Kiedy już wróciłam z obozu w Jaszkowie, przeprałam rzeczy i spakowałam się na nowo pojechałam do Kierzbunia. Po stosunkowo krótkiej podróży- 3h, niestety w ulewnym deszczu dotarłam na miejsce. Powitało mnie stado koni wyglądających ponad drzwiami swoich boksów. Gdy weszłam do ,,domu" atmosfera jak zwykle była ciepła i domowa, pojawiło się tez wiele znanych mi twarzy oraz kilka nowych. Zjedliśmy pyszne ciasto drożdżowe, a gdy się rozpakowałam poszłam do stajni aby pomóc wypuszczać konie. Spotkałam tam moje 2 koleżanki z którymi miałam być w pokoju przez tydzień- do przyjazdu moich rodziców.
Bardzo się ucieszyłam na ich widok. Pierwsze 3 dni nie jeździłam, siedziałam cały dzień z przerwami na obiad i kolację na ogromnym pastwisku. Zrobiłam też dużo zdjęć. Uwielbiam przesiadywać z końmi, obserwować ich relacje, zachowanie... Potem wiedziałam też w jakich godzinach konie udają sie na konkretną część pastwiska. Poznałam ich całodobowy harmonogram- za wyjątkiem późnej nocy. W godzinach od 1 w nocy do 8 rano mogę tylko przypuszczać co robia i gdzie są. Ale wróćmy do mojego pobytu tutaj.
Po kilku dniach bez jazd zaczęło mi brakować godzin w siodle. W związku z tym zapisałam się na plac skokowy na Talenta. Było wspaniale! Zakochałam się w tym koniu. Jeździłam tylko na nim. Po tygodniu dojechali moi rodzice. Przekonałam ich żebym mogła brać lekcje indywidualne u instruktora który dojeżdżał tam czasem- na lekcje indywidualne. W między czasie przyjechały 3 bardzo miłe dziewczyny. Poznałyśmy się. Okazało się że dziewczyny będą zdawać na odznakę. Po dłuższych namowach przekonały mnie żebym także przystąpiła do egzaminu. Zapisałam się więc wraz z nimi na kurs przygotowawczy do odznaki. Było naprawdę wspaniale, coraz bardziej nie mogłam się doczekać egzaminu.
Przez całe 3 tygodnie jeździłam tylko na Talencie. Na nim tez chciałam zdawać. Czuliśmy się gotowi i pewni toteż gdy nadszedł dzień egzaminu nie denerwowałam się. Wszystko poszło super! Wstałam wcześniej, aby jeszcze przed śniadaniem przeczyścić konia żeby potem nie musieć się spieszyć. Zjadłam lekkie śniadanie i ponownie ruszyłam do stajni. Przyjechało bardzo dużo osób na egzamin. Większość z prywatnymi końmi. Ja jechałam jako 3 więc musiałam szybko udać się na rozprężalnie. Przećwiczyliśmy koła w kłusie, kilka przejść, zagalopowania itp. Gdy nas wywołali poszliśmy pewnym krokiem na halę. Ujeżdżenie poszło mi dobrze, nie miałam błędów. Byłam szczęśliwa.
Pojechaliśmy na skoki. Skoki to był Pikuś. Przeskoczyliśmy wszystko bez problemu- na czysto. Kiedy oddałam konia następnej osobie która miała zdawać popatrzyłam chwilkę na odznaki, a potem poszłam z koleżankami do domu po ciasto :) czekałyśmy teraz na teorię... Kiedy nadeszła nasza kolej do części teoretycznej, poszłyśmy we 3 do sali. Teoria również poszła łatwo. Jedynie na jedno pytanie nie do końca znałyśmy odpowiedź, ale w końcu jednej z nas się przypomniało- mojej koleżance Basi. Po wszystkim poszłyśmy odpocząć na miękkich kanapach w salonie... Dwa dni później wyjechałam z powrotem do Zielonki.
Komentarze