Reklama

Jazda w teren - jesień

galopuje.pl
24/10/2010 17:20
Chciałabym się podzielić z wami moimi przeżyciami związanymi z ostatnim wypadem w teren. Wybraliśmy się do stajni, później w kierunku siodlarni po uwiązy a następnie po konie . Poszłam do Hipper Boy"a przywitałam go czule, dałam mu końskiego cukierka i poszliśmy w stronę naszego stanowiska . Wyczyściłam mego pupila, rozczesałam mu grzywę ,ogon, a na końcu osiodłałam go i założyłam mu gumy. Następnie po przygotowaniu konia, nałożyłam toczek , zgarnęłam palcat i wspięłam się na grzbiet Hipper Boy"a. Postępowaliśmy chwilkę poczym nastąpił kłus i galop . Przegalopowaliśmy 2 wolty i p. Instruktor powiedział, że trzeba jachać w następującej kolejności. Ustawiliśmy się i wyjechliśmy w teren .. Konie chodziły żywo i rozglądały się na wszystkie strony. Wszyscy byliśmy zadowoleni-zarówno konie jak i jeźdźcy z pięknej jesiennej pogody, która nam naprawdę dopisała . Po dojechaniu w ustalone miejsce mieliśmy sie zapoznać z terenem przebiegu Hubertusa-pogoni za lisem . Było to fantasyczne miejsce o dużej przestrzeni do galopowania , z wieloma przeszkodami crossowymi. W pobliżu znajdowało się niesamowite jeziorko i otaczający je z każdej strony potęzny las. Niestety gdy już wszyscy przejęci cudownymi widokami i wielce rozmarzeni musieliśmy wracać z powrotem w kierunku stajni.Ustawiliśmy się w kolejności i rzędem za instruktorem ruszyliśmy w drogę... Aż tu nagle niespodziewanie wybiegł pies ( owczarek niemiecki ) i oszczekał nasze konie. Hipper Boy tak się wystraszył, ze chciał uciekać - lecz mu się to nie udało,ponieważ w odpowiednim momencie nad nim zapanowałam. Stanął dęba i już myślałam, że spadnę .. Udało się. Z uśmiechem na twarzy trzymałam wodze i siedziałam wciąż na grzbiecie mego konia. W chwili po tym zauważyłam Kirgiza,króry galopował bez jeźdźca. Na nim akurat jechała wczesniej Justyna i prawdopodobnie z niego spadła . Zdenerwowany p.Instruktor krzyknął do właścicielki psa, zeby go uwiązała. Po paru minutach właścicielka złapała psa . A ja nie zastanawiając się ani chwili dłuzej pogalopoowałam po Kirgiza i udało mi się go ujarzmić. Wróciłam z nim, a szczęśliwa Justyna bardzo mi dziękowała. Nikomu nic się nie stało, ale i tak była to dość niebezpieczna sytuacja. po ochłonięciu z emocji dalej ruszyliśmy w kierunku stajni. Wróciwszy opowiedzieliśmy pozostałym klubowiczom co nam się przydażyło
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama