TYLKO DLA ORŁÓW – CHEWSURETIA (z cyklu „Cztery pory roku w siodle – Gruzja...)
Gruzja to nie tylko herbaciane wzgórza Batumi, czarnomorskie plaże, kachetyńskie wino i wiekowe zabytki kultury. Gruzja to także wyzwanie dla ludzi aktywnych - surowe piękno smaganych wiatrem szczytów Kaukazu, głębokie doliny rzeźbione rwącym nurtem potoków i hale pokryte kobiercem wonnych traw i kwiatów.
W głębi Kaukazu za wysokimi przełęczami leży Chewsuretia, kraina przez wieki odcięta od głównego nurtu cywilizacji...
Spotkanie z Gruzją to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Ledwie przekroczyliśmy granicę w Sarp wpadliśmy w ten gigantyczny bałagan – odrapane rudery, ludzie snujący się bez celu to tu, to tam, kompletny chaos na drogach. Wtedy jeszcze nie podobało mi się - myślałem, że wskoczyliśmy do Gruzji pierwszy i ostatni raz, że następnego roku pojedziemy gdzieś indziej. Nie wiedziałem jak bardzo się mylę, wystarczyło zobaczyć Kaukaz i wszystko się zmieniło. Kompletne zauroczenie – niebotyczne szczyty, głębokie doliny, przestrzeń, ludzie...
W Gruzji pierwszy raz w życiu zasmakowałem w prawdziwych konnych wędrówkach po wysokich górach. Nigdy wcześniej nie miałem okazji – wprawdzie podróżując przez Karakorum, Tien-Szan czy Tybet widziałem pasterzy którzy używali koni doglądając stad lub transportując dobytek, nawet czasem wskakiwałem na chwilę w siodło, ale to się nie liczy. To nie była prawdziwa wędrówka – co najwyżej spacerek. Ja potrzebowałem czegoś innego – kilka dni jazdy po pustkowiach, noclegi w namiocie lub pod gwiazdami, przewodnik (lub tylko mapa) – stara szkoła, jak za dawnych lat w pamiętnikach podróżników z XIX i początku XX wieku. W Europie takich przygód już się nie doświadczy, cywilizacja...
Spośród różnych górskich regionów które odwiedziłem w Gruzji najbardziej podoba mi się Chewsuretia, położona około 150 km na północny wschód od Tbilisi, przy granicy z Czeczenią i Inguszetią. Od wschodu sąsiaduje z Tuszetią, od południa z Pszawią, a na zachodzie dochodzi prawie do Gruzińskiej Drogi Wojennej i Kazbeku. Zajmuje kilka głębokich dolin po obu stronach głównej grani Kaukazu. Tylko jedna droga prowadzi do serca Chewsuretii – głównej wsi - Shatili. Jest bardzo trudna i większą część roku (od listopada do czerwca) zasypana przez śnieg, przebiega przez wysoką przełęcz na głównej grani Kaukazu (Datvisjvari 2670 mnpm). Nieliczni mieszkańcy zostają w górach na zimę - pozostali przenoszą się na niziny, gdyż utracili swoją samowystarczalność i nie są w stanie przetrwać w surowych warunkach i odosobnieniu. Do wielu wiosek i osad dostać się można tylko pieszo lub konno. W takich warunkach wykształciła się niezwykła kultura chewsurów – ludzi wolnych, wojowników, którzy nie uznawali nad sobą niczyjej władzy oprócz króla Kachetii. Żyli w niedostępnych górach pracując w polu, polując i wypasając owce i krowy na wysokich halach. Na wezwanie swego władcy schodzili z gór, szybko rozprawiali się z wrogiem i wracali do swojej twierdzy-ojczyzny. Chewsuretia nigdy nie została podbita – mieszkańcy ufortyfikowali doliny i strome zbocza chroniąc się w wieżach kamiennych tworzących nieraz całe kompleksy obronne (np. Shatili, Mutso, Ardoti). Nawet wojska chanów mongolskich, Timura Krwawego, perskich szachów czy Szamila nie były w stanie pokonać tego walecznego ludu. Koń towarzyszył Chewsurom na co dzień – zarówno w ciężkiej pracy, podróżach, polowaniach i wojennych wyprawach. Zgodnie z wierzeniami koń przenosił także duszę zmarłego na tamten świat – odzwierciedlają to w obrzędy pośmiertne, tzw „koń duszy” i ceremonialne wyścigi konne ku czci zmarłego w dniu pogrzebu i w pierwszą rocznicę. Te zwyczaje można spotkać jeszcze w górach do dzisiejszego dnia. Niestety zanikła umiejętność wyrobu i zdobienia siodeł i uprzęży – kiedyś doskonałej jakości rzędy nabijane srebrem były ozdobą i chlubą każdego wojownika.
Pierwszy raz do Chewsuretii trafiłem w 2010 roku – samochodem terenowym wraz z żoną i maleńkimi dziećmi. Wpadłem i wypadłem, ot tak na jeden dzień. Bardzo mi się podobało, ale spieszyłem się zobaczyć inne części Gruzji i postanowiłem, że kiedyś pewnie tu wrócę. Faktycznie wróciłem po dwóch latach, kiedy postanowiłem zorganizować tu rajdy konne. Poznałem Dawida Czinczarauli, który mieszka w Shatili, ma kilkanaście koni i chciał ze mną współpracować. I tak zaczęła się historia mojej dojrzałej miłości – do stromych wąskich wąwozów, zatartych pasterskich ścieżek, skalistych grani i wiecznego śniegu na niebotycznych szczytach. W pierwszą konną wędrówkę wyruszyliśmy jeszcze tego samego roku, w połowie października. W górach to już schyłek sezonu, lada chwila spadnie śnieg i zasypie przełęcze. W ciągu dnia było słonecznie i ciepło, ale po zachodzie słońca nadchodził chłód i ustępował dopiero wraz z nadejściem słońca. Na szczęście nie padał deszcz i cała podróż udała się znakomicie. Od tego czasu wracam tam co roku, kilka razy od lipca do października. Nie będę opisywał poszczególnych rajdów – każdy był inny, testowaliśmy różne warianty tras w zależności od oczekiwań i możliwości uczestników. Myślę, że załączone do tekstu fotografie działają na wyobraźnię lepiej niż tysiące słów. Jedno natomiast łączyło każdy z tych wyjazdów – wszyscy uczestnicy byli szczęśliwi i zadowoleni, nikt nie skarżył się na nudę i nie żałował przyjazdu do Chewsuretii...
O Autorze: Jacek Jasiński – z zawodu architekt i archeolog, z zamiłowania koniarz i podróżnik – twórca „Nomadic Life” – firmy od lat działającej w prowadzeniu i organizowaniu turystyki konnej w najpiękniejszych zakątkach Polski, Gruzji i nie tylko. Nie przepada za tłumem, dlatego na rajdy wybiera miejsca mniej uczęszczane przez turystów – obserwacja świata z bocznych dróg jest o wiele ciekawsze i wzbogaca człowieka o wiele nowych doświadczeń.
Hodowca i miłośnik rasy kabardyńskiej, mały tabun jego
konikó sprowadzonych z Północnego Kaukazu w żyje na otwartym terenie w centrum
Jury Krakowsko-Czętochowskiej niedaleko Pustyni Błędowskiej.
Dalsza część tekstu, więcej fotografii z konnych wypraw po Gruzji oraz informacji o Autorze, koniach kabardyńskich i turystyce konnej na Kaukazie na stronie www.nomadiclife.eu
Zapraszamy do lektury...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze