No to, byłam zapisana z Patrycją na 10. Musiałyśmy przez to wstać o 7 bo długo się jedzie do naszej stajni. Kiedy już dojechałyśmy, miałyśmy jeszcze godzinkę (zawsze przyjeżdżamy wcześniej żeby wyczyścić konie) Ale tym razem nie musiałyśmy je czyścić bo już były wyczyszczone i osiodłanie, więc poszłyśmy na pastwisko porobić zdjęcia koniom. Godzinę później, udałyśmy się na halę, wsiadłyśmy na nasze konie (ja dostałam Sonie, a Patrycja Sowę ) i ruszyłyśmy na rozgrzewkę stepem. Po chwili nasza instruktorka wzięła Patrycję na lonże na galop (umówiłyśmy się tak z instruktorką żeby poćwiczyć galop) a ja na połowie hali sobie stępowałam i kłusowałam. Kiedy Patrycja galopowała na lonży, ja użerałam się z Sonią bo była wyjątkowo bardzo nie usłuchana. Nie chciała zrobić ładnej wolty, nawet nie chciała kłusować. Musiałam skorzystać z bata. Wreszcie się udało, i chwile pokłusowałam, ale właśnie była moja kolej na galop na lonże. Musze przyznać że było super! Wreszcie odnalazłam się w galopie i zrozumiałam o co tak naprawdę w nim chodzi i co trzeba robić! (Do tej pory miałam z tym małe problemy) i wreszcie galopuje tak, jak powinno. Po jeździe, ponownie udałyśmy się na pastwisko porobić zdjęcia, ale że strasznie wiało to wyszły nasze fryzury zabawnie ale i tak bardzo podobają mi się zdjęcia, które możecie oglądać w mojej galerii. Potem około godziny 14 wyjechałyśmy ze stajni do domu, po drodze wstępując do KFC.
To była zdecydowanie jedna z najlepszych jazd! Powtórka w przyszły piątek! ;)
nie prawda, bo w środe <3
Wspaniałe!Ja jeszcze nie uczę się galopować ;/ Mam tak mało czasu, że ...:)Pozdrawiam i życzę sukcesów ;):)