Ergo mielibyśmy szansę odnaleźć się na nowo i choć po części odbudować to, co nas łączyło? Otóż... TAK! :) Ale, moi kochani, to już całkiem inna historia...



Życzycie sobie ciąg dalszy?
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    magnat15 2011-12-24 14:15:35

    Wspaniała historia

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Karolla 2011-01-28 15:01:35

    Super.! Zapraszam do mnie;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    laura65 2010-07-29 14:19:38

    Piękne ! Masz talent do pisania i wielkie szczęście. :)Pozdrawiam !

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama