Reklama

Jak to się wszystko zaczęło...

galopuje.pl
10/02/2011 22:18
Ostatnio postanowiłam zacząć pisać o książkach lub publikacjach, które pomogły mi zrozumieć jazdę konną i w ogóle koński świat.
Pierwszą taką "poważniejszą" książką o tematyce jeździeckiej, gdzie jako 6-7 letnie dziecko mogłam się dowiedzieć czegoś o koniach, była "Księga kucyków i koni" wydawnictwa Paweł Skokowski. Dostałam ją w prezencie od mojego drogiego śp. Ojca Chrzestnego. Pamiętam te emocje, gdy jako dziecko oglądałam ilustracje z rasami koni: dostojnymi arabami, postawnymi wierzchowcami pełnej krwi angielskiej, andaluzami, hanowerami i american quarter horse. Jeszcze większą radość sprawiało mi podziwianie elementów rzędów końskich i ubrań jeźdźców, szczególnie tych odświętnych. Coś wspaniałego! Wtedy zaczęłam też marzyć o koniach naprawdę. Ale niestety... Zawsze byłam drobnej budowy i rodzice, szczególnie Tata, nie pozwolili mi na taką przyjemność, więc moje marzenia poszły w odstawkę... na ładnych parę lat. Aż do roku 2010. Mimo to, konie zawsze były ze mną i tak jest do dzisiaj...
Dlatego proszę Was - potencjalnych czytelników moich wpisów, jeśli macie lub będziecie mieć dzieci, nie zróbcie tak jak było w przypadku moich rodziców, bo odwlekanie pewnych spraw niczego nie zmieni. Ze mną było zawsze tak, że jeśli czegoś nie mogłam dostać lub sobie kupić, odczekałam aż dostanę pieniądze na jakieś święto lub po prostu pracowałam i dorabiałam sobie (oczywiście jak byłam w gimnazjum, wcześniej nie). Tylko ta cierpliwość i wrodzona upartość doprowadziły do tego, że Tata zmiękł i pozwolił mi jeździć. Pamiętam wakacje w 2009 roku. Gdy zapytałam Tatę, czy mogę jeździć konno, to zaraz wymienił całą litanię wypadków i zagrożeń wynikających z tego sportu. Na tym utkwiła nasza dyskusja. Moje prośby, marudzenie, zawodzenie, obietnice i nie wiadomo co, nie skutkowały. Nikt, kto nie przeżył tego samego, nie zrozumie co czułam. Wściekłość, rozpacz i rozbicie. Ale najbardziej chyba wściekłość. Była potwornie zła, bo mój starszy o 6 lat brat miał zawsze o wiele więcej przywilejów niż ja, bo był... chłopakiem. Jak ja kocham takie tłumaczenia... Człowieka szlag trafia, gdy się takie rzeczy słyszy. W końcu stwierdziłam, że się zawezmę. Zaczęłam najpierw kupować "Świat koni" i ostentacyjnie się z nim przechadzać po domu, żeby Rodzice to widzieli. To był koniec lipca. Jeszcze wcześniej kupiłam sobie moje pierwsze bryczesy. Nie chciałam kupować jakiś drogich i markowych, bo nie wiedziałam, czy kiedykolwiek je założę, żeby w nich pojeździć. Grunt, że były.
Na początku sierpnia wyjechaliśmy w góry. Zatrzymaliśmy się na małym "kampingu" przy łowisku (jeździmy zawsze z przyczepą na wakacje) w Krościenku nad Dunajcem w Pieninach. Po jakimś czasie "wyniuchałam", że dosłownie za płotem jest facet, który za niewielką opłatę pozwala pojeździć na swoim koniu. Dla mnie to była wiadomość - bomba. takiej okazji nie mogłam przepuścić, nie tym razem. Po lipcowym rozczarowaniu musiałam poczynić nowe starania w stronę pozwolenia na jazdę. Poza tym, zabrałam swój nowy nabytek, czyli bryczesy, tak na wszelki wypadek. A nóż, widelec :D... I udało się. Rodzice poszli ze mną, a ja od razu poleciałam i zagadałam do właściciela konia. Gdy się zgodził, poszliśmy osiodłać konika (niestety, nie pamiętam jak miał na imię). Nie był taki mały, ale był bardzo spokojny, bo w widocznym sędziwym wieku. W końcu wsiadłam, a facet puścił nas wolno. Trochę się zdziwiłam, bo powiedziałam, że kilka poradników już do tej pory przeczytałam, ale to tylko teoria, a praktyki nie mam żadnej. Ale okazało się, że i praktyka nie poszła w las. Podstawy sterowania koniem miałam niezłe, a i lekkie poganianie piętą mi wychodziło. Szok! :) Co prawda, konik sobie wędrował spokojnym i wolniutkim stępem, ale ja byłam wniebowzięta, taka szczęśliwa. Gdy czas było kończyć, to zsiadając byłam pewna, że było to jedno z moich najlepszych 15 czy 20 minut w życiu. I wiem jedno, na pewno tej "lekcji" nie zapomnę...
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    redakcja 2011-11-25 12:22:21

    No fajna, fajna z biblioteki mam. Moja pierwsza była, ale teraz kupuję książki dla bardziej doświadczonych jeźdźców.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Dorota 2011-07-03 17:56:03

    dzięki tej książce zakochałam się w koniach(a rodzice zgasili mój zapał na ok. 7 lat)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Canter 2011-02-23 10:13:49

    Łaaaa, moja ukochana książka! Też od niej zaczynałam i oczywiście mam ją do dzisiaj, nigdy się jej nie pozbędę. Świetna była!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama