Reklama

Dzisiejszy dzień- półkolonie w siodle

03/08/2011 18:06
Nie jest to pierwszy dzień półkolonii, ale bloga mam niedawno, więc opisuję, co wydarzyło się dzisiaj :)

Wstałam piętnaście minut po ósmej, czyli 15minut zaspałam. Co mam poradzić, tata mnie tak obudził xD
Migiem wyszykować się i pędem do szkółki.
Gdy wszyscy się zebrali, zostawiliśmy rzeczy w takiej jakby szopie (kiedyś był tam sklep) i weszliśmy do stajni. Ja migiem po kantar i uwiąz Romady, uwielbiam na niej jeździć ;)
Okej, zakładam kantar, przypinam uwiąz, wiążę na jakiś tam węzełek (nie znam się na węzłach) i szybko po szczotki.
Szczotkami już wyczyszczona, teraz czas na kopyta. I tu jest problem, bo podniosłam Siwej pierwsze kopyto, przednie, ale stałam głową do głowy konia i coś jej strzyknęło w nodze :( Nie wyrywała nogi, sama ją postawiłam. Mogła chodzić, nie kulała, nic jej nie było, ale ja strasznie się za to obwiniam ;(
Gdy Siwa już wyczyszczona, przyszła historyczna chwila... Ogłowie... Z tym mam najgorsze problemy. Zdejmuję kantar, chwytam głowę Siwuni i próbuję... I... i... i... UDAŁO SIĘ!!! Weee xD Potem siodło. Samo nałożenie siodła nie jest właściwie problemem, ale ten popręg... Te paski, co się na nie zapina popręg (nie wiem, jak one się fachowo nazywają xD) są takie grube... Ledwo się mieszczą, ale ok, zapięłam na razie na 1 dziurkę, założyłam wodze, żeby się nie schylała, potem jeszcze ochraniacze na przednie nogi i... gotowe!
Pani sprawdziła, pogratulowała mi, bo wszystko było w porządku, teraz pomóc dzieciakom przy ochraniaczach i można już przydzielać konie.
Zanim jednak każdy dostał konia do wyprowadzenia z boksu, były niezłe jaja, bo pani podzieliła na grupy: jagody, ser i mięso. Chodziło o to, kto chce z czym pierogi na obiad, wszyscy się nazywali:
-Jesteś jagoda?
-Tak.
-Fajnie, bo ja też!
-A ty? (do jakiegoś kolesia)
-Nieee, ja mięso jestem.
-No to precz szatanie!!! (to był mój tekst xD Jestem w szczytowej formie, jeżeli chodzi o durne komentarze czy ciętą ripostę xD)
Potem panie przydzielały konie... Ja dostałam Siwca!
Dobra, wyprowadzamy konie z boksu, wsiadamy, jeździmy, zsiadamy... (No co? Na jeździe nie działo się właściwie nic nadzwyczajnego, może z wyjątkiem tego, że na początku mi Siwiec odskoczył, bo się wystraszył takiego pana, no i galopu, bo galopowałam za taką Farmerką która jest bardzo szybka, no i Siwusia chciała ją dogonić i ogólnie rzecz biorąc dostała niezłego kopa. Dobrze, że nie dosłownie...)
Po lekcji zmiana półkolonistów... Farmerkę dosiadł jakiś koleś, ten, który był w "Mięsie". W ogóle wkurza mnie już ten typ, raz mnie tak wnerwił, że go spoliczkowałam z plaszczaka, no i po tym już był właściwie spokój, ale jak mu przyszła czasem ochota na zaczepki, to mu mówię że to powtórzę xD (on jest o 3 lata młodszy...) Postanowiłam sobie, że pod koniec obozu obleję go wodą... Pewnie tego nie zrobię, ale kto wie? xD
Cały czas pytał się, jak chodzi ta Farmerka, jak coś... My go straszyłyśmy, że podobno bryka, ale kurde nie dał się nabrać :/ Ale miałyśmy niezłą polewkę xD
Przegapiłyśmy niestety, jak ten gościu spada, fuuu ;( Nawet nie galopował :/
Potem chodziłam z długim batem za Zuzią, żeby ją w razie czego ją pogonić (nie bić, tylko głośno powiedzieć: "Zuza!". Ale bacik, żeby wiedziała, że go mam). Dlaczego? Bo cały czas schylała się do trawy z brzegów maneża. Wcale bym się nie zdziwiła, jakby obiłoby mi się o uszy, że jest zapoprężona :/ Wszystko ta dziewczyna zwalała na mnie: "No pogoń ją, pogoń!" "Ona się schyla, pogoń ją!", bo ona nie umiała w ogóle nic na to poradzić :/ A zanim zdążę pogonić klaczkę, ona już się schyli :/
Nabijałyśmy się z tego typka na Farmerce:
-I Farmerka wolta w lewo...
-I Farmerka jeszcze jedna wolta...
-Wyjedź żesz przed te konie!
I tak przez cały czas xD
Na obiedzie żartowałam sobie, że każdy, kto się ubrudzi pierogami z jagodami (większość) przynosi dżem. Dżem? Czemu? Bo nie ma dżemu. Logiczne. Ciekawe, czy ktoś potraktował to poważne :O
Po jeździe znowu założyłam Siwej ogłowie, weeeeeeeee .
Na lekcji, na której nie jeździłyśmy, w "nagrodę" za nasze zapędy instruktorskie przy Farmerce, pani nam dała na 10 minut pokierować jazdą. Ale przecież my sobie robiłyśmy tylko żarty :O
Zrobił się taki za przeproszeniem bajzel, że w końcu wydałam takie polecenie:
-I uwaga, układamy się!
Co miało oznaczać, żeby stworzyć zastęp... W końcu pani dusząc się ze śmiechu odebrała nam władzę xD Same ledwo utrzymywałyśmy się na nogach, tak się brechtałyśmy xD
No i to koniec, potem przyszli po nas rodzice by nas zawieźć do domu.
Fajne mamy półkolonie, nie? :D

I w ogóle wkurzyła mnie moja koleżanka, bo Orin nagle wybiega z zastępu, jedzie kłusem i chce kopać, jak ktoś chce go wyprzedzić, bo on np. nie chce zakłusować i za koniem będzie łatwiej, to on od razu ustawia się zadem, uszy w tył i próbuje kopać, w galopie nagle odskakuje i chce kopnąć każdego konia, którego zobaczy, a ona mi wciska:
-Ale Orinuś jest taki kochany! On nie atakuje koni!

Myślałam, że się rozwrzeszczę na maksa... Rzuciłam coś w stylu: "Kiedy ty wreszcie oprzytomniejesz..." a ona nadal swoje!
To wkurza! xD

I teraz pytanie dla Was:
Oblać go tą wodą, czy nie? :P
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    M-koniara-29 2011-11-23 21:32:33

    Sosu jak Ci się nie podoba, to nie czytaj, proste ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Domis19981 2011-08-16 23:10:54

    heh , fajnie macie :]ale orin jest taki kochany ! on nie kopie innych koni ;P !

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Sosu 2011-08-15 16:49:52

    O gash.Nie wiem co w tym jest ciekawego. Nic, zupełnie -_-

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama