O godzinie 13.30, dnia 16-ego października przed stajnią w Dereszu zgromadziły się tłumy ludzi, którzy obserwowali jak wielu jeźdźców przygotowywuje się do biegu myśliwskiego. Potem wzrok widzów przeniósł się na padok, na który wjeżdżały kolejno konie. Mała rozgrzewka, przejechanie na plac przed dworkiem i prezentacja koni i jeźdźców.
Konie wyruszyły w teren, a widzowie przeszli na przyczepy wypełnione słomą w balotach i zostali zaciągnięci przez ciągniki do pierwszej przeszkody na trasie. Czekamy... Ktoś krzyknął "JADĄ!" . Aparaty w stanie gotowości. Hubertusowicze nadjechali, skoczyli dwie przeszkody i pognali dalej. Było kilka wyłamań, ale wrażenia się nie zmieniły. Potem szybko na przyczepy - jedziemy do kolejnych przeszkód.
Okser i stacjonata. W pełnym galopie pokonali pięknie i bezbłędnie przeszkody. Kontr-master nieco spóźniony, ale zdarza się ;) Do przyczep - teraz jechaliśmy dłużej niż ostatnio, ale w końcu dojechaliśmy i było warto czekać! Palisada i pierwszy upadek - koń się wyłamał. Nic się nie stało - dziewczyna trzymała podczas upadku wodze i spadła na nogi.
Kolejna przeszkody to dwie palisady, pierwsza za górki, druga na szczycie mniejszej górki i wspinaczka pod górę. Większość podczas wspinania się puściła wodze zdając się na swoje galopujące rumaki. Przy skoku przez ostatnią palisadę kontr-master Olek rozłorzył ręcę w bok i skoczył bezbłędnie! Ostatnia przeszkoda na trasie i upadek. Koń ostro przeszkodę ominął i dziewczyna kilka metrów za nią równowagę całkowicie straciła. Wyglądało to strasznie, bo prawie o drzewo zachaczyła i kopyta koni były kilka centymetrów od jej głowy, ale wsiadła spowrotem na konia. Nadszedł czas gonitwy. Na polanie były rozstawione przeszkody i kiedy Hubertusowicze wjechali na polanę uroczyście przez wszystkie przeszkody przejechali, pojawił się lis. Niestety pojechał od złej strony i kita szybko została zerwana. Potem honorowa rundka galopem wkoło polany i ustawienie się w szeregu. Gratulacje, przypięcie koniom kokard i toast. Powrót do stajni - jeźdźcy na koniach, widzowie na przyczepach. Coniektórzy rzucali się sianem, ale ja postanowiłam siedzieć spokojnie ;D Po powrocie do stajni Hubertusowicze poszli rozsiodłać konie, a my mogliśmy iść do mini parku należącego do stajni i zjeść coś ciepłego i nie tylko ;D Hubertusowicze mieli jeszcze nockę w dworku. Tak oto wyglądał Hubertus w klubie Deresz ; )
Hah to byl udany hubertus;Swietnie sie skakalo jechalam;p
bardzo fajny artykuł. ;)
zawsze zapominam ;D dzięki za przypomnienie ;D