"Pierwszych 7 upadków czyni człowieka jeźdźcem" - tak głosi znane przysłowie. "Jeśli nigdy nie spadniesz, to się nie nauczysz" - tak mówi moja instruktorka na pocieszenie, w przypadku, gdy ktoś spadnie. W mojej stajni jest tak, że gdy zlecisz z konia musisz przynieść na następną jazdę, ciasto lub marchewkę dla konia. :)
Każdy kiedyś spadł z konia lub w przyszłości na pewno to się wydarzy. Nie należy się przejmować upadkami, nawet jeśli były bolesne, bo wkrótce i tak będziemy się z nich śmiać. Nawet najlepsi jeźdźcy mają za sobą różnorodne upadki.
Mój pierwszy upadek z konia był jakiś miesiąc po mojej pierwszej jeździe. Wydarzyło się to w Bieszczadach, w stadninie o której pisałam 2 wpisy wcześniej, na koniu, który się nazywał "Oberek". Był to hucuł z ostrym charakterkiem, lecz bardzo płochwily.
Gdy jeździłam sobie sama na polance, nagle koń mi się spłoszył. I zaczął galopować ze stromej górki (to był mój drugi galop w życiu). Bardzo podbijał w siodle, więc nie sposób było mi się w nim utrzymać. W pewnym momencie gwałtownie skręcił, przez co wypadły mi nogi ze strzemion i chwilę po tym... znalazłam się na ziemi robiąc jeszcze kilka fikołków w dół.
Próbowałam wstać, ale bardzo kręciło mi się w głowie i nie wiedziałam kim jestem i co tu robię. Chciałam szybko złapać konia, który już tylko biegł kłusem, lecz gdy zamierzałam wstać - upadłam na ziemię, gdyż mocno obiłam biodro przy upadku i z bólu nie mogłam wstać. To zadziwiające, że pamiętam aż tyle szczegółów, mimo, że wtedy nie wiedziałam kim jestem.
Mimo wszystko, wtedy nie było mi do śmiechu, a dziś - chcę mi się śmiać, jak sobie przypomnę jaka byłam wystraszona.
Ale musiałaś się poobijac
Musialo byc nie fajnie :D Ale wspomnienia super , co?