Witajcie Galopujący!
W czwartek wkroczyłem w kolejny etap w mojej karierze jeździeckiej. Po raz pierwszy na grzbiecie konia - zagalopowałem. Nie wiem czy po trzech miesiącach jazdy to szybko czy nie, nie mnie oceniać. Niemniej pierwszego galopu dostąpiłem na mojej ukochanej klaczy - Krecie. Oczywiście bez fajerwerków, rozpocząłem na lonży i zaliczyłem trzy kółeczka. Za pierwszym razem to był szok - to tak wygląda galop z grzbietu konia? Szczerze, wyglądało to bardziej jakby koń skakał niż biegł. W pierwszym momencie chwyciłem się tego co popadnie (łęku siodła) żeby tylko nie zlecieć. To było straszne. Serce mi kołatało, puls pod 200, ale utrzymałem się na Krecie. Jednak za każdym następnym razem przyzwyczajałem się do "skoków" klaczy i nawet zawrotna prędkość jej galopu mi nie przeszkadzało. Powiem krótko: galop, to jest to! Teraz tylko nauczyć się galopować na pełnej ścianie i będzie dobrze. A później zostaną tylko skoki. ;)
Pozdrawiam.
Gratulacje ja dziś miałam swój ""pierwszy"" galop : )
Gratulacje!