Chyba każdy jeździec zaproponował coś takiego swoim rodzicom. Ile to jest teraz w internecie pytań typu: "Jak namówić rodziców na kupno konia". Niestety, coraz więcej rodziców odpowiada: "jak będziesz się dobrze uczyć, to dostaniesz" albo "popraw tylko dop. z matematyki". Dorośli widzą wtedy jak ich pociechy ciężko pracują, by wsiąść na grzbiet własnego rumaka, choć jeżdżą dopiero dwa miesiące i zaczynają kłusować.
Wreszcie dochodzi do kupna. Dla bogatych rodziców i ich dziecka jedynym problemem jest wtedy wybór maści albo żeby kolor czapraka pasował do owijek. Przecież o miejsce dla konika nie muszą się martwić, dziadek zadeklarował, ze będzie go trzymał w stodole na podwórku. Koń będzie tam sam, ale przecież nikt mu nie zabrania zaprzyjaźnić się z kurami!
Nowy nabytek okazuje się srokatym dwuletnim ogierkiem, oczywiście nieułożonym. Ale co to dla naszej pociechy, przecież na ostatniej jeździe zaczęła galopować, da sobie radę także z ułożeniem tego małego nerwusa! Instruktor proponował pomoc w zajeżdżaniu konia, ale niestety, przeliczyliśmy się z finansami, skąd mogliśmy wiedzieć, że trzeba będzie konia zaszczepić i wezwać kowala? Na szczęście nie trzeba tego robić za często, w internecie piszą, że raz na trzy miesiące. Nasz koń jest przecież mały, możemy wzywać weterynarza na kontrole trochę rzadziej!
Dziecko wreszcie po wielu niepowodzeniach wsiadło na konia. Młody dostał kilka razy z pięt, więc ruszył. Pozory jednak mylą, ogierek zobaczył coś w trawie, stanął dęba i zrzucił tego "profesjonalnego" jeźdźca. Jak to możliwe, z tym okropnym koniem jest coś nie tak! Trzeba go sprzedać!
No wiec niedawny pupilek rodziny zostaje sprzedany w nieznane ręce, a jego dalsza przyszłość jest jak los na loterii.
Co skłoniło mnie do napisania tego artykułu? Zajrzałam do gazetki o koniach mojej młodszej kuzynki. Jest to miesięcznik bardzo znany, kiedyś w młodszych latach sama po niego sięgałam i pewnie poleciłabym go początkującym młodym jeźdźcom. Jedna jednak rubryka zwaliła mnie z nóg. Dwunastoletnia dziewczynka, jeżdżąca dwa miesiące, zwróciła się do redakcji z zapytaniem, gdzie kupić konia. Redakcja najbardziej poważnie odpowiedziała, że może poszukać konia przez internet, najlepiej niezajeżdżonego, by mogła sobie go ułożyć jak chce. Mimo mojej ogromnej wyobraźni nie mogę sobie wyobrazić, jak owa redakcja, może radzić dziewczynce jeżdżącej dwa miesiące kupno nieujeżdżonego konia i jego samodzielne układanie.
Nam nadzieję, że mój przekaz dotrze głównie do dorosłych. Dzieci bowiem mogą próbować zrobić na złość "internetowej blogerce", którą od pewnego czasu zaczęło rajcować pisanie felietonów. Za to Wy, drodzy dorośli, może za dobrze wyniki w nauce kupcie dziecku pluszowego kucyka, a nie żywe, czujące zwierze, które potrzebuje więcej uwagi, niż złota rybka lub chomik?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ja też chce kupić konia ale za dwa lata. Jeżdżę konno od roku i chcę kupić klacz o imieniu Maja która ma 14 lati na której uczę się jeździć.A na temat tej gazetki to myślę że jej czytelnicy powinni przeżucić się na innom ja osobiście polecam magazyn w siodle oni nigdy by nie doradzili kupić konia dziewczynie ktura jeździ od 2 miesięcy.
Fajny artykuł! Ale tytuł przypomniał mi o czymś :) Jak byłam mała może miałam z 6 lat, błagałam mamę o kupno konia( zaznaczę, że wtedy jeszcze ani razu nie siedziałam na grzbiecie konia). Matula zadała mi tylko jedno pytanie co do konia "Gdzie go będę trzymała?" Moja odpowiedź była pewna i wierzyłam w realność mojego pomysłu. " Na balkonie!!!" Mieszkam w wieżowcu na osiedlu z deficytem zieleni :) Teraz po latach z tego się śmieję :)
Super koń to nie zabawka !Nie wolno kupować a potem sprzedawać do rzeźni czy w nie znane ręce to chyba trzeba nie mieć serca .
Bardzo dobry artykuł, choć na początku myślałam że będzie wyjaśnienie jak namówić rodziców aby kupili konia (w moim przypadku oceny nie grają roli, tylko to że rodzice nie przepadają za końmi, i myślę że sprawdziliby 100 razy czy koń jest w porządku). Bardzo dziwna ta gazetka, redakcja składa się chyba z początkujących jeźdźców uznających się za profesjonalistów. Zgadzam się z przedmówczynią, koń musi mieć towarzystwo innego konia i nadzór instruktora.
Bardzo dobry artykuł, a czy mogę Cię prosić o podanie nazwy tej gazetki? Nawet na priv?? To jest zwyczajnie brak dbałości o bezpieczeństwo dzieci i należy się temu bliżej przyjrzeć, zwłaszcza że jak sama piszesz pismo jest poczytne. Owszem, dziecko nie kupi samo konia, ale ile jest takich "jeżdżących za stodołą" samych, bez nadzoru na koniu sąsiada? to też jest niebezpieczne i trzeba o tym mówić.
To naprawdę jest temat rzeka, a osób mówiących o wadach i zaletach własnego konia, co prawda jest sporo, jednak dorosłe osoby ( rodzice planujący kupno konia) najczęściej nie poszerzają swojej wiedzy na temat koni - wierzą swojemu dziecku, które zapewnia poskromienie nowego, ogromnego konia.
Oczywiście - temat i "ducha" tekstu - zgadzając się z Autorka jak i Przedmówcami - jednak tym razem zamiast wtórować, chce pokazać jeszcze inny aspekt powyższej historii - apelując nie tylko "nie kupujmy..." ale - "Uważaj komu konia sprzedajesz" - kiedy nasze konie i źrebaki były wystawiane na sprzedaż - to zainteresowanie wykazywali także TACY KUPUJĄCY - co do reguły, gonie takie narwane towarzystwo w diabły!. Na szczęście nie na własnej skórze, ale skórze moich Klientów - znam aspekty takich transakcji. Kiedy więc konik okazuje się NIE TAKI jak wymarzyła sobie owa mistrzyni /tak, tak - bo to najczęściej są dziewuchy/ to zaczyna się "jazda bez trzymanki" - sprzedający dostaje reklamacje, że jego koń to smok siedmiogłowy - zieje ogniem, staje dęba i w ogóle to córcia już go nie chce, a my chcemy kasę do raczki i proszę zabrać jutro konika" . Apeluje więc do sprzedających - mając na uwadze to, co napisała Zuzia - zastanówcie się co robicie sprzedając konia frajerom - niech Was nie zaślepi cena itp. no i fakt, ze w końcu ktoś kupił. Jeżeli już - nie zapomnijcie sprzedając o zawarciu pisemnej umowy, z której będzie wynikało czym jest koń, jakie wady są istne, kiedy przysługuje prawo zadania zwrotu zapłaconej ceny itp. Tylko nie mówcie- a skąd ma wiedzieć, że to tak będzie? Jeżeli hodujecie konie - to frajera "czuć na dzień dobry durnymi pytaniami", no albo otrzymujecie listy z zapytaniem - a ile razy konik je, a ile razy konik sika... itp. Jeżeli nawet los konia po sprzedaniu Was nie obchodzi - to przynajmniej miejcie na uwadze własne przyszłe kłopoty, no i trzeba sobie zadać pytanie - czy hoduję konie "na zmarnowanie"?!
W pełni Cię popieram , nie powinno być tak że jak ktoś jeździ już całe dwa miesiące , to kupuje sobie konia . Najpierw niech taka osoba nauczy się dobrze jeździć jednocześnie ucząc się obsługi konia czyli pielęgnacji , karmienia , pojenia , ścielenia boksu słomą , wyrzucania obornika , po dwóch latach takiego przygotowania może dopiero myśleć o kupnie konia . Nie kupujmy koni bez zastanowienia się , często taki koń kupiony nie w porę , pochopnie , kończy życie w rzeźni , bo właściciel nie daje sobie z nim rady , traci do niego serce i chce jak najszybciej się go pozbyć .
Cudowne!W internecie znalazłam pytanie ,,Gdzie kupić konia za 1000zł bo nie mam kasy.Ta osoba nie myślała o tym że będzie musiała wydawać co miesiąc około 800 zł,a kupienie sprzętu to 10000 zł !
Ja też chce kupić konia ale za dwa lata. Jeżdżę konno od roku i chcę kupić klacz o imieniu Maja która ma 14 lati na której uczę się jeździć.A na temat tej gazetki to myślę że jej czytelnicy powinni przeżucić się na innom ja osobiście polecam magazyn w siodle oni nigdy by nie doradzili kupić konia dziewczynie ktura jeździ od 2 miesięcy.
Fajny artykuł! Ale tytuł przypomniał mi o czymś :) Jak byłam mała może miałam z 6 lat, błagałam mamę o kupno konia( zaznaczę, że wtedy jeszcze ani razu nie siedziałam na grzbiecie konia). Matula zadała mi tylko jedno pytanie co do konia "Gdzie go będę trzymała?" Moja odpowiedź była pewna i wierzyłam w realność mojego pomysłu. " Na balkonie!!!" Mieszkam w wieżowcu na osiedlu z deficytem zieleni :) Teraz po latach z tego się śmieję :)
Super koń to nie zabawka !Nie wolno kupować a potem sprzedawać do rzeźni czy w nie znane ręce to chyba trzeba nie mieć serca .