Gdy tylko usłyszałam głos mamy od razu zerwałam się z łóżka. Przecież mamy jechać do stajni i to nowej, takiej w której nigdy nie jeździłam! Pospiesznie się ubrałam, bryczesy były lekko mokre, ale nie zważałam na to. Jednym, zwinnym ruchem zakosiłam palcat ze stołu i pobiegłam do samochodu.
Będzie super!-myślałam. Stajnia Miłosna do której jechałam, znajdowała się w Starej Miłosnej, kilkanaście kilometrów od Warszawy. Można było by wsiąść do pociągu, dwadzieścia minut i już jesteś na miejscu. No może jeszcze pięć minut autobusem...=)
Dojechałyśmy. Wyskoczyłam z auta jak królik z lasu i od razu pogubiłam się w całym tym ogromnym terenie. -Tyle tu stajni i pastwisk! No tak, przecież jeszcze teren do WKKW!- przez drogę do stajni myślałam. Doszłam po pięciu minutach.Stajnia była bardzo duża, konie wysokie i piękne. Od razu zakochałam się w Pasacie. Stał na końcu stajni z wychylonym łbem i rżał mi na powitanie. Nie obyło się bez głaskania i karmienia.
Jazda miała zacząć się za dziesięć minut, osiodłałam konia i wyszłam posłusznie ze stajni. Jeździłam na powietrzu koło lasku. Pan instruktor ustawił mi przeszkody i przeskoczyłam je bez problemu. Oczywiście wcześniej rozruszałam konia półgodzinnym stępem i kłusem(wykonałam ciekawe ćwiczenia takie jak ósemki, wolty i.t.p.) Galop koń miał mięciutki i szybki. Kocham konie za wszystko! Po przyjeździe do domu nie mogłam się doczekać następnej jazdy, tym razem w terenie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Fajnie masz ja mieszkam zbyt daleko od Warszawy żeby tam jeździć.
Fajnie masz ja mieszkam zbyt daleko od Warszawy żeby tam jeździć.