Do napisania tego wpisu natchnęła mnie choroba instruktora. Część z nas jeździ z instruktorami, część z nas bez. Ci, którzy nie korzystają z pomocy instruktorów wiedzą, jak to jest jeździć samemu. Mają swój system, wiedzą co robić. A co z tymi, którzy są przyzwyczajeni do komend, które mają wykonywać? Instruktor wyjedzie, zachoruje, cokolwiek- jeśli to jest dłuższy okres czasu sama wiem, że nie dość, że trudno długo nie jeździć, to jeszcze przecież Twój koń musi się ruszać! Jeśli jesteś już na tym etapie, że możesz sobie pozwolić na samodzielną jazdę, ten wpis jest dla ciebie :) Jazda bez instruktora zupełnie coś innego. Ten wpis obejmuje tylko i wyłącznie elementy ujeżdżeniowe. Koń osiodłany? To pora wsiadać! Bardzo ważna jest rozgrzewka, zarówno dla ciebie, jak i dla konia. Na początek rozstępuj swojego wierzchowca- najpierw dwa koła w prawo, dwa koła w lewo energicznym stępem. Następnie powtórz to jadąc kłusem. To powinno wystarczyć do przejścia do kolejnych ćwiczeń. Tutaj możesz kombinować- poprawiać dosiad, ćwiczyć wygięcia, a także ćwiczyć te elementy, w których nie czujesz pewnie lub sprawiają ci trudność. Żeby dla ciebie i dla twojego konia jazda nie była monotonną jazda w kółko, możecie korzystać z tych elementów: wolty, koła (np. w A, BEB, w C) wężyki zmiany kierunku w kłusie i stępie Bo zrobieniu kilku kół itd. można przejść do galopu- najpierw dwa koła w prawo, dwa koła w lewo, a później można wykonywać w galopie trudniejsze figury. Na koniec treningu bardzo ważne jest rozstępowanie pod koniec. Tak jak w rozgrzewce- dwa koła w prawo i dwa koła w lewo. Oczywiście może to być w odwrotnej kolejności ;> Aby poprawić dosiad, dobrze wyjąć nogi ze strzemion. O ćwiczeniach poprawiających dosiad napiszę w innym poście :) ____________________ To jest mój pierwszy wpis, piszę to z własnego doświadczenia. Nie jestem jakimś super jeźdźcem, ale jakieś doświadczenie mam. Proszę o wyrozumiałość, bo nie mam wprawy w pisaniu wpisów :)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Rozstępowanie zarówno "przed" - rozgrzewka, jak i "po" jako uspokojenie organizmu konia oraz jeźdźca po wysiłku powinno trwać 2/4 całego treningu (1/4 przed i 1/4 po), w czasie treningu właściwego - środkowa część nie należy zapominać o chwilach na oddech, czyli fazach stępa roboczego lub stępa na luźnej wodzy. Absolutnie nie należy jak "ZawszeInna" robić niemądrych ćwiczeń, które wymagają asekuracji - młynków, rybek i wymachów - szczególnie takich w trakcie których wodze wiszą swobodnie na końskiej szyi. Nie chodzi tu o brak zaufania do konia, ale o to że po takim młynku można samotnie przeleżeć kilka,kilkanaście minut zanim ktoś się domyśli że spadliście i was znajdzie. Oby tylko nie skończyło gorzej. Nie bez powodu takie zajęcia woltyżerskie robi się w obecności osoby lonżującej konia (w woltyżerce) lub instruktora (w czasie zwykłej jazdy) - chodzi tu o bezpieczeństwo.
Sugerujesz tym wpisem, że jeśli ktoś jeździ z instruktorem, to kiedy zostanie sam nie ma pojęcia co robić? Czyli co? Po każdej jeździe pamięć mu się kasuje i nie pamięta jak wyglądała jazda? Jeśli ktoś jest gotowy na samodzielną jazdę, to potrafi ustalić sobie plan jazdy. Jeśli ma pustkę w głowie, to znaczy, że jeszcze nie powinien się za to zabierać. Tak jak i ty, oceniając po wpisie. A jeśli 2 kółka w prawo i w lewo wystarczają ci jako całe rozstępowanie przed jazdą, to współczuję stawom twojego konia.
Oj, oj, a mogło być tak interesująco... Po pierwsze, naprawdę uważasz, że wystarczą "dwa kółka w prawo i dwa w lewo" w stępie na porządne rozgrzanie konia? Miałabym wątpliwości. Gdzie w tym wygięcie, gdzie dbanie o elastyczność? Po drugie, "Żeby dla ciebie i dla twojego konia jazda nie była monotonną jazda w kółko, możecie korzystać z tych elementów" - te elementy nie są celem samym w sobie, ale ćwiczeniami, które umożliwiają dążenie do jakiegoś konkretnego celu, tak więc wykonywanie ich żeby nie było nudno po jakimś czasie bez określonego celu zaczynają właśnie dla konia być nudne. Nie chcę się czepiać, ale ten wpis wygląda trochę tak jakby trening jazdy konnej miał być zabiciem czasu dla jeźdźca i konia, którzy wszystko idealnie już potrafią. Z pewnością jednak tak nie jest, dlatego też na czas nieobecności instruktora polecam raczej spacerowanie z koniem w ręku lub ewentualnie pracę z ziemi jeśli oczywiście jeździec ma o tym pojęcie. I popieram Shango, literatura przede wszystkim! Niczyja wiedza nie bierze się z powietrza :)
Rozumiem brak wprawy w pisaniu, ale wolty, koła, wężyki i zmiany kierunku to najbardziej podstawowe i oklepane figury, które kojarzą już dzieci schodzące z lonży... Jaki jest sens pisania więc o nich artykułu? Wpisy na blogu służą podzieleniu się ciekawymi spostrzeżeniami na temat jeździectwa, nowymi metodami, niekonwencjonalnym podejściem czy nowinkami sprzętowymi, a nie pisaniu "koń ma cztery nogi". Nie czepiam się tutaj pomysłu, bo sam temat jest dobry i ważny, ale żeby go poruszać należy mieć o nim pojęcie lub (nikt nie jest alfą i omegą) go zgłębić i skonfrontować "na logikę" wiadomości z różnych źródeł przedstawiając swój pogląd. Tych, którzy faktycznie mają problem z brakiem instruktora odsyłam tam gdzie trzeba- do literatury. Pozycji jest bardzo wiele "101 ćwiczeń ujeżdżeniowych/ dla skoczka/ z dresażu", "Ujeżdżenie", czy nawet "Akademia jeździecka".
Moja instruktorka też ostatnio zachorowała i to dosyć poważnie dlatego teraz jeżdżę sama. Na szczęście mam na tyle wiedzy żeby przez pewien czas sama jeździć. Oczywiście NIC nie zastąpi zaufanego, dobrego i miłego instruktora.
Bardzo fajny wpis, Patrycjo!Też czasem "samotnie jeżdżę" i robię podobnie jak ty:Po stepie na luźnej wodzy, kiedy pozwalałam iść koniowi, gdzie chce (tylko żeby nie wyszedł z padoku xd) zaczynałam energiczny stęp, ale juz wtedy robiłam wolty, wężyki, serpentyny itd - by kon sie nie nudził...potem zaczynałam kłus - tu podobnie, jak ty - też serpentyny, wężyki, koła itp. ;)Z galopem tak samo.Podczas stępa często robiłam jakieś ćwiczenia w siodle - młynki, zmiany siadu, nozyce, rybki itp. ;)Ostatnio też dodałam do swojej jazdy (podczas stepu na długiej wodzy) kręcenie ramionami, wymachy nóg, dotykanie lewa ręką prawej stopy i na odwrót ;)Hehe ;)
Rozstępowanie zarówno "przed" - rozgrzewka, jak i "po" jako uspokojenie organizmu konia oraz jeźdźca po wysiłku powinno trwać 2/4 całego treningu (1/4 przed i 1/4 po), w czasie treningu właściwego - środkowa część nie należy zapominać o chwilach na oddech, czyli fazach stępa roboczego lub stępa na luźnej wodzy. Absolutnie nie należy jak "ZawszeInna" robić niemądrych ćwiczeń, które wymagają asekuracji - młynków, rybek i wymachów - szczególnie takich w trakcie których wodze wiszą swobodnie na końskiej szyi. Nie chodzi tu o brak zaufania do konia, ale o to że po takim młynku można samotnie przeleżeć kilka,kilkanaście minut zanim ktoś się domyśli że spadliście i was znajdzie. Oby tylko nie skończyło gorzej. Nie bez powodu takie zajęcia woltyżerskie robi się w obecności osoby lonżującej konia (w woltyżerce) lub instruktora (w czasie zwykłej jazdy) - chodzi tu o bezpieczeństwo.
Na bezludnej wyspie jezdzicie ?
Sugerujesz tym wpisem, że jeśli ktoś jeździ z instruktorem, to kiedy zostanie sam nie ma pojęcia co robić? Czyli co? Po każdej jeździe pamięć mu się kasuje i nie pamięta jak wyglądała jazda? Jeśli ktoś jest gotowy na samodzielną jazdę, to potrafi ustalić sobie plan jazdy. Jeśli ma pustkę w głowie, to znaczy, że jeszcze nie powinien się za to zabierać. Tak jak i ty, oceniając po wpisie. A jeśli 2 kółka w prawo i w lewo wystarczają ci jako całe rozstępowanie przed jazdą, to współczuję stawom twojego konia.