Pride of Poland czy Shame of Poland? Nie milknie dyskusja po
ostatniej Aukcji Koni Arabskich w Janowie Podlaskim. Krytyczni komentatorzy oceniają,
że dziś bardziej niż o dumie Polski możemy mówić o wstydzie. Wpływy ze
sprzedaży koni były o jedną trzecią mniejsze niż w zeszłym roku i jednocześnie najniższe
od 11 lat. To po pierwsze. Po drugie żenujące zamieszanie wokół klaczy Emiry
rzuciło cień na profesjonalizm organizatorów aukcji.
Klacz Emirę licytowano dwa razy, bo po pierwszej licytacji „zniknął” kupujący. Jak wyjaśniał bezpośrednio po aukcji wiceszef Agencji Nieruchomości Rolnych Karol Tylenda, „ktoś zalicytował i po prostu się wycofał, więc licytacja była bezskuteczna. Takie rzeczy czasami się zdarzają”. Tyle że na Pride of Poland nie powinny się takie rzeczy zdarzać. Klacz Emirę sprzedano ostatecznie w drugim podejściu za, mówiąc delikatnie, niewygórowaną kwotę 225 tys. euro ku uciesze nabywcy z Francji. Skutkiem całego zamieszania była wtorkowa rezygnacja Tylendy ze stanowiska wiceszefa ANR.
Zdaniem wielu komentatorów wydarzenia, słabe wyniki aukcji i przypadek Emiry są efektem wmieszania polityki i polityków w zarządzanie słynnymi na całym świecie stadninami koni arabskich w Janowie Podlaskim i Michałowie. Zmiany kadrowe, jakich tu dokonano niespełna pół roku temu, rzuciły poważny cień na reputację hodowli.
Czekamy na Wasze opinie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze