Reklama

Jazda na Aronie

30/10/2011 14:48
Dzisiaj jeździłam na gniadoszu, który za młodu dostał jakże szlachetne imię- Aron. Może najpierw coś coś o nim opowiem. Gdy jeszcze na nim nie jeździłam, gdzieś usłyszałam, że Aron. Ho ho! Aron! Kto odważył się kiedyś na nim usiąść? Przecież to okropny koń!

Więc ja mówię: GUCIO PRAWDA. Dość często na nim od jakiegoś czasu jeżdżę i powiem Wam, że ten gniadosz jest REWELACYJNY. Należy zaznaczyć, że to jest podobno koń mojej instruktorki, który zaczął chodzić w rekreacji. No co, koniu musi na siebie zarabiać, nie? ;)

Kiedy pierwszy raz dosiadałam gniadoszka, trochę się bałam, ale pewnie podeszłam do konia i chwyciłam wodze. Skoro pani wsadza mnie na ponoć jej konia, to chyba wie co robi, nie? Wsiadanie było koszmarem. Cały czas się wiercił, kręcił, w dodatku siodło się przekręcało. Uff. Ale się udało. Sama jazda była fajna.

Dzisiaj? Dzisiejsza lekcja też była fajna. Aronek stał przy wsiadaniu grzecznie, ale gdy już znalazłam się w siodle, nagle zaczął iść. Co to ma znaczyć? Ściągnęłam wodze, odchyliłam się w tył, odstawiłam łydki. Zatrzymać się, stać grzecznie i BEZ DYSKUSJI. Na szczęście już się nie zrywał.

Pierwszy stęp jaki jest, każdy wie. Każdy zapoznaje się z koniem, z jego chodem, czy rzuca głową, czy odskakuje, czy zatrzymuje się, czy się zrywa i te pe (no chyba że jeździ już na nim dwudziesty siódmy raz z rzędu). To jest moja bodajże... czwarta lekcja na Aronie, czy piąta... Ale nie po kolei, oczywiście.

Potem kłus. W sumie nie byłam pewna, czy bezproblemowo przejdzie do kłusa, bo od początku jazdy był jakiś rozkojarzony, jak tylko jakiś prywatny koń przeszedł obok maneżu, to ten już łeb do góry, uszy do przodu i zaczyna rżeć. Cóż... Bardzo społeczny koń... Do kłusa przeszedł bez problemu. Kłus miał bardzo fajny. Nie odskakiwał, trochę rzucał głową.

"Niegalopujący do środka i stępują w środku, reszta przechodzi do kłusa i w następnym narożniku sobie zagalopujemy". Yeeaaaah, na to czekałam.

Figaro był w galopie pierwszy, niestety, więc było ciężko. Na szczęście tylko w galopie. Kiedy wreszcie do nich dotrze, że on się NIE NADAJE do rekreacji?! On strasznie rwie, w galopie jest bardzo do przodu, ile się trzeba naciągnąć wodzy, żeby on chociażby leciutko zwolnił, w galopie lubi strzelać baranki no i w ogóle taki niezbyt, ostatnio nawet Zuzia, która ma swojego konia i ma wystarczająco z nim obowiązków na nim jeździła (duży szacun dla niej. Szapoba), bo nie dało się go w ogóle zatrzymać. Kilka razy już na nim byłam i wcale nie było fajnie, nie lubię na nim jeździć. Jak trzeba, to wsiądę, no ale sorry, ja po zaledwie trzech latach spędzonych w siodle znam się tyle na jeździe konnej, co kura na pieprzu. Nie "dojrzałam" jeszcze do niego, tyle w tym temacie!

A wracając do tematu Arona, a konkretnie jazdy na nim, to jazda za Figarem była o tyle nieprzyjemna (i niebezpieczna), że Figuś, jak to Figuś, ma bardzo długie foule i ogółem jest szybki, no to konie jadące za nim za wszelką cenę (nie przesadzam) chcą go dogonić a później wchrzaniają mu się w zad i już się w ogóle robi nieciekawie, bo taki koń wchrzaniony w zad Figara może dostać od niego kopa. Ale ja postanowiłam coś z tym zrobić. Nie było łatwo, ale udało się. Mianowicie gdy Figaro ruszył już kłusem, ja uparcie trzymałam wodze nie pozwalając Aronowi popędzić ślepo za Figarem jak pies za kiełbasą. Więc gdy Figaro był już daleko, ja popuściłam wodze, dodałam łydki i ruszyłam galopem. Aron, jak zobaczył, że Figaro jest już daleko przed nim, stwierdził chyba, że nie opłaca się pędzić za nim na złamanie karku, byle by go tylko na hura dogonić. No więc jechaliśmy sobie pięknym galopem, niespiesznie, ja bez strzemion, no i tak właściwie upłynął nam galop. Figaro pod koniec galopu zaczął strzelać jakieś fochy, wjeżdżać do środka i te pe.

No i właściwie do końca jazdy tylko pilnowałam tempa, bo Aron zwalniał.


No i dzisiaj jeszcze miałam fajną przygodę po jeździe. Pani zabrała Arona, ale ciemnomyszata Zuza znowu (jak to ona) zaczęła strzelać fochy. Nikt nie lubi jeździć na tym potworze (to nie moje słowa, dawno jej nie dosiadałam), bo każdy wie, jak taka jazda będzie wyglądać. Niby nie bryka, niby nie kopie, ale jest tak nieposłuszna, gryzie i w dodatku rzuca się na inne konie. Po prostu nagle zaczyna atakować je, ruszając na nie kłusem, no i w ogóle najlepsi na niej wymiękają.

No i znowu zaczęła strzelać fochy, no to ja podeszłam do niej, chcąc nakierować ją na ślad, bo widząc ten jej upór doszłam do wniosku, że jeździec bez takiej małej pomocy w życiu z nią nie ruszy. A że byłam już zmęczona jej wybrykami i miałam po prostu tego dość, mimowolnie wyprostowałam się, podniosłam głowę, moje kroki wydłużyły się a ja maszerowałam żwawo i byłam na nią wściekła, bo sama się przekonałam, co ona potrafi i nikt nie był tym zachwycony. Lecz nagle... Zuza mnie zauważyła, odwróciła się i... zaczęła mi ustępować! Po prostu ustąpiła mi miejsca!

Jeździec nie był zadowolony, bo ona prawie ruszyła kłusem, ale ja byłam wniebowzięta. Nareszcie poczułam, że udało mi się w oczach konia być ważniejszym od niego. Ostatni raz się tak poczułam, jak prowadziłam jakiegoś konia, i chcąc po prostu wykonać eksperyment, zaczęłam biec... a koń pokłusował za mną! To było niesamowite :)

Wiem, że dla kogoś doświadczonego jest to rutyna, no ale tak jak mówiłam, ja jeżdżę zaledwie marne 3 lata i dla mnie fakt, że jestem wyżej rangą od konia sprawia nieziemską satysfakcję, bo wiem, że na różne wyskoki koń sobie z ważniejszym od niego osobnikiem nie pozwoli.



No i teraz mamy pytanie dla Was:
Czy koń kiedyś ustąpił Wam miejsca? Próbowaliście w ogóle czegoś takiego? A może w jakiś inny sposób poczuliście, że jesteście po prostu wyżej w hierarchii?

Piszcie ;)
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Blue0 2013-07-21 18:14:36

    Tak opowiadasz o tym Figarze i o Zuzie jakby to były potwory najgorsze. Zapraszam do Wieży, do Lublina. Tam NIE MA konia który jest normalny. Jeden, w każdym chodzie szarżuje na konie z zębami, drugi pędzi i baranki strzela, trzeci udaje że się boi ( słabsi jeźdźcy się nabierają i dają mu stawać dęba ) , czwarty wszystkiego się boi, itd. itp. Poznasz prawdziwe konie zła.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama