Reklama

Do galopu na Orinku!

24/04/2012 11:03
Ten dźwięk brzmi jak wyrok. Powtarza się bezustannie, nie dając ci żyć. Która to godzina, że budzik dzwoni tak wcześnie? Dwie minuty po dziewiątej, a konie mam na jedenastą. Hmmm... A! Już sobie przypomniałam.

Ociężale wlokę się do szafy, zdejmuję z haczyka bluzkę z napisem "ewolucja zaKOŃczona" i wącham pachnące nowością czarne bryczesy. W poprzednich zepsuł się zamek całkowicie, więc nadają się tylko do wylądowania na zawsze w czeluściach mojej szafy. Byłam w sklepie i zainwestowałam się też w cukierki dla koni oraz dwie pary podkolanówek, jedna brązowa, a druga błękitna, obie z literkami "HR" jak "Horse Riding".

Szybko się ubieram, na głowie już zgrabna kitka, ząbki wyszorowane, i heja na konie!

Zaraz. Jest dziewiąta piętnaście, a mam tam być na dziesiątą, żeby pomóc czyścić konie. Idę na taras.

O, kot jest na tarasie. Kładę się na leżaku, no i standard:
"No chodź, kicia! No chodź! ćććććććć! No chodź! Bura!"
No to kot podchodzi, opiera się łapką o leżak, wskakuje... po czym zeskakuje i idzie na działkę. Oż to gad.

No dobra, po śniadaniu jedziemy na konie. Kurdeeee... Już są! A chciałam być wcześnie! No trudno. Lecę obok maneżu, a tu co? Na maneżu są jakieś konie. Nie! Nie z jeźdźcami. Luźno stoją siwy i gniady w kantarkach, a my za mniej niż pół godziny mamy jazdy. No pięknie. Zostawiam rzeczy, no i lecę, lecę, biegiem, lecęęęęęęę do stajni. No to dobra, dostaję zadanie:

Wyczyścić Farmerkę!

No to witam się ze wszystkimi (kurde vipem jestem, niemalże wszystkich znam... pfahaha) Szukam szczotek Farmerki. Szukam... Wszystkie są takie same, nic nie jest podpisane, dziewczyny mi mówią, żebym wzięła cokolwiek. No to biorę gumowe zgrzebło, włosianą szczotkę i kopystkę. Wchodzę do boksu Farmerki. Jest to dosyć duża siwa, jednak nie taka ogromna, a przy tym fajna i nie kopie. Gdy zobaczyła mnie ze szczotkami, uważnie mi się zaczęła przypatrywać. Gdy zaczęłam ją czyścić, pani Iza stwierdziła, że siwa stoi jak cielak. No to się trochę zdziwiłam, patrzę... A tu łeb opuszczony, półotwarte oczy, zadowolenie na ryjku i stoi bez ruchu. Jak ją zobaczyłam, to niemalże się wywaliłam ze śmiechu :D

Pani Iza mi jeszcze powiedziała, że Figaro którego czyściła ją użarł :/

Nadchodzi czas na czyszczenie kopyt, czyli coś, co lubię. Z pierwszym poszło bez problemu, drugie sama podała, trzecie też sama podała i czwarte tak samo. Grzeczny konik :)

Natomiast pani Iza z Figarem miała coraz więcej kłopotów. Co chociażby zbliży szczotkę, to ten kładzie uszy i próbuje ją użreć. Nie wiem, jakim cudem Figo aż lśnił.

Przyszedł czas na siodłanie. Ogłowie założyłam bez przeszkód, może trochę Farmeruś się zapierał, ale dało radę. Natomiast siodło... O rany! Masakra. Pani musiała mi pomóc, ale w końcu wyszło :)

Na jazdy dostałam Orina. To taki mały bułany konik :) No to wsiadam i staram się dopasować strzemiona. No to dopasowuję... Nagle co to?! Trzymam puśliska w ręce, ale nie są przyczepione do siodła. Jak ja to zrobiłam, że odczepiłam puślisko?! Każdy na mnie gały wywala, że jak ja to zrobiłam, a ja ze śmiechu leżę na koniu. Instruktorka musiała mi pomóc. Ale ze mnie oferma xD

No dobra jadę. Wcinam się gdzieś w zastęp, a tu co słyszę? Mam jechać pierwsza. JA?! Pierwsza? NA ORINIE? a tym malutkim bułanku, który nie dość, że się ostatnio rozleniwił (w połączeniu z moim usypianiem koni to daje niesamowity efekt) to jeszcze w dodatku Orin kopie. Hmmm... No ładnie się zapowiada :P

No to jadę. Tamci za mną podejrzewam, że dostawali szału xD Każdy na siebie wjeżdżał :P

Jednak prawdziwa jazda zaczęła się, kiedy miałam galopować. Dobra. Na śladzie zostałam tylko ja z Orinem. Dałam sygnał do zagalopowania z kłusa. No to galopuję jakieś jedno kółeczko, no to słyszę: "i do kłusa". Hmm... No to zwalniam do kłusa. "I do galopu". No dobra. "I do stępa" no kurde co jest! No to do stępa z galopu. "I do galopu". Aha. Spoko. No to ze stępa przeszłam do galopu, a potem miałam przejść do stój. No ciekawe. Sliding stop mam zrobić? No ale przeszłam do stój, a później z pełnej parady do galopu. Potem miałam zrobić półsiad, a potem... Uwaga uwaga... Stanąć w strzemionach w galopie. Przepraszam bardzo, ale co jest w tym trudnego, że tata usłyszał, jak instruktorka mówiła "sprawdzam, czy to w ogóle jest możliwe". Co to ma być?

1. Czy tata kłamie?
2. Czy tata się przesłyszał?
3. Czy instruktorka kłamie?
4. Czy instruktorka mówi to tylko po to, żeby pokazać wszystkim, jakiego to jeźdźca ona wytrenowała?
5. Czy instruktorka mówiła to tylko po to, żeby mnie dowartościować?
Czy... i tak bez końca. Oczywiście mogłabym się spytać, ale to nie dawałoby mi tej radości, jaką dają domysły.

Do końca lekcji wygłupiałam się na koniu :P

No i mamy pytanie:
Jak myślicie, jak było naprawdę z tym staniem w strzemionach w galopie?
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama