Reklama

Idealny dzień..

16/03/2011 08:58
Jak zwykle na konie wybrałyśmy się w sobotę - 12.03.2011. Oczywiście pobudka o 6:30, śniadanko, ubieranie się i w drogę.. na przystanek pks ;)
Z Olleczką jeździmy sobie na konie same, a że pks jest o 7 rano.. to cóż poradzić. Trzeba się zgrzebać w wolny dzień.
Około 8:50 dojechałyśmy do naszego końcowego przystanku (nasza stajnia jest oddalona o 40 km od domciu) i z ubolewaniem nad sobą ruszyłyśmy w dalszą drogę.. Miałyśmy do przejścia jakieś 4-5 km, bo stajnia jest od drogi trochę oddalona - i bardzo dobrze!
Doszłyśmy w pół godziny, tempem niesamowitym, bo wiadomo - idziemy do koni, więc dajemy z siebie wszystko!
Po drodze ogrzewało nas słoneczko, chłodził lekki wiaterek.. ;)
Wchodząc do stajni zostawiłyśmy nasze rzeczy, poszłyśmy sprawdzić czy jest woda w kranie, bo w zimie rury zamarzają - całe szczęście była ;) I ruszyłyśmy po koniuchy na pastwisko. W drodze na nie spotkałyśmy stajennego, który poprosił nas, żebyśmy zgoniły konie z pastwiska na mały padok, bo trzeba było siano rozwieźć po pastwisku. No więc my biegiem na drugi koniec pastwicha i zganiamy. Udało się.
Miałyśmy jeszcze dać im marchewki (o mało nas nie zabiły dla tych marchewek). Poczekałyśmy aż nasze dwa siwki się nażrą karotkami i wzięłyśmy je do czyszczenia. Oczywiście, żeby nie było koniki się wytarzały, ale przynajmniej były happy ;) Czyszczenie było dłuugie i mozolne, ale się w końcu udało. Wtedy ja poszłam z Kaszmirem na dużą ujeżdżalnie, robić z nim 7 gier, a Olleczka poszła z Gają na lonżownik, który znajduje się na środku ujeżdżalni, by zrobić z nią pierwszy Join Up. Ja sobie pracuje z Kaszmirkiem i nagle słyszę: "Gaja!" i łup! Obracam się i patrze, że grzeczna Gajcia przeskoczyła ogrodzenie lonżownika.. ;) Zaczęła szaleć, galopować po całej ujeżdżalni, ja się śmiałam, zawiązałam szybko Kaszmirowi linkę na szyi, żeby się o nią nie potknął i puściłam go do Gai. Biegały sobie chwilkę, a potem Kaszmir wrócił do mnie i robiliśmy ćwiczenia bez linki, że ja szłam, to on też obok mnie, ja się zatrzymywałam, to on też i takie różne rzeczy. Kaszmir się spisał całkiem nieźle w tych zadaniach ;) Olleczka się trochę fochnęła na Gaję , bo ta dzikuska nie chciała do niej podejść i według Oli "Ona ma mnie w dupie..!"
No więc można powiedzieć, że lekko nakrzyczałam na Olę, ale poskutkowało ;) Podeszła do Gai i się z nią "pogodziła".
W planach na ten dzień miałyśmy drążki i skoki. Na ujeżdżalni były 3 drążki, więc stwierdziłyśmy, że nie będziemy się przenosić na roundpena (tam chciałyśmy poustawiać drągi itp.) tylko wykonamy to tutaj. Ale po kilku minutach stwierdziłyśmy, że to bez sensu, bo trzeba było uważać, żeby lonżowany koń wbiegł na drążki, a nie obok itp. Więc spakowałyśmy manatki i na roundpena. Tam ustawiłyśmy 2 drążki. Miały być na kłusa więc te 80-90 może 100 cm odstępu było. Kaszmir przechodził bez problemu, ucieszyłam się, bo ogólnie pierwszy raz widziałam jak on chodzi na drążkach i skacze, myślałam że się będzie ociągał albo wyłamywał, ale chodził ślicznie. ;) Gaja miała lekki problem, bo jest od Kaszmira mniejsza i tak jakby dla niej drążki były źle rozstawione i zamiast przez nie przechodzić, to ona je przeskakiwała ;) Po kilku próbach stwierdziłyśmy, że podwyższamy drążek. Zrobiła się z niego 20 cm przeszkoda. Konie skakały ładnie, szczególnie Gaja, chociaż nie bardzo umiała sobie miejsce odskoku wybrać, skakała raczej w dal XD Kaszmir z kolei nie równo podnosił przednie nogi (ale to nic, nauczymy się) no i tyłem jakby przechodził, a nie skakał.. Takie to dziwne stworzenie ;) Znowu kilka rundek i podwyższamy, zrobiłyśmy około 50 cm kopertę. Gajucha znowu dziwne skoki w dal, Kaszmir już zadem skakał, ale nogi cały czas nie równo szły. Ale i tak się cieszyłyśmy, że w ogóle skaczą, bo jak już pisałam, pierwszy raz miały planowane skoki. Nagrałyśmy konie jak skaczą, żeby później zobaczyć jak to wszystko wygląda, zrobiłyśmy sobie kilka zdjęć (dodam później) i wsiadłyśmy na chwilkę - na oklep. Obniżyłyśmy przeszkodę do 20 cm i miałyśmy skakać. Kaszmir oczywiście zaczął świrować, jak to zwykle z nim bywa i za wszelką cenę nie chciał już skakać. "Walczyłam" z nim jakiś czas, dopóki ładnie nie skoczył w kłusie, to mu odpuściłam, pochwaliłam, dałam marchewkę i zsiadłam. Ola bardzo się cieszyła, bo to były jej pierwsze skoki w życiu w dodatku na oklep :) Raz miała nawet "kontrolowane zsiadanie" - po skoku straciła równowagę i po prostu zsiadła w kłusie ;) Gdy zsiadłam z Kaszmira, wyprowadziłam go za ogrodzenie i uwiązałam z drugiej strony roundpena. Poszłam do Oli i zapytałam czy już się zastanowiła, czy chce z galopu spróbować skoczyć. Wahała się chwilę, ale potem powiedziała, że spróbuje. Przeskoczyła kłusem, powiedziałam jej, żeby zagalopowała, powiedziałam że jedzie na dobrą nogę i skoczyła ;) Dobrze wylądowała i cieszyła się jak dziecko. ;)
Pobawiłyśmy się jeszcze chwilkę z końmi i puściłyśmy je na pastwisko, Kaszmir czekał aż zdejmę mu halterek, ale Gaja nie była taka cierpliwa. Pogalopowała z rozpiętym halterku na łbie.. Trochę się przestraszyłyśmy, że halter spadnie i ona się w niego zaplącze, ale całe szczęście, spadł i Gajucha pobiegła dalej. Poszłyśmy za końmi na pastwisko, żeby związać siatki z sianem. Oczywiście siano miałyśmy potem we włosach, w buzi i po prostu wszędzie, bo konie brały sobie garstkę siana, a wiatr zdmuchiwał cały pył i to wszystko na nas... ;) Ja poryłam sobie sznurkami całe palce, do krwi, Konik omało nie zeżarł mojej linki (i mnie przy okazji - kochany młodzik ;)). Poszłyśmy do stajni, wymyłyśmy ręce i ruszyłyśmy w drogę powrotną na przystanek pks ;) Oczywiście, jak zawsze musiałyśmy biec, żeby zdążyć. Ja zażądałam zajścia do sklepu, bo nie miałyśmy ani kropli picia. Weszłyśmy do sklepu i na skróty na przystanek, gdy wyszłyśmy z zakrętu zobaczyłyśmy nasz bus. Zaczęłyśmy machać na niego jak szalone, bo następny miałybyśmy za 2 godziny ;) udało się. Kierowca na nas poczekał. Olleczka jak zwykle w pksie zasnęła, a ja musiałam pilnować, żebyśmy nie przegapiły przystanku ;) W miarę szybko dotarłyśmy do domu. Ja od razu wyczesałam siano z włosów (boże jak my musiałyśmy wyglądać... xD), umyłam głowę i walnęłam się do wyrka ;)
Stwierdziłyśmy, że to był idealny dzień - wszystko poszło po naszej myśli, było ciepło, świeciło słonko.. Po prostu idealnie ;)
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    horselover 2011-03-16 10:08:48

    No jak nie pierwsze? Nie licząc tych nieplanowanych w terenie to pierwsze ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Olleczka 2011-03-16 10:06:23

    hahah! Było megaa !ale. ej ;)  To nie były moje pierwsze skoki ;;)  Ale nie o to chodzi ;* I tak było mega ;** *

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama