Reklama

Mała rzecz, a cieszy...

11/11/2012 22:22
Był poniedziałek, 22 października. Od tego właśnie dnia miałam rozpocząć jazdy na ledwo zajeżdżonej klaczy o jakże uroczym imieniu - Odyse(j)a. Pierwsza jazda była dla mnie tragedią - byłam nieco przestraszona, spięta gdyż pierwszy raz do czynienia miałam z koniem, który praktycznie nic nie umie; w dodatku przy siodłaniu ciągle kręciła się wkoło, a na padoku jadąc w prawo, uciekała do środka. Zwątpiłam. Bałam się, że nie podołam zadaniu.

Po trzech tygodniach współpracy, widać pierwsze efekty - prawidłowo wyjeżdża narożniki, wolty są bez zarzutu, w miarę podstawia zad, wyciąga chód...Teraz czekam tylko na dobrą pogodę, by móc galopować. Jest "moja". Uwielbiam moment, gdy wchodzę do boksu, a ona słodkim wzrokiem patrzy, czy nie mam jakiejś smakowitej marchewki w kieszeni. Lubię też po prostu przytulić się do niej..daje mi to wiele radości. Takiej klaczy jak ona, nigdy nie widziałam. Ma koszmarną przeszłość, w jej oczach widać lekki smutek, ciężko będzie zdobyć mi jej zaufanie...Jedyne czego teraz potrzebujemy, to cierpliwość. Zostaje mi mieć nadzieję, że Bóg nie będzie chciał mi jej odebrać.


Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama