W sobotę 27.10.12 w Stajni Wilga odbył się Hubertus. Pomimo niesprzyjającej pogody Hubertus się odbył. Gonitwa za lisem poprzedzona była półgodzinnym wyjazdem w teren. Moja pierwsza jazda w terenie podczas przyśpieszonej zimy była świetna, Albert zachowywał się nienagannie. Konie pierwszy raz widziały w tym roku śnieg więc były trochę nadpobudzone. Podobno w terenie ktoś spadł, ale u mnie w zastępie nic takiego się nie działo. Moja koleżanka jechała na Megi, która sama zaczynała jej kłusować kiedy zrobił się odstęp między Albertem a nią.
Po powrocie mieliśmy godzinę na wypicie herbatki i podjadanie pączków. Byłam prawie cała mokra po powrocie z terenu.
O umówionej godzinie czekałam na ujeżdżalni. Odbyło się ostatnie podciąganie popręgów, regulowanie strzemion i rozgrzewka. Mysza nie chciała za nic kłusować, ale na szczęście jedna dziewczynka nie przyszła i mogłam przesiąść się na Megi. Po sygnale startu wszyscy ruszyli w kierunku pani Kasi, która była lisem. Walka o lisa była zacięta, ponieważ pośród kucyków były trzy konie Ptyś i Grosik-straszne lenie(więc nie stanowiły zagrożenia) i Laskar najwyższy i najszybszy koń w stajni, to on co roku zdobywał przynajmiej jednego lisa. Na ujeżdżalni ustawione były przeszkody, za krórymi pani instruktorka robiła zwroty i zakręcała żeby przed nami uciec.
W końcu pani Kasia została przyblokowana, ale nikt nie sięgał do lisa. Ruszyłam Megi stępem i wepchnęłam się między Laskara a Grosika. I złapałam lisa, to był czysty przypadek. Megi jest świetna, miałam na niej pierwszą lonżę. Po mnie były jeszcze cztery gonitwy, a później było ognisko. Tego Hubertusa nigdy nie zapomnę:)
Sorki ale nie mam fotek z gonitwy.