Obiecałam pewnej osobie, że kiedyś napiszę o głosie człowieka. Spełniam swoją obietnicę Chodzi o to ,że zdania na temat tego czy używać głosu w stosunku do konia są podzielone. Ja absolutnie popieram tę pomoc jeździecką. Nie mogę się powstrzymać od cmokania ,mówienia „kłus” i „hop” oraz „ skup się!”.
Często nawet zwierzam się konikom ,bo im najbardziej mogę ufać ,że nic nie wygadają ;). Oczywiście sądzę ,że na pierwszym miejscu koń powinien reagować na łydę ,a jeździec powinien jej na pierwszym miejscu używać ,ale chyba nikt nie zaprzeczy, że lepszy głos niż palcat! Nie żebym była „natural”, ale staram się TAKICH akurat pomocy nie używać. Ale nie o tym piszemy, więc wróćmy do tematu. Zauważyłam gdzieś tutaj na galopuje.pl jakiś komentarz popierający również moje zdanie w tym temacie ,a chodziło mniej więcej o to ,że kowboje w stylu western prawie zawsze używają głosu ,a konie świetnie na niego reagują.
Gdy kogoś lonżujemy ( zdarzyło mi się z 2 razy) ,to zawsze używamy głosu, ale gdy wsiadamy na konia ktoś( teoretycznie) powinien nam ten głos odebrać ,no bo jak to tak, i w ogóle. A ile osób na świecie „gada” do swoich koni? Na pewno dużo. A ile koni lubi słuchać głosu swego właściciela? Tych jest już pewnie niezliczona ilość! I już na zawsze zostanę przy tym ,że głos to najpiękniejsza, naturalna pomoc dla jeźdźca.
Ja też popieram, ale westernu nie lubię.
popieram w 100% ! :)