Reklama

Jak porozumieć się z koniem czyli jeździecka pokora


Wsiadając niedawno na konia określonego w stajni mianem „głupi”, „podły” i „złośliwy” nasunęła mi się myśl, jak często obarczamy nasze konie winą za niepowodzenia. Za to, że nie jest miękki w pysku, za to że nie skręca tak jak trzeba, że jego odpowiedź na łydkę nie jest wystarczająco szybka, że boi się byle czego zamiast skupić się na naszych poleceniach. 


Moje pytanie brzmi: a co Ty zrobiłeś, by Twój koń chciał dla Ciebie pracować? Otóż tak właśnie jest. Coś, co dla nas jest mniej, lub bardziej weekendowym hobby, czy pasją realizowaną codziennie, dla niego jest przede wszystkim pracą. Jest w tej trudnej sytuacji, że nie może powiedzieć „Ej, Stara, nie wyspałem się dziś i boli mnie lewa noga, ogólnie nie mam nastroju na jeździectwo”. On ma mieć zawsze siłę, czas, ochotę i talent. Stawiamy mu wymagania, które ma realizować. Dla mnie, jako osoby, która swoją pasję przekształciła w pracę i jeździ konno zawodowo, najpiękniejszym jest moment, gdy czuję, że koń mobilizuje wszystkie siły: „dobra, nie mam nastroju, ale zrobię to dla Ciebie”. 

Reklama


Aby tak się stało muszę jednak wysilić myślenie i zastanowić się, co z danym koniem w danym momencie robić, by było to adekwatne do jego aktualnego stanu fizycznego i psychicznego, a jednocześnie było treningiem. To trudne, ale z drugiej strony – nikt nie mówił, że ma być łatwo… Zanim więc określicie jakiegoś konia mianem „upartego osła”, zróbcie rachunek sumienia i zastanówcie się: kiedy ostatni raz oglądał go weterynarz, kiedy zaglądał mu w zęby, czy wasze siodło jest dopasowane, czy sprawdzaliście ostatnio stan jego grzbietu, ścięgien, mięśni, czy kiedykolwiek miał robione badanie krwi, czy wymagania stawiane mu nie są zbyt wygórowane, dlaczego może nie chcieć czegoś zrobić. I najważniejsze moim zdaniem. Czy Wasz koń ma za co Was lubić?

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Dascola 2015-03-24 12:48:10

    Calkowicie sie z Toba zgadzam :)Moj kon po 8 miesiacach posiadania go na wlasnosc , zaczyna mi odplacac. Nie mam super duzego doswiadczenia z konmi, wiec moje relacje z nim sa oparte na duzym doswiadczeniu z psami. To nawet dziala. Konia kupilam jako leniwego , znudzonego zyciem , nie chcianego przez wlascicieli poprzednich. Wynajmowali go na miesiace komu sie da , aby sie pozbyc problemu. Kon wrocil do nich w stanie oplakanym. Wtedy pojawilam sie ja z diswiadczonymi ludzmi aby go obejrzec. Dlugo by o tym opowiadac. Final byl taki , ze doradcy powiedzieli zdecydowanie "nie" a ja tak. Przespalam sie z tym wszystkim i go kupilam. Stan konia oplakany byl: chydy , brak kopyt - nie bylo na co przybic podkow itp..Tak wiec , zawolalam weterynarza , dentyste , kowala. Dostosowana dieta z domieszka milosci i pracy na ziemi ( nie pod siodlem ) Siodlo sprawdzane przez specjaliste - siodlarza co 2 miesiace bo jego budowa sie zmiania. Po 6 miesiacach nabawil sie wrzoda wiec praca raczej nie byla mozliwa , ale spacerki i dlugie rozmowy , przytulanki i cala ta przyjemna czesc przebywania z nim. Na wyjazdach lub spacerach w teren wyjasnianie mu co to krowy , wolno zyjace konie , swinie itp. Nigdy wczesniej nie byl w tego rodzaju lesie ( New Forest UK ).Teraz ta jego wdziecznosc powoli sie objawia ( 8 miesiecy ). Nie da sie konia nauczyc zaufania i milosci jesli mu sie tego nie daje :)Pozdrawiam

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama