Mówiąc o sposobach komunikacji jeźdzca z koniem, natychmiast przychodzą nam na myśl klasyczne pomoce jeździeckie. Wydaje się, że w tym kontekście nie przywiązuje się wagi do "języka ojczystego" koni - mowy ciała, która pod wieloma względami bywa najskuteczniejszym środkiem porozumiewania się ze zwierzęciem.
Konie porozumiewają się między sobą prawie wyłącznie językiem gestów. To powód, dlaczego tak dobrze rozumieją intencje i emocje ukryte w gestach swoich jeźdzców. Pierwotnie konie żyły dziko na stepie, gdzie dobrze wykształcony zmysł wzroku był jednym z warunków przetrwania. Pasąc się, z głową tuż przy ziemi, mogły dzięki niemu bacznie obserwowac okolicę, tak by w porę zauważyć potencjalne zagrożenie. Każdy jeździec zna tę charakterystyczną postawę swojego konia, gdy dojrzy lub usłyszy coś, co wyda mu się niepokojące: wysoko podniesiona głowa, zadarte uszy, napięty korpus. Ta postawa to także sygnał alarmowy dla towarzyszy ze stada, sygnał, na który reagują gotowością do natychmiastowej ucieczki, nawet jeśli same nie zauważyły nic niepokojącego. Swoistą mową ciała konie porozumiewają się także w innym aspekcie życie we wspólnocie: ustalaniu i pielęgnowaniu hierarchii w stadzie. Koń stojący w niej wyżej niż pozostałe ma pierwszeństwo w dostępie do pożywienia i wody; pozostałe ustępują mu miejsca lub puszczają przodem. Jeżeli któryś z nich nie podporządkuje się tej zasadzie, koń-przewodnik przybiera postawę "grożącą" - z wyciągniętą szyją, stulonymi uszami i otwartym pyskiem jednoznacznie demonstruje, że zdecydowany jest pokąsać niesfornego członka stada. Swoją drogą rzadko kiedy musi realizować swoją groźbę. Konie stojące niżej w hierarchii stada szybko dają sie przywołać do porządku i nie wszczynąją buntu. W takich sytuacjach wystarcza bezgłośna mowa ciała konia-przewodnika: postawa, która stanowi jednoznaczną i nader skuteczną manifestację siły.
Koń uważnie obserwuje swojego jeźdzca w trakcie codziennych kontaktów. Obserwuje i wyciąga wnioski. Konie sa bardzo inteligentne - na swój sposób "testują", na co mogą sobie pozwolić, i to jeszcze zanim początkujący jeździec zasiądzie w siodle. Przykład? Prowadzisz konia w ręku i żądasz, żeby się zatrzymał. Niby reaguje, ale pozwala sobie jeszcze na parę kroczków, zanim się zatrzyma. Jeśli nie skorygujesz tego postępku, popełniłeś błąd. Błąd drobny, ale jeśli jest ich więcej, koń nabiera pewności, że to on jest dominujący w Waszym duecie. Brak jednoznaczących, zdecydowanych gestów z Twojej strony skutkuje prędzej czy później problemami w ujeżdżaniu konia.
Co zdradzają nasze gesty?
Czy nie miałeś kiedys wrażenia, że koń potrafi czytać w Twoich myslach, że bezbłędnie odczytuje Twoje zamiary względem niego? Cóż, zdradza Cię Twoja mowa ciała. Gdy przychodzisz na pastwisko po prostu po to, by zobaczyć, jak miewa się Twój koń, ten podchodzi do Ciebie z ufnością i zainteresowaniem. Kiedy indziej, gdy przychodzisz, żeby go schwytać, trzyma się na dystans. Niby identyczna sytuacja, a jednak koń reaguje odmiennie zależnie od Twoich intencji wobec niego. Skąd to się bierze? To proste: koń obserwuje Twoje ruchy i wszelkie Twoje zamiary "odczytuje" z gestów i postawy. Widzi takie niuanse Twojej postawy, na które być może nie zwracasz uwagi; np. na to, że ukrywasz coś za plecami (uwiąz). Jesli koń potrafi na wylot przejrzeć Twoje zamiary, musisz popracować nieco nad swoją mową ciała - odpręż się, najlepiej po prostu zaniechaj na chwilę zamiaru schwytania zwierzęcia.
Jeśli boisz się podchodzic blisko konia, ponieważ wydaje Ci się to niebezpieczne albo masz przykre doświadczenia w kontaktach z końmi, Twoje gesty zdradzą Cię natychmiast. Gdy koń zrobi krok w nasza stronę, uderzy ogonem, a my zareagujemy na to nerwowo - drgniemy lub cofniemy się, koń z pewnością to zauważy i po swojemu zinterpretuje. Nasza reakcja ma wówczas dwie niekorzystne konsekwnecje. Po pierwsze: koń zaczyna wierzyć, że znajduje się wyżej od nas w hierarchii "stada" i być może zechce ową nadrzędność wykorzystać. Po drugie: wyczuwając nasz strach, koń sam staje się strachliwy i niespokojny, a w chwilach wymagających zdecydowania wpada w panikę, niwecząc nasze zamiary. To z kolei zbija już zupełnie z tropu początkującego jeźdzca; zaczyna się błędne koło, z którego trudno się wyrwać.
Komentarze