Wyprawa w nieznane na grzbiecie konia? Beztroskie podążanie przed siebie? Nie dbać o drogę tylko podziwiać uroki wyprawy – jedna z moich najciekawszych przygód w towarzystwie dzielnego towarzysza konia.
Pewnego razu podczas pobytu w Bieszczadach, postanowiliśmy wsiąść na konie i poszukać granicy. Żaden szlak do niej nie prowadził. Spontaniczna, nie zaplanowana wyprawa. Zanurzyliśmy się w las. Wiedzieliśmy tylko mniej więcej gdzie mamy iść. Chodziliśmy między drzewami. Dalej i dalej. Nie raz nie wiedząc jak wracaliśmy w to samo miejsce. Po jakimś czasie trafiliśmy! Zobaczyliśmy słupek wyznaczający granice między Polską, a Ukrainą. Z uśmiechami na twarzy, po „wykonaniu misji” podążaliśmy jakiś czas wzdłuż słupków. W końcu przyszedł czas by wracać, nie chcieliśmy by noc złapała nas w środku lasu, w którym do dziś kryją się niedźwiedzie! Wybraliśmy kierunek i ponownie, zaczęliśmy przedzierać się przez rozmaita roślinność. Prawie jak na oślep, nie wiedzieliśmy gdzie idziemy.
Prowadziliśmy konie to tu, to tam, próbując trafić na jakiś szlak. Nic. Zataczaliśmy koła, nieświadomie cofaliśmy, czy też na swojej drodze napotykaliśmy naturalne przeszkody, potoki, obalone drzewa. Zaczęliśmy się trochę denerwować i każdy w duchu myślał „w cośmy się wpakowali”. Jednak, brnęliśmy dalej, przyśpiewując ukraińskie piosenki, by zatrzymać pogodę ducha. Po jakimś czasie błądzenia, nasza przewodniczka (tym razem zagubiona nie mniej od nas) powiedziała, że koń wie najlepiej gdzie jego dom. Poluźniliśmy więc wodze i pozwoliliśmy, by konie nas prowadziły. Szły spokojnie i pewnie niosąc nas na grzbietach. Musieliśmy uchylać się przed gałęziami, które nie raz były tak nisko, że musieliśmy w porę zeskakiwać z naszych dzielnych rumaków (znały one drogę dla siebie samych, a nie z jakimś bagażem na plecach). Po krótkim czasie, wynurzyliśmy się z lasu na polankę. Znajoma polankę. Bardzo znajomą. Było widać stamtąd nasz domek. Byłam pod wrażeniem! To niesamowite jak koń potrafi odnaleźć się w terenie. Bez nich pewnie siedziałabym w tym lesie do dziś.. Haha.
Po naszej przygodzie przewodniczka opowiedziała nam historię jak to parę lat temu byli na rajdzie konnym. Wyruszali z jednej strony góry (góra ta zdawała się im nieprzejezdna. Ilekroć szukali dogodnego przejazdu – nie znajdywali go), która objeżdżali dookoła. Rajd trwał 10 dni po średnio 6 godzin dziennie. Wreszcie, po tym długim i trudnym rajdzie dojechali do miejsca docelowego. Jak zwykle założyli ogrodzenie dla koni, a sami noc spędzili w schronisku. Rano okazało się, że jednemu koniowi udało się przedostać. Otrzymali również telefon od właścicieli, że koń wrócił do domu, nie ma się co martwić. Wrócił w parę godzin! Jeden z przewodników, pojechał po śladach kopyt, które zostawił uciekinier. Okazało się, że góra jednak jest przejezdna i to bardzo ładnie. Niesamowite! Niesamowite to stworzenia, nie dość, że piękne to mądre. Czym jeszcze mnie zaskoczą? :)
Jestem pod wrażeniem! Nie wiem czemu ludzie nadal podtrzymują teorię, że to czlowiek jest najmądrzejszy, a zwierzęta są pod naszymi ""skrzydłami"". Hehe ;)....
Jestem pod wrażeniem! Nie wiem czemu ludzie nadal podtrzymują teorię, że to czlowiek jest najmądrzejszy, a zwierzęta są pod naszymi ""skrzydłami"". Hehe ;)....
Jestem pod wrażeniem! Nie wiem czemu ludzie nadal podtrzymują teorię, że to czlowiek jest najmądrzejszy, a zwierzęta są pod naszymi ""skrzydłami"". Hehe ;)....