W listopadzie u mnie w stajni odbył się hubertus. Było zaproszonych sporo jeźdźców z końmi i kilka bryczek. Wszyscy obiecali, że przyjadą. Dzień zapowiadał się świetnie. Od rana świeciło słońce i miała mi się niedziela udać. Po południu gdy pojechałam do stajni było już dwóch jeźdźców i bryczka. Z innymi pojechałam na przejażdżkę nią w nadziei, że jak wrócę to wszystko będzie już gotowe i spokojnie sobie zobaczę pogoń. Po powrocie czekała mnie nie miła niespodzianka. Okazało się, że inni nas wystawili i nie przyjechali. Tym jeźdźcom co już byli nie uśmiechała się pogoń na trzy konie i postanowili z niej zrezygnować;((. Bardzo byłam tym rozczarowana. Wsiadałam jeszcze na jednego konia by trochę postępować. Właściciel stajni trzymał kitę i krzyknął do mnie ,,no to łap lisa"!!! I złapałam bez najmniejszego wysiłku, bo przecież cóż to za sztuka jest podjechać do kogoś kto stoi i wyrwać mu z ręki kitę. No ale zostałam lisem i za rok ja uciekam;))) (ciekawe tylko czy to będzie na rowerze czy na nogach)
No to super, śmieszne i zabawne, bardzo podoba mi sie ten tekst
No to pięknie :D
fantastycznie :D