Reklama

Hubertus zakończony (nie)powodzeniem

17/10/2011 15:05
Dnia 16 października 2011 roku (tj. niedziela) odbywały się dwie tury Hubertusa. Poprzedniego dnia grupy osób wolących mniej ekstremalne doświadczenia jeździeckie bądź nieco mniej doświadczone stoczyły bój poszukując lisiej kitki wśród drzewek. Wracając do dnia wczorajszego...

Około 14.00 przyjechałam do stajni. W korytarzu ustawiono stoły suto zastawione. Czipsy, czekolady, napoje (nie tylko bezalkoholowe) i reszta tego typowo imprezowego prowiantu. Zostało tam jeszcze trochę osób z poprzedniej grupy. Wiedząc, że przydzieloną mam Seniorinę z braku lepszego zajęcia zaczęłam ją czyścić. Po kolei pojawiały się następne osoby (kilka znajomych twarzy również). Kilkanaście minut przed planowanym wyjazdem zaczęliśmy siodłać konie. Mój wierzchowiec niechętnie chciał wyjść ze stajni (skoro wygrała już jednego Hubertusa rano...), lecz wreszcie opuściliśmy w miarę ciepłe pomieszczenie zmierzając na maneż. Tam spokojnie wszystko wyregulowaliśmy i zaczęliśmy rozgrzewkę w oczekiwaniu na kolejnych poszukiwaczy lisa. Nasza instruktorka -pani Marta dumnie wjechała na Atlancie. Wszyscy ustawiliśmy zastęp (część dla "lepszej" zabawy łyknęła nieco cytrynówki, by wreszcie opuścić obszar Kasztanki i dotrzeć do lasu.

Godzinna przejażdżka leśnymi ścieżkami należała do niezwykle ciekawych. Zaskoczyło mnie, że po kilkuset metrach kłusa zaczęliśmy pędzić galopem, co na zwykłych wypadach do lasu nie jest za często spotykane. Natknęliśmy się na niską gałąź, lecz zamiast zwolnić tylko położyliśmy się na szyjach i wio! Ostatecznie po pewnym czasie daliśmy koniom ochłonąć. Gdy nasze rumaki były już w miarę wypoczęte znów pędziliśmy -tym razem po otwartych polach, by wreszcie dotrzeć do nory lisa. Wokół prowizorycznego lonżownika kręciło się kilkanaście kasztankowiczów i przypadkowych gapiów.

Pan Krzysztof wyjaśnił reguły, a potem się zaczęło. Lis zamajaczył na horyzoncie. Wszyscy spięli konie łydkami i "polowanie" można było uznać za rozpoczęte. Pani Marta raz po raz kręciła wolty wokół świerczków. Raz miałam idealną sytuację by zerwać wymarzoną kitę, lecz oto zawiodła matka natura, która obdarzyła mnie za krótką ręką. Zmęczona Atlanta wraz z jeźdźcem musiały trochę odsapnąć w norze, by potem na nowo uciec. Wreszcie jeden z naszych myśliwych dopadł niedoścignioną parę (warto wspomnieć, że Atlanta jest związana z wyścigami konnymi) -była to pani Asia z Poezją. (o których jeszcze wspomnę). Potem wszyscy wykonali rundę honorową po czym spokojnym stępem wrócili do stajni. Tam uczestnicy dostali pamiątkowe flotki, zrobiono kilka zdjęć.
Do wieczora zabawa przy stole w stajni trwała w najlepsze.
Myślę, że te dwie godziny spędzone w siodle z Senioriną były jednymi z najcudowniejszych spędzonych z końmi i w całym życiu. Owszem zdobyłam także nowe doświadczenie, gdyż pierwszy raz tak na poważnie pracowałam z koniem w terenie. Oczywiście, czekam na kolejnego Huberusa, który o zgrozo odbędzie się dopiero za rok, lecz jestem pewna, że warto czekać na niego tak jak na wakacje. Oficjalnie sezon jeździecki uważam za zakończony, ale kto wie czy nieoficjalnie przejeżdżę w tym roczku jeszcze kilka godzin (jeśli pogoda pozwoli rzecz jasna).
W międzyczasie na naszej zabawie zawitała para młoda chcąca zrobić sobie zdjęcie pamiątkowe z końmi. Fliper -kasztankowski przystojniak został dzielnym modelem i być może już za kilka dni zdjęcie jego i państwa młodych będzie spoczywać na jakiejś szafeczce a nowożeńcy wspominać będą chwile, gdy powiedzieli sobie tak.

Co do Poezji -jest to czteroletnia klacz hodowli w Udorzu. Bardzo ładna w mojej opinii, z panią Asią jest od około 4 miesięcy. Jednak, gdy na nie patrzę sądzę, że więź między nimi może okazać się wspaniałą przyjaźnią między koniem i człowiekiem.

Pozostałe konie biorące udział to; Dajak, Argiel, Seniorina, Felicja, Kreta, ZygZak, Atlanta, Sukces. Brawa dla każdego wierzchowca ! ; )
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama