Dziś prosto po szkole poszłam do stajni :) Jak zwykle nikt prócz mnie nie przyszedł, w zimę wolą grzać zadki w ciepłych domkach. Przywitałam się z koniami, i poszłam się przebrać w bryczesy itp. Miałam jeszcze trochę czasu, więc posprzątałam im trochę w stanowiskach, przyszedł trener dać im "obiad", nalał im wody, a ja dałam Ziarka. Jak konie zjadły, wzięłam sobie Cantera w teren :)
Najpierw stępem potem trochę kłusa, było troszkę z górki to przeszliśmy do stępa, bo ślisko ;/ Wyjęłam nogi z strzemion i jak była już prosta to zaczęłam kłusować, kawałek dalej było pod górkę więc delikatnie zagalopowałam, o dziwo Canter jechał bardzo wolnym galopem :) Jednak bez strzemion długo na nogi nie wytrzymałam więc wróciłam do punktu wyjścia i złapałam je. :D Troszkę pojeździliśmy po lesie, aż zaczęło powoli robić się szaro, więc zmierzaliśmy w kierunku stajni . Teren był dziś spokojny, w przeciwieństwie do ostatniego na Gali, nie bał się dziś niczego, i nie cofał się do stajni. Teraz na konie idę prawdopodobnie w Piątek z Kasią :) Dodam jeszcze jakieś foto z dzisiejszego terenu, robione fonem :)
Ha haaa Canterowyyy :* Ładnie dajecie razem rade :)) Byle do MPA :) A ta straszną zime przeżyjemy;))