Historia naszej przyjaźni zaczęła się ubiegłego roku w maju,Karmelek miał wtedy 3 tygodnie.Gdy pierwszy raz weszłam do nowej stajni i zobaczyłam go zakochałam się w nim bez pamięci.
Za każdym razem gdy przyjeżdżałam zawsze szłam prosto do niego by się z nim przywitać i pobawić.Spędzanie z nim czasu zajmowało i zajmuje mi najwięcej czasu.Jak każdy młody koń musi nauczyć się kilku rzeczy dawania kopyt, stania na uwiązie, przyzwyczajałam go też do czyszczenia.Gdy oglądam na pastwisku te jego dzikie galopy to z każdą sekundą czuję że kocham go jeszcze bardziej.Z wiekiem nauka idzie mu bardzo szybko jest bardzo pojętnym szybko uczącym się koniem.Nigdy nie widziałam piękniejszego źrebaka od Karmelka, to po prostu cud natury.Któregoś dnia gdy poszłam otworzyć bramę by konie mogły pójść na górne pastwisko a potem do stajni zauważyłam Karmelka.Wszystkie konie galopowały w stronę górnego pastwiska,a Karmelek został przy mnie i szedł ze mną stepem do stajni bardzo mnie to ucieszyło.
Resztę wieczoru spędziłam w jego boksie, czyszcząc go i mówiąc do niego.Gdy ćwiczyłam z nim podawanie kopyt wszystko szło świetnie ale to tylko przednie więc nie było problemu, jak podnoszono mu tylne to się kładł i kopał.Ale gdy podeszłam do zadu zauważyłam że jest bardzo spokojny i odprężony, pomyślałam że raz kozia śmierć najwyżej mnie kopnie.Delikatnie przejechałam ręką od zadu aż po sam koniec nogi i podnosiłam mu kopytko przez żadnych protestów i kopniaków.Wtedy właśnie poczułam że mi zaufał, z dnia na dzień ufał mi coraz bardziej na pastwisku ciągle za mną chodził i chodzi do dzisiaj.Jestem szczęśliwa bo nie tylko ja mu ufam ale on mi.Mam nadzieję że nasza przyjaźń będzie trwała wiecznie i że już niedługo zostanie moim koniem.
Bardzo piękna historia :)