W tym wpisie chciałam dodać kilka wierszy które obrazują niewyobrażalne cierpienie kiedy zostają sprzedane na rzeź...
Aleksandra Wytwer
Widziałam łzę w jego oku... Ogromną, szklaną łzę, Wypełnioną cierpieniem...
Roztrzaskała się o nadzieję, Powodując przeraźliwy ból...
Jej resztki zaschły na przestraszonym sercu Po tym, jak przestało bić...
Zrobiło się bardzo cicho... Podobno "one nie płaczą"...
Przecież "to tylko konie"...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ "Modlitwa konia z transportu"
„Mój wiatronogi Boże koni Czy ty naprawdę widzisz wszystko? Strach, ból, głód i krew i śmierć? Nie ma nikogo z mojej stajni, nie znam drogi na pastwisko… Bardzo się boję Panie mój. Tutaj tak ciemno jest i ciemno… I tak bardzo jestem sam, Choć tyle koni jedzie ze mną.
Boże z ogonem bujnym i grzywą gęstą Ja przecież jestem Przecież byłem Na Twoje podobieństwo.
Nikt by w to nie uwierzył Nic z tego nie zostało… Cztero kopytny Boże spraw By umieranie nie bolało…
Jeszcze o jedno Cię proszę Nim wszystko będzie końcem… Niechaj na przekór wyśnię sen, Że galopuję w słońce…
I pędzę wprost w promieni blask Pękają chmury w niebie A ja nie czuję więcej nic I mknę i gnam do Ciebie…” ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CZEMU NIE WALCZYŁEŚ?
ty każdego dnia rżałeś, rżałeś z bólu tak oni krzywdzili cię co dzień aż nie dobrze mi, tak trudno było patrzeć na te chwile gdy batem na twych plecach zostawiali ślad. tak każdego dnia traktowali cię, bałaś się tak mocno i słuchałaś ich Czemu nie uciekłeś? to pytanie me przez to teraz leżysz nieżywy na sianie. Ludzie bardzo źli już nie skrzywdzą Cię nie skrzywdzą już żadnego zwierzęcia bo ponieśli karę za to co zrobili źle teraz leżysz w chmurach, nie pamiętasz nic ponieważ nie chcesz pamiętać... a to co się stało już nigdy nie wróci do twej pamięci... o tym co się stało juz nigdy nie usłyszysz. tutaj na górze już nigdy nie powie już "bij"... ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ TWARZ KONIA
Jestem wstrząśnięty Okrucieństwem ludzi Przeraża mnie bestia Która, przyczajona We mnie śpi.
Człowiek odkłada skrzypce i Bierze do ręki nóż.
Wczoraj widziałem konia Pędzonego na rzeź. Przejęte niewyobrażalnym Cierpieniem i smutkiem Jego wielkie i piękne oczy Zaszokowane zdradą ( Wydawałoby się przyjaciela ) Były pełne łez.
W czasie przeładunku Z ciężarówki do wagonu Zbity do krwi Nie mógł ustać na połamanych nogach Nie był w stanie utrzymać głowy Na miażdżonym tępymi ciosami karku. Stary, zmęczony harówką Swego wiernego i oddanego życia Koń Cierpiał z godnością Oniemiały furią i przekleństwami Dwunożnego oprawcy.
Jedynie wiatr Całował jego grzywę tak samo jak dawniej Kiedy biegał po łące - Tak, jakby pragnął uśmierzyć Rozpacz i ból Ocierając białą chustą Weroniki Jego umęczoną twarz Twarz konia Pędzonego na rzeź.
Panie, który władasz tym światem Wstrząśnij nami Zsyłając zasłużone Żywioły, zarazy i plagi Abyśmy wyrwali się Z koszmarnego snu.
Upokorzony własną wygodą i Bezsilnością Odprowadzam go tymi słowami Tak, jak to działo się Dwa tysiące lat temu -
Komentarze