Dnia 12.02.2011r, zostały zorganizowane ćwiczenia na koniach zwane u nas Manewrami :) Na koniach głównie jechali Ułani, a my jako dziewczyny pojechałyśmy głównie do pomocy, i do towarzystwa :> Odbyły się one w Świeciu, niedaleko naszego miasta (Jakieś 10 km). Konie przewieźliśmy na miejsce "trajtkami" :D. Zbiórka przed stajnią miała być o 9, żeby wyruszyć do Swiecia, z Kasią byłyśmy chwilę przed czasem i zastałyśmy pustą stajnię , ale całe szczęście Iza się cofnęła i się z nią zabrałyśmy.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, konie były już wypakowane i stały w tym czasowej stajni :) Oprócz manewrów, było także otwarcie "Ułańskiego pokoju". Po godzinie 10, wszyscy zaczęli siodłać konie, pomogłam przy siodłaniu Szymkowi, a trener odstąpił mi swojego konia, Parola na pierwsze ćwiczenia które on prowadził. Gdy wsieliśmy, najpierw jeździliśmy luźno w zastępie, śpiewając ułańskie piosenki głównie "Kalina Malina" :D
Po rozstępowaniu, ustaliśmy w szeregu, zeszliśmy z koni, i wszyscy zostaliśmy wpisani w dzienni. Następnie zaczęły się ćwiczenia, w zastępie, w dwójkach i trójkach, różne figury itp. Miały być w stępie, kłusie i galopie, jednak na wielkość placu i ilość koni, w dodatku twarde podłoże, takie ćwiczenia w galopie nie miały sensu. Łącznie było 21 koni. Parol jak to Parol musiał pokazać swoje rogi, i troszkę brykać :D Głównie przy jednej ścianie, bo on zawsze musi sobie u patrzeć miejsce do zwalania:D Z czasem, przy kłusowaniu, zamieniłam się z Kasią, żeby było bezpieczniej :D Porobiłam za fotografa, razem z Natalią :D Następnie na Parola wsiadł trener, gdy ćwiczenia prowadził Paweł, jego figury były już trochę bardziej skomplikowane, był podział na trzy sekcje. Pierwszą sekcję prowadził p.Wojtek na Parolu, i byli tam głównie nasi ułani. Pierwsza sekcja sprawowała się najlepiej, następnie druga, a w trzeciej to już prawie wcale nikt nie wiedział o co chodzi :D Po ćwiczeniach, wszyscy rozsiodłali konie, i poszli na obiad, czekając do 13, aż przyjedzie obiad, tradycyjnie Grochówka ;) kontynuowaliśmy śpiewy. Po obiedzie, jeszcze trochę posiedzieliśmy przy herbacie, a następnie był wyjazd w teren, gdzie znowu pomagałam Szymkowi siodłać konia :D Gdy wszyscy pojechali w teren, my jako trzy dziewczyny (Ja, Kasia i Natalia) poszłyśmy zrobić porządek na stole, łącznie z żoną Pana Romana, i ugrzać się przy piecyku, oraz wspominać wyjazdy itp :) W terenie byli prawie 2 godziny ;> Gdy wrócili na stole był porządek oraz przygotowane przekąski. i zaczęła się tzn posiadówka :D Były tańce, śpiewy przy gitarze, o 21 przyjechał honorowy gość :) Wieczoru oraz poranku nie będę opisywać, niech to zostanie między uczestnikami. Było bardzo zabawnie, były to pierwsze manewry na których byłam i było naprawdę fajnie, z resztą jak każdy wyjazd z całą ekipą.
Komentarze