Reklama

Łąck i Annopol

22/08/2011 12:47
Zbliża się koniec wakacji, za ok. półtora tygodnia znów zacznie się szkoła. Nie powiem, że nad tym wybitnie ubolewam, bo po prostu trwać w Łodzi byłoby nudno. Z kolei żałuję, że skończyły się wyjazdy. Te wakacje spędziłam inaczej niż poprzednie - w gronie znajomych, głównie siedząc w mieście, z jednym obozem jeździeckim i sporadycznymi wypadami do stajni. Tym razem 5 tygodni spędziłam sam na sam z Orlikiem - była to dość odważna decyzja, bo nigdy wcześniej nie podróżowałam nigdzie z koniem, jechałam bez znajomych i nie wiedziałam, czy nasz duet się sprawdzi. Podjęłam ryzyko i na pewno nie mogę powiedzieć, że tego żałuję!

Najpierw czekał mnie trzytygodniowy wypad do Stada Ogierów w Łącku - poleciła mi to koleżanka, którą poznałam na zimowym obozie w Annopolu. Miałyśmy jechać razem, jednak w pewnym momencie kontakt z nią się urwał. Trudno, pojadę sama. Była to lekkomyślna decyzja, bo nie był to obóz, na którym poznałabym nowych ludzi i miała zapewnione stałe towarzystwo, a wyjazd w pojedynkę, w trening. W dodatku nie poznałam osobiście trenerki - wiadomo, same zapewnienia nie wystarczą, najlepiej przekonać się samemu. W samym Łącku wcześniej byłam raz. Duża kryta ujeżdżalnia; duże, czyste i przestronne stajnie, boksy; mili pracownicy, atmosfera; cisza i spokój; uroczy domek nad jeziorem. Czego chcieć więcej?

Orlik ładnie wszedł do przyczepy prosto ze stajni. Nie miałam ochraniaczy transportowych, więc użyłam owijek. Podróż nie była długa, trwała ok. godziny, może półtorej. Wypożyczoną przyczepę wiózł właściciel stajni, w której aktulnie stoimy (Olimpia), my jechaliśmy za nim, wszystko było baardzo wolne. Wypakowanie poszło gładko, wstawiłam Orlika do boksu, potem poszłam z nim na spacerek, puściłam go na ujeżdżalni, żeby sobie polatał. Troszkę się wyszalał, a ja w tym czasie porobiłam mu zdjęcia. Potem zwiedziliśmy cały teren, on poskubał trawę, wróciliśmy. Pani Agata miała być dopiero od wtorku (to była niedziela), ale zdążyłam ją poznać, wydawała się bardzo sympatyczna. Wsiadłam sobie na niego, jak zwykle głowa w chmurach, zaintrygowany wszystkim dookoła.

Nie będę opisywać każdego dnia po kolei, bo go po prostu nie pamiętam i wiem, że nikt tego nie będzie czytał. Pani Agata okazała się super - naprawdę zna się na rzeczy, świetnie jeździ, jest przy tym bardzo miła i wyrozumiała. Dowiedziałam się wielu rzeczy, poznałam historię niektórych koni, na Frazesa (hucułka) nawet dwukrotnie wsiadłam. Za to Orlik zachowywał się po prostu jak anioł, naprawdę - taki spokojny to nie był nawet w Smolisie! Zero wariowania, zrelaksowany, dobrze czuł się w swoim boksie. Domek też bardzo fajny, sklep i restauracja niedaleko. Czas zleciał bardzo szybko, w wolnych chwilach czytałam książki, wychodziłam z Orlikiem na spacerki itd. Na ostatni tydzień w ramach niespodzianki przyjechała do mnie przyjaciółka, więc nie było opcji, żebym się nudziła. ;) Bardzo dużo jeździliśmy po drągach, skakaliśmyu nasze pierwsze szeregi gimnastyczne, oksery i pojedyncze stscjonaty tak do metra. Zaczęliśmy się też uczyć ustępowania od łydki. Wsiadła na Orła też p. Agata, chodził pod Nią cudownie, aż go nie poznawałam! Zebrany, zaokrąglony, luźny - cudo. W życiu pode mną tak nie chodził!

Potem po tych cudownych 3 tygodniach udaliśmy się z Orliśkiem do Annopola, na obóz (2 tyg). Okazało się, że przyjechała koleżanka, którą poznałam tam w zimie, więc nie wszyscy byli mi zupełnie obcy. Miałam w pokoju bardzo fajne dziewczyny, w tym jedna jeszcze niedawno trzymała konia właśnie w Łącku, troszkę się minęłyśmy. Pan Jan na początku stwierdził, że żal mu na nas patrzeć, bo Orlik chodził z tą głową w górze jak jeleń, więc annopolską tradycją założyliśmy mu gumy. Było coraz lepiej, coraz częściej zdarzały się momenty, kiedy gumy w ogóle nie były potrzebne. Niestety, kiedy uczyliśmy się zadu do wewnątrz gumy pękły (należały do Agnieszki), więc założylam kolejne, stajenne. Niestety, kiedy ORliś poczuł, że może majtać mordką, to z tego skorzystał.
Skakaliśmy też. Byłam zdziwiona tym, jak super mu szły skoki z kłusa! Przez cały pobyt mieliśmy tylko jedną zrzutkę, i to z mojej winy. Niestety, zdarzyły się też 2 wyłamania, ale one też przeze mnie. ;) Pierwszy raz ćwiczyliśmy na parkurze, co okazało się bardzo męczące. Ani razu nie pojechaliśmy linii, ale oksery pykaliśmy już śmiało, większość tak do 80cm, a był też okser (lub 2), które miały z metr. Może i to nie jest wiele, ale dla nas akurat! Czasem mieliśmy problemy ze skręcaniem, nie powiem, ale z czasem wszystko coraz lepiej wychodziło. Niedługo dojdzie pocztą płytka z moimi wszystkimi przejazdami - będę wiedziała, nad czym pracować.
W Annopolu musiałam też Orlikowi poprawiać w boksie, dawać siano, wyprowadzać na padok - dzięki temu nie kojarzył mnie tylko z męczącą jazdą, ale też trochę z przyjemnościami, więc fajnie się dogadywaliśmy. Zakochał się w Semi, klaczy Asi - kiedy tylko zbliżał się do niej jakiś koń (tj Master lub Max), Orlik go odpędzał. Był spokojny - może nie aż tak jak w Łącku, ale i tak naprawdę super. Sni razu nie uciekał w boksie przed kantarem; nawet nie próbował się zatrzymać w stajni już w siodle, przed jazdą. Dziewczyny też okazały się fajne - grałyśmy w siatkę, Master Mind, ping-ponga, mafię, kalambury. Zabawy dla dzieci, ale ile frajdy mogą sprawić, haha. Był też basen (ale byłam tylko 2 razy), więc na nudę nie mogłyśmy narzekać. No i był Cinek! ;) Przy powrocie były pewne komplikacje, ponieważ w Łodzi przyczepka się zepsuła, więc musiałam dłużej czekać na przyjazd rodziców - zostałam sama. Potem Orliś się troszkę stawiał przy załadunku, ale potem ładnie wszedł. Podróż bez komplikacji, jak rozpoznał Olimpię to się zrelaksował. Dzisiaj jak u niego byłam to zapomniałam gum, które kupiłam rano, więc nie chciałam wszystkiego psuć wsiadając bez gum. Wyczyściłam, założyłam ogłowie i wsiadłam na oklep, troszkę powozić tyłek. W końcu w Annopolu zdarzało nam się wsiąść na padoku w samym kantarze, galopować czy we dwójkę kłusować, a ostatniego dnia nawet skakać (najwyższe miały tak ok. 70cm). Było super, Orliś jest taki cierpliwy! Byłam oprowadzana siedząc tyłem, ściagałyśmy się z Agą która pierwsza zrobi młynek itd. Nie żałuję niczego z tych wakacji!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    nancy 2011-12-23 23:31:51

    Fajny artykuł i świetne zdjęcia. Też chce takie wakacje! Ja muszę się zadowalać dwoma tygodniami obozu...  Naprawdę super:))

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    redakcja 2011-10-12 18:22:23

    fajny wpisik.!;Dz tego co czytałam masz świetnego konia.!~pozdrawiam~

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama