Dziś po szkole jak zwykle, szłam do stajni. Gdy przyszłam to już siodłali konie, po czym przyszedł trener ze mam sobie osiodłać Heretyka. Szybko osiodłałam, i dojechałam do reszty na plac. Niestety zdążyłam założyć tylko sztyblety, nie lubię jeździć w jeansach, nie zdążyłam nic na głowę założyć i trochę wiało ;P No ale to mój pierwszy trening z trenerem po uhuhu, w końcu wraca pogoda do treningów! Najpierw jazda dowolna, trochę pokłusowałam. Potem jeździliśmy w zastępie, w kłusie, potem przez cavaletti, za pierwszym razem trochę nam z Herkiem nie wyszło, za drugim razem przed drągami fule galopu zrobił, a potem super. Znowu jazda dowolna, trochę bez strzemion pojeździłam, i postępowałam na luźnej. Przyszła pora na galop, trzy razy na lewą nogę, potem też trzy razy na prawo. I trener ustawił małą przeszkodę, ja miałam skakać pierwsza. Dziwnie mi się jakoś skakało, może przez to że takie niskie, i nie wiedziałam jak się za to zabrać :D Podchodził dziś do tych przeszkódek, tylko raz ładnie udało się skoczyć, co prawda dużo nie skakaliśmy, bo oddaliśmy z 5 skoków. Miło było w końcu posłuchać uwag trenera, mam nadzieję że pogoda będzie jeszcze lepsza, i dużymi krokami wrócimy do trenowania! ;) Jak rozsiodłaliśmy, to dostałam zadanie bojowe :D Miałam iść po owies, więc poszłyśmy z Asią, najpierw przyniosłyśmy trochę mało, więc potem wzięłyśmy taczkę i zapełniłyśmy cały worek :D Następnie wszyscy poszliśmy do domu trenera, bo Łukasz miał dziś urodziny ;) Po godzinie 19, chłopaki szli wsiadać na konie, aby odwieść p.Karola (Na Tienie) do domu, i Oskara. Więc my z Asią wbiłyśmy na zady, Asia na Tiena, a ja do Oskara na Galę. Najpierw cały czas stępowaliśmy, potem Dawid z takim panem (nie pamiętam jak on ma na imię) ruszyli galopem, nasze konie coś zaczęły się buntować, głównie Tien-Szan, ale po chwili gdy tamci wrócili było ok. Dojechaliśmy do domu Oskara, on zsiadł, a ja wskoczyłam na siodło, co w sumie mi się nie podobało bo zimno było w tyłek :D Pojechaliśmy teraz odwieść p.Karola, gdzie poszliśmy do niego do domu jeszcze na herbatę, konie uwiązaliśmy pod zadaszeniem. Wspominaliśmy wyjazdy, i głównie rozmawialiśmy o koniach, my z Aśką ogrzewając się herbatką :D Przed 21, wsiedliśmy na konie, najpierw ja na Gali z Asią na zadzie, potem ona się przesiadła na Maxa. Pokłusowaliśmy trochę, i potem zagalopowaliśmy. Ja jechałam na przodzie, było tak ciemno że nic nie widziałam, w zakręty Gala wchodziła sama, bo ja nic nie widziałam, to jest niesamowite jak te konie znają ten las i te drogi. Z zamkniętymi oczami bez żadnych obaw bym mogła na nich jechać. Potem było lekko z górki, gdzie stępowaliśmy, a następnie kolejna taka mała dłuższa górka, gdzie zawsze galopujemy. Tak i zrobiliśmy tym razem, pierwszy jechał pan na Heretyku. Nagle Gala mnie przeciągnęła i go wyprzedziłam, normalnie wpadła w trans nie mogłam jej zatrzymać, przy czym krzaki obijały mi twarz, miałam za długie strzemiona, w sumie to jechałam bez nich, i niewygodną kulbakę i nie miałam rękawiczek. Nie ma jak to spontan :D Ale po chwili udało mi się ją przytrzymać. Byliśmy już niedaleko stajni więc dalej stępowaliśmy. Chyba mogę ten teren zaliczyć do jednego z tych najbardziej Hardcorowych, w ciemnościach jeszcze nigdy tak nie jeździłam, a tym bardziej o takich godzinach :D
Komentarze