Reklama

Jak zrodziła się nowa przyjaźń

25/09/2011 16:49
Trzy lata temu:
Wczoraj postanowiłam że wybiorę się na poranny teren. Wieczorem przygotowałam sobie ubranie, osprzęt dla mojej partnerki i oczywiście poinformowałam mamę o moim terenie. Gdyż nie chciałbym by było tak jak ostatni gdy pojechałam w teren to szukała mnie policja xD Rano wstałam o szóstej. Ubrałam się zrobiłam sobie kanapkę i poszłam do stajni ( mam taką małą przydomową ). Donatella chyba wyczuła moją radość ponieważ kręciła się wesoło po boksie. Dałam jej siano, trochę owsa i siedząc na kostce słomy patrzałam na nią i jadłam swoją kanapkę. Gdy byłyśmy już "najedzone :D" zaczęłam szczotkować moją przyjaciółkę. Do czapraka rajdowego, który uszyła mi babcia, włożyłam zapasowe ogłowie. Gdyż ma takiego pecha że zawsze mi się z nim coś stanie. :D
Donatella strasznie wierciła się podczas zakładania ochraniaczy ( nie bardzo lubi w nich chodzić, woli owijki :) ), gdy były założone założyłam jej siodło, ogłowie, założyłam kask i wyprowadziłam ją z stajni. Gdy znalazłyśmy się na drodze wsiadłam na nią i ruszyłyśmy drogą przed siebie. Donatella szła wdychając zimne powietrze przez swoje chrapy. Promienie słońca ogrzewało moją zaspaną twarz. Jadąc tak spotkałyśmy tylko dwa samochody. W godzinę objechałyśmy całą naszą wieś w koło. Gdy chciałam zawrócić by jechać do domu Donatella zaprotestowała i stanęła na ulic. Ja chciałam w lewo ona obracała w prawo, w końcu poszłam na ustępstwo i skierowałam się do lasu, tam gdzie moja towarzyszka mnie prowadziła. Na początku trochę się obawiałam bo w tej części lasu często spotykane są dziki. Raz spotkałam matkę z młodymi, uwierzcie uciekanie przednimi nie było fajne. :D Ale po kilku minutach obawy zniknęły. Jechałyśmy sobie wolniutkim stępem, później trochę kłusowałyśmy w ładnym równym tempie. Po kilku minutach kłusa Donatella zatrzymała się jak wryta. Bardzo minie to zdziwiło gdyż nigdy tak nie robiła. Stałyśmy w miejscu ona nasłuchiwała, a ja oglądałam się w koło. Donatella zaczęła rżeć. W odpowiedzi usłyszałyśmy rżenie innego konia. Ruszyłyśmy. Przejechałyśmy jakieś pięćdziesiąt metrów i ujrzałam galopującego konia, biegną wprost na nas. Zaczął zwalniać. Gdy podjechałam bliżej niego zauważyłam że koń nie ma ani siodła, ani ogłowia. To znaczyło że uciekł. Był to koń takiego jednego chłopaka którego strasznie nie lubię bo stwierdził że moja Donatella jest brzydka i ma okropny ruch, a przecież jeśli miała by straszą akcję nie wygrała by zawodów w ujeżdżeniu w zeszłym roku. Bez zastanowienia zeszłam z mojej towarzyszki, przywiązałam ją do drzewa i ostrożnie wyjęłam ogłowie z torby czapraka. Podeszłam spokojnie do konia, cały czas mówiąc do niego i założyłam mu ogłowie,nie protestował. Na moje szczęście był to odpowiedni rozmiar ogłowia i wędzidła. Podprowadziłam go do Donatelli, wsiadłam na nią i trzymając jedną ręką wodze Donatelli, a drugą wodze Chabra ( tego wałacha ) ruszyłam do domu chłopaka. Cała droga z lasu, przez pole i kawałek drogi minęła spokojnie, Donatella bardzo polubiła Chabra ja zresztą też. Gdy wjeżdżałam przez otwartą bramę pod dom chłopaka zastałam całą rodzinę przed domem. Gdy mnie zobaczyli wszyscy odetchnęli z ulgą. Po podziękowaniu za złapanie i odprowadzeniu konia, chłopak przeprosił mnie za to że obraził moją klacz. Umówił się ze mną na drugi dzień na tren i po kilku takich wspólnych terenach polubiłam go, a nasze konie siebie. Po miesiącu bliższego poznania się zaproponowałam mu by postawił w mojej stajni Chabra. Z wielką chęcią się zgodził, moi i jego rodzice także. Gdy teraz widzę dwa radośnie galopujące konie po pastwisku, myślę że tak miało być. Ta historia przydarzyła mi się trzy lata temu i od tamtego momentu jesteśmy przyjaciółmi.
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Nusia 2011-09-27 21:17:58

    super historia !!! pięknie to opisałaś ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama