Doczekaliśmy się Hubertusa! 12 listopada zebraliśmy się dość liczną gromadą, by wspólnie świętować dzień św. Huberta. Oczywiście najpierw wyjechaliśmy w teren z kilkoma mini przeszkodami (skoki opcjonalne. Mimo, że zanim ruszyliśmy Bogna już zaliczyła glebę, w terenie było pod tym względem dziwnie spokojnie. Zero upadków, zderzeń itp.. Na szczęście! :) W tym roku po raz pierwszy występowałam w roli kontrmastra.
Jako, że moja maleńka Luna-Hestia chciała wszystkich powitać kopytami, było to najrozsądniejsze wyjście. Był to pierwszy Hubertus w życiu Luny, więc nie dziwię się zbytnio jej reakcjom na widok tak licznego końskiego stada. Luna na wszystkich robiła ogromne, a więc adekwatne do swoich rozmiarów wrażenie. Po raz pierwszy również uczestniczył w imprezie mój narzeczony, więc miałam dwa powody by ciągle jechać w ogromnym skupieniu. Inna atrakcją było poniesienie Kaśki przez Horną. Była z nami i nagle wszyscy widzieliśmy ją na horyzoncie- Hornej w to graj! :P Na samej pogoni przesiadłam się na Horną, żeby ją wybiegać i rzecz jasna- znów sprawić, że ludziom szczęki opadną na widok kobyły pociągowej szybkiej i zwrotnej jak Arab, na którym uciekała nasza lisica- Sylwia :D
Kitę w ostateczności złapała siostra Sylwii- Gosia, czego jej serdecznie gratuluję :) Po wszystkim odprowadziliśmy konie by odpoczęły w stajni, lub jeśli wolały-a nasze wolały- poszły spokojnie na popas. Zabawa w wiejskim klubie trwała kilka następnych godzin. Wytańczyłam się za wszystkie czasy! Mieliśmy przepyszny bigos od Pani Basi i pieczonego barana od Pana Jurka. W Ostrzycy Hubertusy cieszą się sporym zainteresowaniem czemu wcale się nie dziwię :) Impreza otwarta dla wszystkich, jak zwykle była bardzo udana.
Komentarze