7 porad jak przeżyć kłus ćwiczebny
Kłus ćwiczebny jest łatwy! Powiedział nikt, nigdy… ;) Jeśli ten element lekcji jazdy konnej spędza Wam sen z powiek, zachęcam do przeczytania kilku słów na ten temat.
Po pierwsze koń. Nie załamujcie się – konie dzielą się na mniej, lub bardziej wygodne. Jeśli koń, na którym próbujecie uczyć się wysiadywać kłus sprawia, że Wasze zęby dzwonią, obiad podchodzi do gardła, a tyłek styka się z siodłem tylko przez pierwsze kilka kroków, pamiętajcie, że zawsze może być gorzej. Od czego to zależy? Między innymi od tzw. amplitudy i techniki ruchu. Generalnie konie z tzw. „dużym ruchem” (poruszające się bardziej efektownie) wymagają od jeźdźca lepszej równowagi, rozluźnienia i bardziej prawidłowej pracy dosiadem, niż konie, które takim ruchem obdarzone nie są. Co to oznacza? Że pierwsza jazda na takim koniu skończy się prawdopodobnie porażką młodego adepta, który zamiast płynąć wraz z koniem – przeżyje horror i zrozumie, jak wiele jeszcze musi się nauczyć.
Drugim ważnym elementem, który wpływa na postrzeganie kłusa ćwiczebnego jako większą lub mniejszą tragedię jest liczba „dupogodzin” wyjeżdżonych w siodle. Trening czyni mistrza, a to oznacza, że czasem musimy po prostu „zmusić” nasze ciało do przyjęcia ruchu konia jako czegoś naturalnego. Im więcej będziemy jeździć i im częściej próbować kłusa wysiadywanego, tym łatwiej będzie nam się w nim odnaleźć.
Trzecim ważnym elementem jest „pomoc z dołu”, czyli prawidłowe i pomocne rady naszego instruktora. Często nasze ciało wykonuje szereg dziwnych zachowań, które zamiast ułatwiać, utrudniają nam pracę z koniem. Dlatego oko kogoś, kto wie na czym rzecz polega, jest nieocenione.
Czwarta rzecz: rozluźnienie. Gdy za bardzo nam zależy na siedzeniu „murem” w siodle, na pewno się nam nie uda. Nasze ciało musi podążać za ruchem naturalnie, a nie być sztucznie zakleszczone. Dobrym sprawdzianem będzie tu jazda na oklep. Gdy zabraknie siodła zostaniemy zmuszeni, by zaufać grawitacji i spróbować siedzieć cały czas na środku grzbietu konia (w przeciwnym wypadku po prostu spadniemy).
Po piąte: niezależność. Nigdy nie będziemy swobodnie jeździć kłusem ćwiczebnym, gdy nasze ciało będzie cały czas „sztywną całością”. Ruch konia wymusza, by nasze biodra, łokcie, kolana były swobodne i poruszały się „oddzielnie”, mimo że stanowią jedność.
Szósta sprawa: oddychanie i praca brzucha. Mało kto jeżdżąc konno pamięta o prawidłowym oddychaniu i tym, że oprócz nóg, rąk, pleców ma również brzuch. W kłusie jest on nam bardzo potrzebny, ponieważ napięcie jego mięśni może pomagać w stabilizacji całego naszego ciała.
Siedem: bądź jak piłka! Podskakuj, daj koniowi się nieść, nie próbuj kłusować za niego! Głównym grzechem nas wszystkich jest to, że za bardzo próbujemy pomagać naszym koniom. Tymczasem należy dać sobie czas i powoli przyzwyczajać nasze ciało do poruszania się w zgodności z koniem, zasada „trening czyni mistrza” niech towarzyszy Wam wszystkim. Powodzenia!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Cenne informacje. Ja mam konia westowego i on (ona) bardzo fajnie w kłusie niesie. Mam też lekcje w klasyku i ten koń już taki miękki nie jest.
Generalnie ok, tylko kolejność niekoniecznie ma sens - powinno zaczynać się od punktu 4 potem 6 i 5, dalej 1,3 i na końcu 2 - bo to żadna tajemnica że trening czyni mistrza. Problem zaczyna sie wtedy kiedy ilość godzin zmarnowanych z powodu braku punktów poprzedzających jest dość duża. Uczenie się w zły sposób nie jest nauką tylko marnowaniem czasu. Jednym słowem źle trenowany kłus ćwiczebny z nikogo mistrza nie zrobi nawet to 1000 "dupogodzin".
Cenne informacje. Ja mam konia westowego i on (ona) bardzo fajnie w kłusie niesie. Mam też lekcje w klasyku i ten koń już taki miękki nie jest.
Generalnie ok, tylko kolejność niekoniecznie ma sens - powinno zaczynać się od punktu 4 potem 6 i 5, dalej 1,3 i na końcu 2 - bo to żadna tajemnica że trening czyni mistrza. Problem zaczyna sie wtedy kiedy ilość godzin zmarnowanych z powodu braku punktów poprzedzających jest dość duża. Uczenie się w zły sposób nie jest nauką tylko marnowaniem czasu. Jednym słowem źle trenowany kłus ćwiczebny z nikogo mistrza nie zrobi nawet to 1000 "dupogodzin".