Reklama

Majowy trening

galopuje.pl
13/05/2011 09:02
O poranku idę do stajni, resztki nocnej senności umykają pod wpływem porannego chłodu. Mocna szatańsko kawa sączy się w żyły, a intensywny zapach bzów unosi się nad moją głową odprowadzając mnie do samych wrót stajni.
Kocham majowy czas, to najlepszy moment na treningi. Jest wystarczająco ciepło, a zbyt mocny żar lata dopiero przed nami. Lato zmusi swoja temperaturą do wczesnoporannej pracy z końmi. Póki co jest wystarczająco ciepło i mamy pełne ręce roboty, czas aby podtrenować kilka naszych młodych koni.
Praca z młodymi końmi była dla mnie zawsze najciekawsza, zmuszała do wnikliwości pobudzała wyobraźnię i pozwalała mi obcować ze zjawiskiem, które stawia najwyższe wymagania. Czego żądać więcej..Każdy koń to odrębna osobowość, każdy znosi trening inaczej.
To co dla jednego jest lekką pracą dla innego będzie zbyt trudnym wyzwaniem. Trzeba umieć właściwie i czule patrzeń i analizować, starać się rozumieć. Przez pierwsze tygodnie poznajemy młodego konia, jak nieznany świeżo odkryty ląd ..na którym jako pierwsi "stawiamy stopę", jesteśmy podróżnikami w głąb jego umysłu. Przed naszą dogłębną oceną otwiera się bezmiar jego osobowości wrażliwości i czucia.
Podróżujemy i oglądamy, ideałem byłoby mądre i delikatne badanie tych tajemnic..bez przemocy i mądrze, to chyba najwłaściwsza postawa. Później nadchodzi misterium pierwszego dosiadania, kiedy pierwszy raz siadamy na konia i wiemy że nikt przed nami tego nie czynił..
Mimo rutyny lat zawsze odczuwam podekscytowanie i wielką radość. I czekam, aż ruszy kłusem ..zastanawiam się jak będzie się poruszał..czy lekko, elastycznie z gracją kołysząc, czy twardo "łupiaco" nieprzyjemnie i niegościnnie..Kiedy już siedzę na grzbiecie młodego, ledwie zajeżdżonego konia odczuwam euforię i chociaż nie jestem już małą dziewczynką cieszę się, jak dziecko ..spontanicznie.
Ruszamy pierwszym wspólnym kłusem, młody koń jeszcze nie rozumie nacisku łydek, ale bardzo stara się rozumieć myśli, żuje wędzidło, wreszcie rusza. Próbuję zgrać ruchy mojego ciała z jego ciałem, tańczymy nasz "taniec" trochę nie wprawnie, ale staramy się z całych sił i zaczyna wychodzić. W moim brzuchu poranna kawa podskakuje radośnie, jak w szejkerze. Kłusujemy, a nad naszymi głowami zapach fioletowych bzów unosi się ku majowemu niebu.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama