Reklama

Hubertus 2010 - stajnia KAS - MAR

galopuje.pl
19/12/2010 19:28
9 października 2010 roku wzięłam udział w moim pierwszym Hubertusie. W zeszłym roku to święto niefortunnie wypadło akurat w mój wyjazd, więc udziału wziąć nie mogłam.

O godzinie 12 wszyscy mieliśmy pojawić się w stajni. Na szczęście byliśmy punktualnie. Wszyscy byliśmy niesamowicie podekscytowani, bo nie wiedzieliśmy co nas czeka - lis chowany, ganiany ? Wcześniej mówiono, że konie poprzydziela nam instruktorka, a tu niespodzianka ! Losowanie ! Ja wylosowałam Banderę, Kasia Dżerbę, Marta Urgenta, Mariola Orszadę i Kasia Witka ! Na szczęście ( dla Witka, bo Kasia ma 180 cm wzrostu a on to hucuł ) tylko nas podpuścili, Ja dostałam Witka, Kasia Banderę, a Marta zamieniła się z drugą Kasią ( Urguś za Dżerbkę ) i poszlismy czyścić konie.

Wypucowałam Witkowskiego na wysoki połysk, zaplotłam 2 warkoczyki i osiodłałam. Byłam pierwsza, więc poszłam zobaczyć, jak idzie innym. Wychodząc z boksu spotkałam Monikę - miała zabandarzowaną rękę, podobno kontuzjowaną podczas gry w piłkę ręczną. Zrobiło mi się jej żal - Hubertus bez Moni ?! Kiedy wszyscy byli już przygotowani instruktorka sprawdziła sprzęt i przygotowanie do jazdy - wszystko było OK. Dosiedliśmy koni i wyjechaliśmy.

Najpierw pojechaliśmy na pola i do lasku - tam zaliczyliśmy kilka rundek w galopie i powyginalismy się między gałęziami. Kiedy konie były już rozprężone wyjechaliśmy na wielką, równą polanę, obok był las i krzaki. Na łące stał jeep właścicieli stajni i nasza mała publiczność. Spodziewaliśmy się lisa szukanego, a tu niespodzianka ! Ganiany w kłusie ! Podczas komunikatu ustawiono nas w szeregu tyłem do auta, co wzbudziło moje, i Witka cyba też, podejrzenia. Zaczął się wiercić i musiałam zrobić woltę. Nagle coś zobaczyłam - w naszą stronę jechał ktoś na koniu. Nie zobaczyłam kto, bo kazano mi się odwrócić. Nagle na polanę wpadła dziarskim kłusem Łatka - kucyk szetlandzki - z Moniką na grzbiecie. Ta ręka to była podpucha ! Konik miał wplecione w grzywę i ogon wstążki, a jeździec ubrany w białe bryczesy i " lisią " tunikę z kitą na ramieniu. Oznajmiono nam, że my możemy poruszać się tylko kłusem natomiast lis też galopem. Kucyk odjechał od nas i na sygnał rozpoczęła się pogoń.

Łatka była nie do dogonienia. Postanowiliśmy się przyczaić. Kasia i Mariola miały zagonić kucyka w róg, a my ubezpieczać tyły. Udało się, ale Monika uchylając się, zleciała z kucyka i wpadła w kolczasty krzak. Podniosła się, dostała czas i gonitwa wznowiona. Próbowałyśmy złapać kitę przez pół godziny. W końcu dorwała ją Mariola. Ustawiliśmy się do dekoracji i odbyli rundę honorową galopem.

Po powrocie, po oporządzeniu koni było ognisko ( do 24.00 ) i świetna impreza.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama