Reklama

Marcin Szczypiorski - czas na reformę PZJ

galopuje.pl
13/09/2010 11:16
Marcin Szczypiorski - czas na reformę PZJ - Już niebawem oczy całego świata zwrócą się w kierunku Kentucky w Stanach Zjednoczonych, gdzie rozgrywane będą jeździeckie Mistrzostwa Świata. Jak do tego ważnego wydarzenia przygotowali się polscy zawodnicy, kto powalczy o punkty z najlepszymi z całego świata ? O polskiej ekipie na Kentucky, Super Lidze i największych bolączkach Polskiego Związku Jeździeckiego, specjalnie dla portalu galopuje.pl, opowiada jego prezes Marcin Szczypiorski.


- Już 25 września rozpoczynają się Mistrzostwa Świata w Kentucky. Jak wyglądały polskie przygotowania do tej imprezy i kto ostatecznie powalczy o dobry wynik ?

- Bez wątpienia Mistrzostwa w Kentucky, to najważniejsze w tym roku wydarzenie, jeśli chodzi o sport kwalifikowany w jeździectwie. Od początku roku, kiedy to Ministerstwo Sportu i Turystyki dokonało podziału dotacji na poszczególne dziedziny sportu, mieliśmy ogromne problemy związane ze znalezieniem odpowiednich środków na ten start. Praktycznie do niedawna (sierpień) nie wiedzieliśmy, czy poza ujeżdżeniem wystartujemy w pozostałych dyscyplinach. Budżetu związku na taki wydatek po prostu nie stać, biorąc pod uwagę bardzo szeroki zakres naszej sportowo – szkoleniowej aktywności. Mistrzostwa Świata (MŚ) w Kentucky (Lexington) są rzeczywiście wyjątkowym sportowym wydarzeniem, odbywającym się raz na cztery lata i co do ich zasięgu, przekraczającym Igrzyska Olimpijskie (I.O.). Mam tu na myśli organizację jednocześnie współzawodnictwa w ośmiu jeździeckich dyscyplinach (w programie I.O. są tylko trzy - ujeżdżenie, skoki i wkkw), a ponadto prawo startu w nich ma znacznie większa ilość państw, z racji braki ograniczeń ilościowych jakie sa stosowane podczas I.O. (maksymalnie 200 zawodników ogółem). Ale oczywiście ranga I.O. jest znacznie większa niż Mistrzostw Świata w Jeździectwie.
Po trudnych negocjacjach z M.S. i T. (o dodatkowe środki) oraz dzięki determinacji zawodników i pomocy sponsorów, wyjazd na MŚ dochodzi do skutku w trzech olimpijskich dyscyplinach oraz powożeniu i reiningu. W rajdach, na tę chwilę jest jeszcze szansa startu, ale z powodu konieczności zamiany konia, nie mamy pewności czy dojdzie do skutku (przeszkodą są restrykcyjne przepisy odnośnie zgłoszeń do MŚ). Na pewno nie weźmiemy udziału w woltyżerce parajeździectwie (ujeżdżenie). Jak na lokalizację MŚ i koszty udziału w nich (ok. 80.000 zł na parę zawodnik-koń), to i tak należy się cieszyć z tak licznej polskiej reprezentacji na tej prestiżowej imprezie. Na szczęście kolejne MŚ w tej formule, za cztery lata odbędą się w Europie (Francja) i nie będziemy mieli tak ogromnych kłopotów natury finansowej oraz logistyki wyjazdu (transport lotniczy)

- Jakie nazwiska z polskiej, jeździeckiej czołówki będziemy mogli zatem podziwiać na parkurach w Kentucky ?

- Może przedstawię zawodników według dyscyplin, w których będą startować. Jeśli chodzi o ujeżdżenie, reprezentować nas będzie dwójka zawodników: Katarzyna Milczarek – Jasińska z koniem Ekwador oraz Michał Rapcewicz z Radonem. Transport tych dwóch koni do Kentucky jest zaplanowany na 19 września z lotniska belgijskiego w Liege. Ten wybór jest oczywiście podyktowany wysoką pozycją w rankingach światowych obojga zawodników i uzyskiwanych w tegorocznych startach wynikach podczas zawodów dużej rangi (CDI 3*/5*). W tej chwili klasyfikowani są w graniach 30 - 35 miejsca na świecie. Patrząc optymistycznie na to, czego mogą dokonać podczas startu w MŚ, są szanse na kwalifikację do „półfinału”, mówiąc językiem sportowym, tj pierwszej 30-ki zawodników, którzy rozegrają pomiędzy sobą walkę o medale w konkursie Grand Prix Special.
Po cichu liczymy, że jedna nasza para na szansę wejść do finału, tj. najlepszej 15-ki zawodników, którzy rozegrają pomiędzy sobą walkę o medale w programie dowolnym (Grand Prix Freestyle). Byłoby to bez wątpienia największe osiągnięcie polskiego ujeżdżenia w historii tej dyscypliny w Polsce. Dotychczas za największy sukces trzeba uznać start M.Rapcewicza w ostatnich I.O. (Hongkong-2008), gdzie zajął 23 miejsce, debiutując w tej rangi imprezie. Drużynowo niestety w tej dyscyplinie nie startujemy, ponieważ brakuje nam trzeciego zawodnika, na poziomie podobnym do naszej „eksportowej” pary. Wyjazd tej dwójki zawodników-koni, w stu procentach finansuje Związek, a jest to koszt rzędu 160.000,oo zł.
W dyscyplinie wkkw Polskę będzie reprezentował aktualny mistrz Polski - Łukasz Kaźmierczak z Ostlerem. Ze startu zrezygnował dwukrotny olimpijczyk - Paweł Spisak, który z powodu kontuzji koni postawił sobie inne cele sportowe na ten rok (jesienny start w CCI 3* Boekelo). Łukasz wraz z Ostlerem, podobnie jak ujeżdżeniowcy wylatuje na MŚ 19 września. Trudno oczywiście przewidzieć, co uda Mu się osiągnąć, ponieważ w rankingach światowych jest dość daleko, ale należy pamiętać o tym, że jest zawodnikiem, który w tym roku ma za sobą trzy udane starty (CIC 3* Bramham, CCI 3* Strzegom i CIC 3* Sopot). Moim zdaniem ukończenie MŚ w połowie stawki byłoby sukcesem tej pary i dobrym prognostykiem przed przyszłorocznymi Mistrzostwami Europy, podczas których mamy ambitny plan wystawienia pełnej drużyny i powalczenia o kwalifikacje do I.O. Londyn 2012. Start Łukasza w MŚ jest finansowany przez Związek w 50 %, drugą część kosztów mają pokryć sponsorzy.
W konkursach skoków przez przeszkody zobaczymy czwórkę naszych reprezentantów, którzy wystartują zarówno w klasyfikacji drużynowej MŚ, jak i indywidualnej. Start skoczków w Kentucky ma przede wszystkim sens w konkursie drużynowym, jako że jest to już początek olimpijskich kwalifikacji do londyńskich I.O. Znowelizowany regulamin kwalifikacji olimpijskich daje szansę podczas MŚ w Kentucky bezpośredniej kwalifikacji drużyny do I.O., o ile w klasyfikacji końcowej MŚ, uplasuje się ona przed reprezentacjami grup „C” i „G” (podział państw na grupy, ustanowiony do olimpijskich kwalifikacji przez Międzynarodową Federację Jeździecką /FEI/). Wygląda to dość zawile, ale sprawa sprowadza się do tego aby w konkursie drużynowym MŚ, bez względu na zajęte miejsce, uplasować się przed reprezentacjami powyższych grup. Grupy są dość liczne (C – centralna i środkowa Europa oraz wschodnia Azja, ogółem 29 państw ; G – północno-wschodnia Azja i Oceania, ogółem 17 państw) , ale tylko niektóre kraje stać jest na złożenie pełnej drużyny i wysłanie jej na MŚ. W grupie C do silnych należą Węgry, Ukraina i Turcja (te dwa ostatnie kraje mają reprezentacje zbudowane z zawodników zachodnich, którzy zmienili obywatelstwo), silni są też Estończycy i Rosjanie, ale do Kentucky nie wysyłają reprezentacji. W grupie G przyjdzie się nam zmierzyć z Australią i Nową Zelandią, które to kraje od lat mają bardzo dobrych skoczków oraz z Japonią i Koreą Płd. Te dwa ostatnie kraje nie są jeszcze jeździecko bardzo silne, ale stać je na zakupy najlepszych koni na świecie i przez to mogą być groźni w tej rywalizacji.
W chwili kiedy rozmawiamy jest kilka niewiadomych i wiele jeszcze może się wydarzyć, dlatego trudno mi jest powiedzieć kto ostatecznie znajdzie się w cztero-osobowej ekipie skoczków na MŚ. Co prawda pole manewru jest niewielkie, wybór nastąpi spośród pięciu par, które naszym zdaniem mogą nas reprezentować w MŚ. Z uwagi na ogromne koszty, w uzgodnieniu z Trenerem naszej Kadry Narodowej, Panem Rudigerem Wassibauerem, podjęliśmy decyzję wysłania do Kentucky czterech skoczków (pierwotnie zakładaliśmy wyjazd pięciu par).
Na pewno miejsce w ekipie na Kentucky ma Andrzej Lemański z Bischofem L. Wszystko wskazuje na to że drugą parą będzie Aleksandra Lusina z Ekwadorem. Ale z uwagi na wiosenną kontuzję konia i długą przerwę w startach, musimy mieć pewność, że Ola z Ekwadorem wróciła do formy pozwalającej na start w tak ważnej i trudnej imprezie. Sprawdzianem mają być zawody w belgijskim Lanaken (24 – 26.09.2010). Chcielibyśmy widzieć w ekipie Antoniego Tomaszewskiego z Trojką, który tak udanie zadebiutował w zawodach Super Ligi 2010. Niefortunny upadek podczas finału Mistrzostw Polski Seniorów w Warce (22.08) przerwał na jakiś czas treningi i trudno przewidzieć, czy ten utalentowany, ambitny zawodnik dojdzie do pełni zdrowia - formy i będzie mógł wystartować w MŚ. Zawodami, które mają zadecydować o wyjeździe na MŚ, będą CSI Moorsele w Belgii (24-26.09.2010). Są też problemy z wydawało się pewną parą na MŚ, Krzysztofem Ludwiczakiem – Torado 2, a konkretnie koniem. Wymagane przez Amerykanów badanie krwi konia, wykazało wyniki, uniemożliwiające jego wjazd na teren USA. Została ponownie pobrana krew od konia i wysłana do USA do badania, obecnie czekamy na jego wynik.
Na obecną chwilę, parą rezerwową jest Paweł Sawicki z Caballosem Z. Będzie On, podobnie jak A.Lusina startował w Lanaken i w razie potrzeby zostanie włączony do ekipy na MŚ.
W Kentucky polskie barwy będzie też prezentował jeden zawodnik w reiningu - Bogdan Czarnik. Pierwotnie był plan startu w MŚ trzy-osobową drużyną na koniach wypożyczonych od Amerykanów. Ze względu koszty (ok. 50.00,oo zł od pary) i brak możliwości zgromadzenia odpowiednich środków, tylko B.Czarnik zdecydował się na wyjazd. Tu mała dygresja – dyscypliny zwane nieolimpijskimi, a do takich należy reining, niestety mają bardzo ograniczony dostęp do środków z budżetu Państwa (ogółem możemy z dotacji budżetowej przeznaczyć do 10 % na te cztery dyscypliny, w tym powożenie, przynoszące od lat sukcesy polskiemu jeździectwu). Obowiązują tu dyrektywy M.S. i T. i pomimo wielkiej sympatii dla reiningu, nasze tegoroczne wsparcie całej dyscypliny kształtuje się na poziomie 20 tys. zł. (a należy pamiętać, że w reiningu, jaki i pozostałych dyscyplinach, jest kilka kategorii wiekowych /konkurencji/, którym też się „coś” należy). Co do startu B.Czarnika w WEG jest jeszcze problem związany z zamianą konia (zawodnik chce startować na koniu zgłoszonym do MŚ pod innym naszym zawodnikiem), na co jak na razie nie wyraża zgody FEI. Zostały uruchomione wszelkie możliwe „kanały interwencyjne” i czekamy na pomyślny finał.
Do listy uczestników MŚ dołączy też zapewne Dorota Raciborska-Toro, polska zawodniczka mieszkająca w USA. Tu również jest „problem”, ponieważ konia, którego zgłosiliśmy do startu w MŚ, sprzedano w ostatnich dniach. Usiłujemy teraz dopisać innego konia, nazwijmy to rezerwowego, ale też napotykamy na bariery regulaminowo – biurokratyczne. Obostrzenia w FEI, w tych sprawach są jednak duże, więc nie chcemy niczego przesądzać. Czekamy na decyzję FEI, do której zwróciliśmy o przychylne rozpatrzenie naszej i zawodniczki prośby.
O planowanym starcie w MŚ naszego jedynego powożącego (zaprzęg cztero-konny) – Piotra Mazurka też należy powiedzieć kilka ciepłych słów, ale do tego powrócimy w dalszej części wywiadu.

- Wyjazd Polaków wygląda na olbrzymie przedsięwzięcie finansowe. Ile ogólnie środków PZJ przeznaczy na ten cel?

- Związek wyda na start w MŚ ok. 280 - 300 tys. zł, co stanowi ok. 1/3 wszystkich kosztów wyjazdu reprezentacji w planowanym składzie. O partycypacji Związku w kosztach wyjazdu zawodników dyscypliny ujeżdżenia i naszego „jedynaka” we wkkw, już wspomniałem. Dzięki wyasygnowaniu dodatkowych środków przez M.S. i T. na start w MŚ dyscyplin olimpijskich, możemy wesprzeć dyscyplinę skoków, na którą pierwotnie nie mieliśmy środków. Skoczkowie „skonsumowali” znaczne (jak na nasze możliwości) pieniądze na start w Super Lidze i z dotacji podstawowej nie było już co dzielić. Obecnie przeznaczyliśmy na start skoczków w MŚ 75.000 zł, co jest „kroplą w morzu” potrzeb tej dyscypliny, przy wysyłce koni za ocean. Koszt przelotu jednego konia do USA wynosi 14.265 EUR (ok. 57.000 zł). Tak więc wyjazd skoczków dochodzi do skutku dzięki ogromnej pomocy sponsorów oraz finansowegoo zaangażowania niektórych zawodników. Do startu w MŚ zawodników dyscyplin nieolimpijskich, Związek dokłada symboliczne pieniądze, pokrywając przede wszystkim koszt wpisowego (750 USD od konia). Takie są realia finansowe tego startu. Aplikowaliśmy oczywiście do M.S. i T. o pokrycie w pełni kosztów startu w tej prestiżowej imprezie, ale z powodu trudnej sytuacji finansowej Resortu oraz braku spektakularnych sukcesów polskich jeźdźców i szans na medale podczas MŚ, przy obecnej polityce M.S. i T. odnośnie sportu kwalifikowanego, nie możemy liczyć na zbyt wiele. Otrzymaliśmy 10 % tego o co wnioskował PZJ.

- Niestety, jak zapewne Pan wie, Piotr Mazurek – najlepszy polski powożący weźmie udział w Mistrzostwach, dzięki zgodzie Amerykanów na wypożyczenie tamtejszych koni. Niestety, transport koni za ocean wiązał się ze zbyt dużymi kosztami. Jak, Pana zdaniem, możemy w przyszłości zapobiegać takim sytuacjom, aby najlepsi zawodnicy mogli być bardziej wspierani w tego rodzaju startach ?

- Przede wszystkim pragnę wyrazić wielki szacunek dla Piotra Mazurka. Od ponad roku czynił On starania o pozyskanie środków na swój start w MŚ. Niestety wysyłka do USA zaprzęgu czterokonnego, z całym potrzebnym sprzętem, to ogromny wydatek (ok. 300.000 zł). Pomimo zapewnień pomocy i energicznych działań promocyjnych, nie udało się Piotrowi zebrać potrzebnej kwoty na start w MŚ swoimi końmi, a szkoda ! Polskie czwórki, przed laty należące do światowej czołówki, nie mają dziś szans rywalizowania z najlepszymi, przyczyną jest brak środków. Powożenie zaprzęgami 4-ro konnymi w wydaniu wyczynowym, to ogromne finansowe przedsięwzięcie i tak jak już powiedziałem, nas jako Związku i budżetu Państwa na ten sport po prostu nie stać.
A wracając do Pani pytania, moim zdaniem nie ma żadnych szans, żeby poprawić tę sytuację w najbliższym czasie. Tak jak już wspomniałem pierwszeństwo w finansowaniu mają dyscypliny olimpijskie, zwłaszcza te które zdobywaj medale olimpijskie oraz takie, które cieszą się dużą popularnością w społeczeństwie. Dla uzmysłowiania całej sytuacji dodam, iż na cały bieżący rok - na wszystkie dyscypliny jeździeckie otrzymaliśmy z budżetu państwa 1.650.000 zł (plus obecna dotacja celowa na MŚ – 135.000 zł). W tym roku Zarząd PZJ dokonał podziału środków na poszczególne dyscypliny, z czego najwięcej środków otrzymało wkkw - 520.000 zł, dalej skoki ok. 500.000 zł i ujeżdżenie – ok. 300.000 zł. Pozostałe środki są przeznaczone na dyscypliny nieolimpijskie, wynagrodzenie kadry szkoleniowej i wydatki związane z obsługą zleconych nam zadań.
Ogromnym problemem dla nas była w tym roku sytuacja dyscypliny powożenia, która poza startem w Kentucky miała MŚ zaprzęgów jednokonnych (Pratoni del Vivaro – Włochy), w której to konkurencji polscy powożący należą do czołówki światowej.
W poprzednich sezonach mogliśmy przeznaczać na powożenie znacznie większe środki z państwowej dotacji, obecnie przepisy i sytuacja finansowa na to nie pozwalają. Pojawił się natomiast sponsor – Firma SPOMLEK, dzięki której polskie powożenia nie straciło dystansu do świata, a najlepszym tego wyrazem jest zdobyty przed miesiącem, we Włoszech, przez Bartłomieja Kwiatka tytuł pierwszego wicemistrza świata !
Wracając do startu P.Mazurka w Kentucky, podjął On niełatwe wyzwanie – start końmi Jemu użyczonymi. Mogę jedynie podziwiać Piotra za odwagę i życzyć Mu powodzenia. PZJ wesprze ten start symbolicznie, w postaci opłaty wpisowego, a w zależności od stanowiska sponsora dyscypliny, może pojawią się jeszcze jakieś środki z tego „źródełka”. A warto dodać, że połowa powożących w ogóle wycofała się z udziału w MŚ ze względu na koszty tej wyprawy do USA. Według mojej wiedzy w MŚ wystartuje ok. 30-tu powożących. To nie jest normalna sytuacja, której dodatkowo nie sprzyjają wymagania - warunki finansowe udziału w MŚ, zaproponowane przez Amerykanów. Nie mówiąc już o kosztach transportu, koszt noclegu w Kentucky - Lexington dochodzi do 300 dolarów za dobę. Organizatorzy przyjmują zawodników i konie na swój koszt tylko w czasie zawodów danej dyscypliny plus dzień przed startem. Organizatorzy ostatnich I.O. pokrywali w całości koszty transportu koni do Hongkongu z każdej części świata ! No cóż w naszym sporcie komercja rozwija się coraz bardziej, jeździectwo jest dyscypliną dla zamożnych, a my jak na razie do takich niestety się nie zaliczamy ! Ale z pewnością, pomimo przeciwności losu, dalej będziemy próbowali rywalizować ze światem – bo wszyscy kochamy konie i ten sport.

- Wróćmy na chwilę do tematu udziału Polaków w Super Lidze, ponieważ towarzyszyły jej podobne emocje i oskarżenia pod adresem PZJ dotyczące ciągłego braku finansów. Wiele mówiło się na temat wycofania polskiej ekipy z dwóch, ostatnich rywalizacji w ramach Super Ligi. Dlaczego tak się stało i co było faktycznym powodem tej decyzji?

- Spodziewaliśmy się dużo więcej problemów w tym względzie. Na wstępie pragnę poinformować, że przystępując do tego prestiżowego współzawodnictwa, jasno określiliśmy nasze możliwości finasowe – pokrywamy tylko koszty wpisowego od konia (500 EUR od konia za start w każdych 8-iu CSIO 5*). Proza życia nas zmusiła, że już przy pierwszym starcie musieliśmy sfinansować koszty transportu koni, bo groziła nam kompromitacja wycofania się z Super Ligi ! To większe niż zakładano zaangażowanie finansowe Związku w Super Ligę, na trzy pierwsze starty doprowadziło do niepotrzebnych nikomu późniejszych kłopotów finansowych. Ale nie chciałbym tego tematu rozwijać, mogę jedynie stwierdzić, że wydaliśmy na sześć startów więcej niż było w naszym planie.
Wracając do sportu skokowego i naszej w nim pozycji, to pierwsze starty w CSIO 5* pokazały, że wcale nie jesteśmy w tyle za najlepszymi ekipami. Naszą bolączką i problemem jest mała ilość koni, które mogą sprostać wymogom startu na parkurach o takim stopniu trudności. Ja liczyłem, poprzez start w Super Lidze na poprawę sytuacji w zakresie ilości koni jakimi dysponują nasi kadrowi jeźdźcy, a tymczasem stało się odwrotnie – niektóre z tych nielicznych, „dzięki” Super Lidze zmieniły właścicieli i jeźdźców ! Dobrze, że nie wszystkie na zagranicznych !
Od pierwszego startu (CSIO La Baule) Trener R.Wassibauer miał kłopoty ze skompletowaniem pełnej ekipy i musiał się posiłkować zawodnikami – końmi, którym się nawet nie śniło, że wystartują w CSIO 5*. Niektórzy zawodnicy, jak Tomasz Klein. Marek Lewicki, czy też Dawid Rakoczy, byli zaskoczeni nominacją trenera i można im tylko podziękować, że zgodzili się wziąć udział w tej trudnej rywalizacji. Na pewno polska reprezentacja, jako nowicjusz w tym współzawodnictwie, skazany „na pożarcie”, wyszła z twarzą, pokazując potencjał i umiejętności techniczne jeźdźców, głośno o tym mówiono w czasie startów. A wynik drużyny podczas CSIO 5* Aachen (9 miejsce i 17 pkt.) należy uznać jako wielką niespodziankę i najlepszy start.
Początkowo wśród większości zawodników ekipy dało się wyczuć dużą determinację, niestety, na dwa starty przed końcem tego współzawodnictwa niektórzy postawili nas w dość trudnej sytuacji. Wycofali się w ostatniej chwili, gdy nie można już było organizować zastępców. Po prostu nie stanęli na wysokości zadania. Nie chcę dalej rozwijać tego tematu, nie chcę rozpoczynać kolejnego pola walki w Związku i przeciwko Związkowi. Podsumowując powiem tak, przyczyną odwołania ostatnich dwóch występów w Super Lidze (CSIO Hickstead i CSIO Dublin) nie był brak pieniędzy, a delikatnie rzecz ujmując, nie dotrzymanie słowa przez niektórych zawodników – kluby !

- Wspomnianym wyżej problemom związanym z notorycznym brakiem finansów w Związku, a tym samym brakiem możliwości startu w międzynarodowych zawodach ma być poświęcony projekt KADRA, zainspirowany przez sopocką Fundację Sportu i Oświaty. Wierzy Pan w powodzenie tego przedsięwzięcia?

- Początek tej inicjatywie dali Pani Joanna Bruździak i Pan Krzysztof Czopek – dzięki Im za to serdeczne. Założenia projektu są piękne - chodzi o zdobywanie funduszy na rzecz polskich skoczków, które mają umożliwić im jak najczęstsze starty za granicą. Pierwszym sukcesem w realizacji tego projektu było pozyskanie sponsora – firmy Torpol, która ufundowała sprzęt jeździecki dla polskiej reprezentacji w Super Lidze. W ostatnim czasie tym sposobem udało się również zdobyć fundusze na start Oli Lusiny w Kentucky. Niestety, rzeczywistość jest smutna, jeśli chodzi o zdobywanie pieniędzy. Mogę nawet zaryzykować stwierdzeniem, że to utopia, ponieważ PZJ nie jest w stanie wywiązać się ze świadczeń na rzecz sponsorów. Zawodnicy z jednej strony chcą być sponsorowani, ale z drugiej strony nie chcą reklamować firm, które przeznaczają na ich starty pieniądze. Jeśli nie przełamiemy tego oporu nigdy nie będziemy mieć pieniędzy.

- Może sposobem jest walka o większe pieniądze od państwa?

- Już w zasadzie udzieliłem na to pytanie odpowiedzi, obrazując wkład w naszą dyscyplinę Ministerstwa Sportu i Turystyki. Ale pytanie jest o tyle zasadne, że nasz sport nie powinien być finansowany li tylko z tego Resortu. W większości liczących się w świecie państw w jeździectwie jest zupełnie inny układ finansowania, na te dziedzinę sportu łożą inne resorty, resort rolnictwa, wojsko, resorty gospodarcze, bo jeździectwo to wielki przemysł !
Na większą partycypacje M.S. i T. nie możemy liczyć. Kiedy byłem w „moim” Ministerstwie po pieniądze na start w tegorocznych MŚ, w tym samym celu, co ja - był tam również Prezes Polskiego Związku Szermierczego, któremu brakowało środków też na start w MŚ. A szermierze to medaliści wielu największych światowych imprez, jak więc można im odmówić pomocy „w drodze” po kolejne medale, a kołdra państwowej dotacji jest krótka i nic nie wskazuje na to, że „przykryje” wszystkich potrzebujących. Możemy tylko mieć nadzieję, że jeździectwo z czasem zyska uznanie i popularność Polaków na równo z piłką ręczną, czy siatkówką, bo na takie sporty pieniądze się znajdują.
Pieniądze z zewnątrz, to jedno, ale musimy także na poważnie zastanowić się nad nową formułą organizacyjną Związku. Patrząc na realia sportu w Polsce i wspomnianą już wyżej sytuacją finansową, trzymanie parasola nad wszystkimi siedmioma dyscyplinami jest niewykonalne. Z drugiej strony musimy mieć na uwadze, to, że w jednym kraju może funkcjonować tylko jeden związek przynależny do FEI. W wielu krajach Europy ten problem rozwiązany jest w ten sposób, że środowiska dyscyplin jeździeckich stanowią same o sobie, mają oczywiście nad sobą krajową federację, ale ona jest tylko organem służącym reprezentowaniu danej dyscypliny w strukturach międzynarodowych. Aby u nas ten plan się powiódł, w pierwszej kolejności musielibyśmy przyznać dużą autonomię komisjom sportowym. Warto także pomyśleć o rozwoju polskiej hodowli koni i włączeniu do tego procesu inne resorty – m.in. Ministerstwo Rolnictw i Rozwoju Wsi, któremu jak na razie obojętny jest los państwowej hodowli koni ! A szkoda, bo kiedyś Polska końmi stała i ma ku temu wszelkie predyspozycje – trzeba tylko dostrzec ten sektor gospodarki i pomóc w czynach a nie tylko pięknych słowach, wspominając przeszłość.
Wreszcie, musimy zająć się znalezieniem partnerów prywatnych, co jest niezwykle trudnym zadaniem, ponieważ nie ma między nami spójności interesów. Po prostu nie wszystkim zależy na tym, aby polskie jeździectwo zaistniało na świecie. Jak byłaby wola pomocy, to podobnie jak konie czystej krwi arabskiej (dzięki Bogu nie zniszczonej), inne polskie konie mogłyby zadziwiać świat i przynosić chwałę polskiej hodowli i polskiemu sportowi. rasy mogły.
Wszystkie wyżej wymienione problemy będziemy omawiać jeśli jeszcze nie w listopadzie tego roku, to na pewno na początku przyszłego. Musimy poważnie zastanowić się, jak zreformować Związek i sprawić, żeby polskie jeździectwo miało dobre podstawy do rozwoju i szanse na prawdziwe sukcesy.


rozmawiała Martyna Mikulska


Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Kejjroll 2011-10-19 09:47:18

    Powinni być lepiej wspierani finansowo wkońcu nas reprezentują:D

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    redakcja 2010-09-13 21:12:06

    Za drogi biznes transport??Weźcie ludzi ze Szwadronu Reprezentacyjnego WP to ten beton ruszy tak jak przed wojną o:D

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama