Staraniem obrońców praw zwierząt pracujące dla tatrzańskich górali konie są i będą badane. Pierwsze wyniki, jak się spodziewano, są złe. Wszystkie konie w trakcie badań były zmęczone, z różnym stopniem odwodnienia. U niektórych odnotowano znacznie uszkodzenie mięśni.
Sprawą zajęto się, jak to zwykle bywa, po nagłośnionej medialnie tragedii. Przypomnijmy, w lipcu br. na trasie do Morskiego Oka padł koń wiozący turystów. Jeden z pasażerów nagrał agonię zwierzęcia oraz drastyczne zachowanie jego opiekuna, który biciem próbował postawić zwierzę na nogi. Film trafił do Internetu, wywołując poruszenie medialne i stanowczą reakcję obrońców praw zwierząt. Sprawa trafiła do prokuratury, ale zajęto się też pozostałymi, żyjącymi i wykorzystywanymi do pracy ponad miarę końmi.
Jak podała Polska Agencja Prasowa, w sprawę zaangażowała się Kancelaria Prezydenta RP. Jej szef Władysław Stasiak już na początku sierpnia spotkał się z władzami Tatrzańskiego Parku Narodowego i starostą tatrzańskim w celu przedyskutowania tego, co dzieje się na drodze do Morskiego Oka i tego, co można zrobić, by działo się lepiej pokrzywdzonym zwierzętom.
Efektem zainteresowania się zwierzętami są badania wysiłkowe, które pod koniec sierpnia przeprowadzono na 35 koniach pracujących na trasie do Morskiego Oka (Palenica Białczańska – Polana Włosienica). Już po pierwszym wjeździe miały wyniki w górnych granicach norm. Zmierzono im m. in. liczbę oddechów na minutę, puls, tętno, stopień odwodnienia i sztywność mięśni. Jak podał „Tygodnik Podhalański”, wszystkie konie były przemęczone, badania krwi wykazały znaczny wysiłek fizyczny i odwodnienie. 6 na 30 koni miało znaczne uszkodzenie mięśni, niektóre były kulawe i miały liczne obtarcia.
Zdaniem zajmujących się sprawą członków Komitetu Pomocy dla Zwierząt w Tychach i Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, współpracujących z TPN, przebadane konie są ekstremalnie obciążane. W tej chwili wożą 15 osób jednocześnie (a zdarza się, że i 20) – powinno być ich maksymalnie 10, poza tym eksperci uważają, że zwierzęta mogą wykonywać maksymalnie jeden kurs dziennie. Z myślą o ochronie zwierząt, obrońcy zabiegają o to, by licencje na przewóz turystów były wydawane nie tylko fiakrom, ale też poszczególnym koniom – na podstawie wykonywanego w trakcie pracy testu.
Co niezwykle istotne dla sytuacji koni – podjęte działania mają doprowadzić do opracowania konkretnych norm, przepisów, regulujących i kontrolujących ich pracę. I dotyczyć ma to również koni dorożkarskich czy pracujących przy wyrębie lasu. Poza tym obrońcy praw zwierząt chcieliby podpisać z przedstawicielami TPN porozumienie, na mocy którego ci pierwsi mogliby przeprowadzać kontrole koni i miejsc ich postoju. Kontynuacji mają doczekać się same badania wysiłkowe – planowane jest przeprowadzanie ich w różnych porach roku i w różnych miejscowościach, m. in. w Krakowie i Zakopanem.
- W oparciu o wyniki badań chcemy opracować normy dotyczące pracy konia. Nie ma w Polsce ani ustawy, ani rozporządzenia, które regulowałyby czas pracy konia, maksymalne obciążenia i warunki Zamierzamy wystąpić z projektem rozporządzenia, które wprowadziłoby takie normy pracy dla koni. Byłyby one inne przy pracy na płaskim terenie, inne na górzystym. Inne przy wyrębie lasu" - zapowiada Dorota Dąbrowska z Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami (cytujemy za PAP).
Są jeszcze inne dobre wiadomości. Wspomniane porozumienie miałoby dać obrońcom prawo pierwokupu koni przeznaczonych przez górali do rzeźni – już pięć takich koni zostało wykupionych. Z ostatnich doniesień wynika też, że wszystkie kursy do Morskiego Oka mają być wykonywane pod nadzorem weterynaryjnym. Jednocześnie TPN zapowiada stworzenie na trasie zajezdni dla koni, pola manewrowego oraz ustawienie beczkowozu z wodą dla zwierząt.
W związku ze zmianami górale zapowiadają zwiększenie kosztów przewozu turystów. Ale być może i to będzie miało dobre – z punktu widzenia koni – strony. Bo im mniej osób będzie zainteresowanych wjazdem na Morskie Oko, tym mniej zwierząt ucierpi.
Komentarze