Tradycyjnie w wtorek po szkole wybrałam się do koni. Gdzie czekał na nas list, że trenera nie będzie i że ja mam wsiąść na Cantera a Izka na Heretyka i trochę sobie poskakać. Więc się przebrałam, poszłam za stajnie po Cantera, założyłam mu kantar, wzięłam go na uwiąz i lekko uwiązałam przed stajnią, żeby go tam wyczyścić i osiodłać. Pierwszy raz po zimie założyłam mu ochraniacze, jeździłam na nim pierwszy raz od 2 miesięcy, a nie skakaliśmy od Listopada ;/ Więc czas się wziąć w garść, bo sezon otwarty tuż tuż.
Więc pojechałyśmy na plac, jeździłam pierwszy raz w tym roku w bluzie, nie było aż tak zimno, aczkolwiek trochę za bardzo wiało, chyba jeszcze czas jeździć w kurtce. Zapomniałam rękawiczek, więc szybko jeszcze pod kłusowałam do siodlarni po rękawiczki. Wróciłam na plac, trochę pokłusowaliśmy, potem cavaletti i galop, z zakończeniem woltą na końcu ściany.
Coś go nie mogłam rozbudzić... Skróciłam sobie strzemiona o dziurkę, takie jak w zeszłym sezonie miałam, i już było trochę lepiej. Na rozgrzewkę coś małego skoczyłam, jakiś przytup, drugi raz puknął ale nie zwalił. Skoczyłam coś wyższego (tzn z 70cm) bo nie ma od razu po przerwie na bóg wie jakie wysokości się pchać, to dużo lepiej, chyba takie 50 to on olewa i nie chce mu się skakać dlatego tak podchodzi hehe ;P Więc stwierdziłam że pojadę mały parkurek z 6 przeszkód, nie za ciekawie, tępo może i nawet nawet, ale nie zmienia to faktu że nie mogłam go przyśpieszyć, dwa razy po przeszkodzie na złą nogę, i liczne przytupy. Potem to poprawiłam, i było trochę lepiej, ale nie dużo. Następny trening już z trenerem, więc liczę na to ze dostanę parę wskazówek i będzie lepiej. Zawsze po zimowej przerwie jest mi trudno wrócić do formy, ale damy rade ;)
Komentarze