W Sierpniu 2010r. Oprócz Lipcowego rajdu który opisywałam już kiedyś, odbył się również w Sierpniu :) Tym razem nie jechałam na Ahabku, on miał wtedy kontuzję i wgl nie jechał, tylko na Zadrze :) Ruszaliśmy z Grubna do Bieńkówki. My z Roksaną na Tien szanie i Panem Mietkiem na Hawierze, ruszyliśmy z Klamer do Grubna gdzie była zbiórka na rajd. Tam poczekaliśmy na resztę aż osiodłają i ruszyliśmy. Najpierw w Parze jechałam z Agatą i Argonem, a potem zamieniłam się i koło Roxi i Tienie ;) Jechaliśmy na drugiej parze, za panem Wojtkiem i panem Romanem, za nami jechała Julia na Gali i Klaudia na Heretyku za nimi Agata na Argonie a na końcu Izka na Canterze z Panem Mietkiem na Hawierze.
Jechaliśmy miastem, przejeżdżaliśmy przez bramkę grudziądzką, gdzie Parol nie chciał wjechać i mały pokaz odwalił ;P Na rynku mieliśmy postój. Ludzie przychodzili patrzeć na konie i pytać z jakiej okazji itp. ;P Z Rynku ruszyliśmy w stronę jeziora Starogrockiego. Zjeżdżaliśmy z tej wielkiej górki, i nagle z tyłu konie się spłoszyły i przegalopowały koło nas xD Ale po chwili wszystko grało. Potem na chwilkę do Pana Dekowskiego, uzbieraliśmy kwiaty, i pojechaliśmy na cmentarz i poszłyśmy zanieść na grób jednemu z naszych ułanów
Potem ruszyliśmy jeszcze kawałek asfaltem i wjechaliśmy w las, taki jakby wąwóz. Jechaliśmy najpierw w stępie i mieliśmy różne ćwiczenia, najlepsze było to jak mieliśmy wyskoczyć z siodła, odbić się od ziemi (tam było z boku pod górkę) i wskoczyć z powrotem na siodło. Nie wszystkim to się udało a się pochwale ze mi tak :D Potem mieliśmy pierwszy galop w na tym rajdzie, i wszystko było ok ;P Wtedy zjeżdżaliśmy z stromej górki, jakieś gałęzie, korzenie trochę się bałam. Nad jeziorem przejechaliśmy, i wzdłuż jakiejś ziemi, i usłyszeliśmy przykrą historię.. Potem dojechaliśmy do starogrodku, gdzie mieliśmy postój i pana o ile dobrze pamietam wołali na niego "Bolek". Rozsiodłaliśmy konie, puściliśmy na wielką łąkę a my rozmawiałyśmy. Między czasie pan właściciel i pokazał nam największego ogiera jakiego miał, z swoich hodowli koni zimnokrwistych. Potem zaczęliśmy łapać konie, gdzie tylko oczywiście Parolek nie chciał się złapać, i Afra :P Ahaba nie było zeby rozrabiał z nimi ;P No i w dalszą drogę.
Jechaliśmy drogą, w końcu zjechaliśmy na jakąś polną drogę, i znaleźliśmy ściernisko z snopkami słomy. Więc mieliśmy w galopie je omijać, tylko że każdy osobno, a jak wszystkie konie ruszyły to w jedno miejsce i taki mały zamęt się zrobił, ale nikt nie spadł i wszystko było ok, tak kilka razy aż wszystko grało:D Przejechaliśmy na drugą stronę ulicy, jechaliśmy polną drogą w kłusie, potem wjechaliśmy na pole gdzie mieliśmy galopować, nagle wszystkie konie za nami zaczęły pędzić i nas ominęły, trener kazał wszystkim odbić w drugą stronę, żeby te konie nie pędziły przed siebie, jak on skręcił na Parolku to ja za nim i krzyknął że pierwsza 3 która do niego dojedzie to potrafi jeździć :P Ja dojechałam jako pierwsza, gdzie usłyszałam "O Lipińska?!" po mnie chyba Pan Roman i Julia ale nie jestem pewna. Jechaliśmy koło wału, gdzie ja z Agatą mieliśmy wjechać na wał, i zjechać z drugiej strony, Agacie Argon nie chciał jechać, więc ja po drugiej stronie jechałam sama, a Agata raz na wale, raz na jego połowie. Potem dojechała do mnie cała reszta i popławiliśmy konie w jakimś bajorku powylewowym. W końcu dojechaliśmy na miejsce.
Ech, ale bym chciała przeżyć coś takiego...