Reklama

Frustracja w jeździectwie i jak sobie z nią poradzić

22/08/2017 11:08
Emocje także te negatywne towarzyszą każdemu z nas na co dzień. Jako osoby odpowiedzialne za siebie i konia musimy nauczyć się panować nad nimi. Jednak każdy może mieć przecież gorszy dzień, a jak do tego dojdzie: trening w temperaturach 30+, uciążliwe muchy i humorki naszego konia to wybuch gwarantowany...



Tak więc co to takiego frustracja i skąd się bierze? Nie będę zanudzać was wypocinami z wikipedii, bo równie dobrze sami możecie to sprawdzić. Dlatego opowiem wam jak u mnie to się objawiało i jak sobie z tym poradziłam.



Kontakt z końmi miałam od dziecka. Swoją przygodę tak na poważnie rozpoczęłam jako nastoletnia dziewczynka. Pod koniec wakacji jeździłam sama kłusem całkiem, całkiem. Wiadomo nie był to poziom Grand Prix, ale ja cieszyłam się z tego co miałam. Jak tylko zaczął się rok szkolny to nie miał kto ze mną jeździć na jazdy, a w dodatku pogoda się często psuła, więc siedziałam w domu. Na wiosnę wróciłam do jazd i przeraziła mnie pierwsza lekcja w nowym roku... Klepanie tyłkiem o siodło, brak rytmu, równowagi i sprężynująca ręka, wszystko wyglądało tak jakbym nigdy nie wsiadła na konia. Tak więc po niezbyt udanej jeździe zamknęłam się w pokoju i najzwyczajniej w świecie się rozpłakałam. Miałam filmiki z zeszłorocznych jazd, więc uparłam się, że przypomnę sobie to wszystko. A im bardziej się nakręcałam, tym bardziej denerwowałam się, jak mi nie wychodziło. Tak wpadłam w błędne koło złej ambicji.



Frustracja objawiała się u mnie złością na samą siebie, nie potrafiącą czegoś zrobić, mimo że kiedyś już to robiłam. Nałożyłam na siebie zbyt dużą presję, chciałam widzieć poprawę od razu, przez co takim zachowaniem odebrałam sobie przyjemność z obcowania z tymi wspaniałymi zwierzętami. Jazdy mnie już nie cieszyły, zniknął mój zapał i chęci do działania.



Postanowiłam trochę ochłonąć i nie myśleć przez następne dwa tygodnie o jazdach. Po minionym czasie poszłam na jazdę wyluzowana i z dobrymi myślami. Okazało się, że poszło mi o niebo lepiej niż poprzednio. Nie spinałam się niepotrzebnie i uważnie słuchałam rad instruktora. Po kilku jazdach zrobiłam na tyle duży progress, że mogłam zacząć galop. Mimo że od tego zdarzenia minęło już parę lat to uważam, że człowiek uczy się całe życie.



Oczywiście mogło obyć się bez tych niepotrzebnych, nerwowych sytuacji, ale najlepiej człowiek uczy się na własnej skórze.



Podsumowując: najlepiej dać sobie trochę czasu :) Dobrze jest mieć także kogoś z kim można szczerze porozmawiać o swoich problemach, w moim przypadku był to trener.



Zostawię was z cytatem, który pasuje do tej sytuacji:



"Konie wymagają cierpliwości. Jeżeli będziesz działał tak, jakby zostało Ci tylko 15 minut, stracisz cały dzień. Jeżeli natomiast będziesz działał tak, jakbyś miał cały dzień, osiągniesz cel po 15 minutach”
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Cezik 2017-08-22 12:16:52

    Fajnie, lekko i przyjemnie napisane :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama