Reklama

Jazda konna a macierzyństwo

26/11/2013 19:51

Zaczynałam moją przygodę z jeździectwem jako bardzo nieśmiały jeździec. Nie cierpię na żadne poważne choroby, ale wielkość tego zwierzęcia była dla mnie przerażająca. Ta siła, szybkość reakcji o prędkość jaką rozwija powodowały u mnie stres. Nie miałam wcześniej żadnego traumatycznego przeżycia związanego z końmi, ale z jakiegoś powodu nie potrafiłam się wyluzować, a ciśnienie dodatkowo mnie przygniatało. Mój pierwszy koń - Sabastian, nauczył mnie więcej, niż mogłam sobie wyobrazić. Po tym jak zmarł, wziąłem wodze w swoje ręce i zaczęłam opiekować się dziesięcioletnim koniem mojej mamy. To był koń trakeński o imieniu Toy, który większość swojego życia spędził na pastwisku, na którym rosły także ziemniaki. Razem rozpoczęliśmy podróżować, jeździć w tereny, a także na zawody. Życie toczyło się dalej i wkrótce przyszedł czas na ślub, kupno domu i... dzieci. Najlepsze lata mojego życia miały dopiero nadejść. W końcu przenieśliśmy się na 50 - hektarowe gospodarstwo. Po kilku latach, zaczęła się nasza największa przygoda życia. W styczniu 2012 roku, powitaliśmy nasze pierwsze dziecko - córkę. Mniej więcej w tym samym czasie, moje konie zostały bardzo zaniedbane ponieważ przestały być moim priorytetem. Istnieje wiele szkół myślenia na temat jazdy w czasie ciąży. Niektórzy lekarze mówią , że należy jeździć tak długo, jak czujesz się komfortowo. Inni będą zalecać ograniczenia oparte na tygodniu ciąży. Dla tych z nas, którzy musieli walczyć z niepłodnością , ryzyko może wydać się znacznie wyższe. Mój lekarz powiedział mi jasno: "Dlaczego ryzykować ?" I dlatego wybrałam rezygnację z jazdy na czas ciąży. Mówi się że upadek może mieć wpływ na nasze psychiczne podejście do jazdy. Podobnie kiedy przez długi czas nie jeździmy w siodle. Po dziewięciu miesiącach wstrzymywania się od jazdy dopadła mnie rzeczywistość. Czas, który do tej pory poświęcałam na jazdę konną, musiałam spędzać na spacerach i opieką nad córką. Coś się zmieniło, gdy moja córka była około 18 miesięcy. Być może, miało to związek z jej rozwojem. Zauważyłam, że ona staje się moją mniejszą wersją. Uwielbiała spędzać czas z końmi i przesiadywać w stajni i dobrze rokowała na prawdziwą "koniarę". Nadszedł czas, aby dostać się z powrotem w siodło i odzyskać część siebie. W ostatni weekend po raz pierwszy od ponad 2 lat wsiadłam na koński grzbiet. Powiedzieć że byłam zestresowana to mało - byłam przerażona! Na szczęście mój osiemnastoletni koń - profesor mimo takiej przerwy był bardzo spokojny i szybko przypomniał mi jakie to wspaniałe uczucie poruszać się w siodle. To niesamowite jak można na nowo odkryć jeździectwo. Z perspektywy czasu uważam, że moja przerwa bardzo pomogła mi w złapaniu dystansu do jazdy konnej. Teraz czerpie znacznie więcej przyjemności z obcowania z końmi i delektuje się każdą chwilą.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama