Reklama

Kiedy marzenia stają się rzeczywistością

galopuje.pl
10/02/2012 23:27
Byłam małym szczylem po uszy zakochanym w koniach. Sięgałam koniu ledwo do nogi. A byłam niezwykle uradowana gdy ciocia mnie sadzała na jednego ze swoich koni. Było wysoko, ale jak przyjemnie. Świat z grzbietu zwierzęcia wydawał się piękniejszy. Trzymając się jego grzywy nigdy nie myślałam, że pogalopuje przed siebie z rękami w górze.
Połowę swojego dzieciństwa spędziłam tam na farmie cioci. Gdzie zawsze był koń czy konie. Zaczynało się od tego, że jeździłam na wozie, potem byłam "woźnicą". Tak, najpierw uczyłam się prowadzić konia w wozie :) Następnie wykonywałam różne prace przy koniach typu karmienie, czyszczenie, sprzątanie, zakładanie uprzęży zbliżając się do koni bardziej. Oj i bardzo dużo pracowałam w polu.
Ciocia nigdy nie hodowała koni do jazdy wierzchem, ale gdy miałam około 6,7 lat robiła mi malutkie oprowadzanki. Stopniowo puszczała konia, a ja stępowałam na nim sama. Mój pierwszy kłus skończył się upadkiem kiedy koń wystraszył się nagłego szczekania psa. No ale cóż tych upadków było wiele więcej. Miałam z 10 lat kiedy z bratem ciotecznym zaczęliśmy jeździć już nie co poważniej. Nie wiem jak to się działo, że te konie ani nie były fachowo zajeżdżane ani nic, a pozwalały się dosiadać. Bezproblemowo. Wszystko jeździliśmy tylko i wyłącznie na oklep. Konie te nie chodziły pod siodłem ciocia nawet takich nie posiadała i nie posiada do dziś. Zaczęłam kłusować, za nic nie mogłam złapać równowagi. Spadałam, spadałam. Ale otrzepywałam się i wsiadałam z powrotem. Cokolwiek by się nie zdarzyło nic nie dało rady mnie zniechęcić. Na takim wożeniu tyłka w stępie i kłusie spędziłam dwa lata. Z jeździectwem nie wiązałam niczego. Kochałam konie i to mi wystarczyło.Nie mówię były marzenia, ach tak super było pomarzyć. O karierze skoczka. Zawsze fascynowały mnie skoki, chciałam latać i latać z koniem bez końca. Siegnąć gwiazd! Śniłam o tym, a gdy tak fantazjowałam trudno było mnie odciągnąć.

A jak to było z pierwszym galopem? Oj dosyć śmiesznie. Pewnego dnia mój brat cioteczny jak olśniony powiedział mi, że w galopie jest bardziej wygodnie niż w kłusie. Więc powinnam spróbować. Bałam się nie mówie, w końcu to miało być szybkie.Gdy koń zagalopował, nie miałam umiejętności do tego żeby galopować więc pochyliłam się do przodu kurczowo trzymając grzywy konia, a potem szyi. No i co było potem? Glebnęłam. Pamiętam do dziś to co miałam przed oczami gdy spadałam, upadłam na bark. No bolało. Ale to nic wsiadłam znowu i pogalopowałam ponownie tym razem szczęśliwie bez upadku. A przy galopie było jeszcze więcej upadków niż przy tym kłusie. Ale to co dzięki temu teraz gdy galopuje na Basi na oklep swobodnie mogę unieść ręce do góry i cieszyć się prędkością oraz wiatrem na twarzy. Krzycząc jaka to ja nie jestem szczęśliwa! Baśka jest moją ukochaną klaczką na niej przeżyłam pierwszy galop. A stoi u cioci około 10 lat, a ja zauważyłam ją dopiero po tym kiedy jej syn Wicher zdechł z powodu choroby. Była dla mnie pocieszeniem, lekarstwem i stała się kimś dla mnie bardzo cennym.
Pół roku temu na wakacjach 2011 postanowiłam, że trzeba zrobić krok w stronę marzeń i nauczyć się czegoś. Wybrałam się do szkółki jeździeckiej gdzie miałam dokładnie 4 lonże i 11 samodzielnych jazd :)

Póki jeździłam na lonży było dosyć spoko czegoś się nauczyłam. Dużo tam pomagałam.
Gdy zeszłam z lonży okazało się jak to jest w tej szkółce. Dają ci konia i sam sobie radź. Zero instruktora, zero kogoś kto by ci chociaż pomógł gdybyś spadła i coś sobie zrobiła. Więc podczas tych 11 jazd nie wiem czy czegokolwiek się nauczyłam, ale raczej niczego. W dzień mojej ostatniej tam jazdy, ponieważ postanowiłam odejść i rozejrzeć się za czymś innym wybuchł tam pożar ( o czym możecie poczytać w moim innym wpisie " Pożar w KJ Kamyk " ) no cóż zbieg okoliczności. Byłam tam potem kilka razy pomóc przy koniach, jednak coś mnie z nimi łączyło.
Zaczęłam pracować jako wolontariuszka w stowarzyszeniu zajmującym się psiakami. Okazało się, że w tym samym miejscu mieści się pensjonat dla koni. Dowiedziałam się, że ktoś tam jakieś jazdy czasami prowadził. No to się zapytałam. Umówiłam się z jedną miłą dziewczyną na jazdę. Było super! Wreszcie ktoś zwrócił na mnie uwagę, powiedział co mam zrobić. Okazało się że potrafię więcej niż sobie z tego zdaję sprawę. No i tak jeździłam i jeździłam. Zaczęłam spełniać marzenia, to było takie niesamowite , jest niesamowite. Aż dla mnie niewiarygodne na prawdę. Dziś robię to co zawsze chciałam robić skaczę!!!! Do końca życia będę wdzięczna mojej kochanej instruktorce, a zarazem przyjaciółce, że otworzyła mi drogę do marzeń.
Na chwilę obecną, dzierżawię jej konia i bardzo go kocham oczywiście nie pomijając w tym wszystkim Basi no i Bursztyna o którym może kiedy indziej wam opowiem. Skaczę koło metra i zaczynam współpracować z koniem w odpowiedniej harmonii.
Cały czas się uczę i uczyć się nigdy nie przestanę. Póki będę miała możliwość.

Tym wpisem apeluje też do was, nie rezygnujcie ze swoich marzeń! Bo jak widzicie nawet nie celowo mogą się one spełnić.
Gońcie je na końskich grzbietach i pamiętajcie, że w każdym drzemie talent, który trzeba w sobie odkryć.
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    2012-02-22 14:01:17

    Nie no, teraz już bardzie się orientuję jak to z tobą było. Świetny wpis i życie. Prawie cały czas obcowałaś z tymi pięknymi zwierzętami. Twoja historia pokazuje, że nigdy nie wolno się poddawać. Trzeba wszystko przemyśleć i dalej dążyć do celu, nie zważając na przewiewności losu, które czasem spadają na nasze życie. Czyli marzenie się spełniło co do skoków. :) Widziałam zdjęcia - wiesz ile ja bym dała żeby jeździć tak jak ty?! Wiele... Ale teraz już mam postanowienie, które pewni członkowie mojej rodziny muszą przyjąć i już się nawet zgodzili. Tylko czekam na wakacje i jadę na obóz dla początkujących. Teraz już nic nie może mi stanąć na przeszkodzie. Chyba. :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Pronobis 2012-02-14 12:19:09

    Godna podziwu postawa ! Ja jestem dziadkiem i też dosiadam konia . Nie galopuję , bo upadek na glebę to pewne złamanie , ale spacerki po Bieszczadach to też duża przyjemność . :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    AgnesC 2012-02-12 01:25:30

    Świetny wpis i historia. Zazdroszczę Ci. Ja niestety z racji zamieszkania i swojego charakteru z lat mocno dziecięcych nie miałam możliwości takiego obcowania z końmi. Teraz nie mogę w stu procentach spełniać swoich marzeń i ambicji, ale myślę, że za niedługo będę miała taką możliwość. :) Tekst bardzo super :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama