Lady to pięcioletnia klacz, która została przywieziona do ośrodka treningowego w Australii, w którym miałem okazje zdobywać szliwy treningu koni. Kobyłka w poprzednich stajniach miała opinię konia agresywnego i niebezpiecznego. Nasza stajnia była ostatnią deską ratunku: albo uda się ją „naprawić”, albo niebezpiecznego konia trzeba będzie uśpić zanim znowu któremuś z jej opiekunów coś się stanie (miała na koncie kilka złamanych ludzkich kości).. Prawdopodobnie jako kłusak - inochodziec nie miała łatwego życia w stajni wyścigowej. Historia Lady została krótko zarysowana przez jej właścicieli: „koń niebezpieczny, proszę ją ratować”. Niezajeżdżona kobyła, który gryzła i z sukcesami trafiała tylnymi kopytami ludzi, miała się teraz stać przyjemna do jazdy dla średniozaawansowanego jeźdźca. Założenie siodła i pierwsze wsiadanie na Lady na roundpenie trwało jeden dzień. Koń, który ciągał sulki był przyzwyczajony to tego, że coś leżało na jego grzbiecie i ściskało popręgiem. Drugi dzień to już większe wyzwanie – pierwszy wyjazd pod jeźdźcem w nowym terenie. Niestety duża ilość koni w treningu nie pozwoliła zabrać na przejażdżkę doświadczonego konia, zamiast tego pojechałem na Lady w towarzystwie innego młodziaka (araba zajeżdżonego także dzień wcześniej). Nie powiem, że czułem się z tym komfortowo, ale na szczęście wyjazd miał miejsce na 800m torze do treningów koni wyścigowych więc nawet w razie spłoszenia konie pójdą tylko do przodu i wcześniej czy później się zmęczą i zatrzymają.. Praca z Lady była przyjemnością, ale i wyzwaniem. Za każdym razem kiedy widziała, że człowiek zbliża się do wejścia na jej padok, galopowała do bramki i czekała na trening. Z drugiej strony po jeździe zachowywała się jak typowy dominant i rozstawiała inne konie. Pod siodłem kobyłka zgodnie z jej naturą wyścigową pędziła, żeby tylko być pierwsza w grupie koni, a kiedy wychodziła na prowadzenie stawała się płochliwa i wcale nie chciała zostawiać innych koni daleko w tyle. Ogień i woda w jednym. Dużo pracy poświęciliśmy na odczulanie Lady na wszelkie elementy, które mogą ją przestraszyć i na zabawy z ziemi. Fakt, że zamiast galopu Lady przechodziła do inochodu udało się wyeliminować poprzez liczne ustępowania od łydki. Po miesiącu przyszedł test. Właścicielka konia może na niego wsiąść.. Nie obyło się bez łez strachu, drżenia rąk i ogromnego spięcia. Na szczęście po paru minutach zaczęły płynąć łzy szczęścia, ale to był dopiero początek zmian "agresywnego konia". Załączam kilka zdjęć z jednego z treningów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze