Reklama

Marek Wacławik:

27/02/2013 08:57
Marek Wacławik - nasz nowy VIP w rozmowie z serwisem galopuje.pl. O rozwoju swojej kariery i młodych koniach. Już niedługo zobaczycie Marka na Cavaliadzie, ale wcześniej polecamy przeczytać wywiad. Pamiętajcie, że sami możecie za pośrednictwem serwisu zadać pytanie Markowi.

Redakcja: Jak się zaczęła Twoja przygoda z końmi?
Marek Wacławik: Moja mama od zawsze wysyłała mnie na obozy jeździeckie, ale nie jeździłem tam konno tylko traktowałem to jak kolonie. Dopiero kiedy byłem na obozie w 2000r. pierwszy raz zagalopowałem i mi się spodobało. Po powrocie do domu miałem w stajni na Warszawskim Bródnie udostępnionego do jazdy kucyka z hipoterapii na którym dalej się uczyłem. Kilka miesięcy później p. Sasinowski kupił innego kuca – Grycina, na którym startowałem na pierwszych zawodach. Następnie rozpocząłem starty na Delicji – koniu mamy. Kilka lat startowałem na kucyku i na małym koniu. Następnie p. Sasinowski kupił Nasturcję i Geronimo. Później zaczęło się więcej startów kiedy przyjechały młode ogiery od Jacka Bobika: Zucca, Zodan, Zinedine. Wtedy zacząłem startować na młodych koniach. Kiedy konie miały cztery i pięć lat trenowałem ze Zbyszkiem Dukajem natomiast przed chempionatami pięciolatków na treningi zaczął przyjeżdżać pan Hubert Szaszkiewicz. Wtedy zacząłem też startować za granicą.
Jesteś przykładem człowieka, który nie zaczynał swojej przygody z końmi jako kilkuletni chłopak.

Miałeś wcześniej dostęp do koni, ale nie pasjonowało Cię to. Co się zmieniło, że jednak zainteresowałeś się końmi?
MW: To prawda. Moja mama miała konia, ale dopiero od wspomnianego obozu spodobało mi się jeździectwo. Wcześniej nie podobało mi się za bardzo bo jazdy były mało dynamiczne. W zasadzie spodobało mi się jak zacząłem galopować (śmiech).

Co byś uznał za krok milowy w swojej karierze?
MW: Zdecydowanie rozpoczęcie międzynarodowych startów z Panem Hubertem. To był największy przełom ponieważ od konkursów 120cm do dużej rundy przeskoczyłem w zasadzie w półtora roku.

Co uważasz za najważniejsze dla młodego jeźdźca? Pieniądze? Znajomości? Cecha charakteru?
MW: Dużo jeździłem, chciałem jeździć, to zostało zauważone przez p. Leszka Sasinowskiego który udostępnił mi konie na których mogłem się rozwijać i dzięki któremu mogłem się uczyć z p. Hubertem. Jestem przykładem, że bez pieniędzy można odnieść sukces. Najważniejsze to dużo jeździć i cały czas się uczyć. Bardzo ważna jest cierpliwość. Ja bardzo długo jeździłem bez żadnego sukcesu. Przez długi czas jeździłem tylko na zawodach regionalnych i to bez większych sukcesów. Często byłem eliminowany. Nie jeździłem ani konkursów juniorskich, ani zawodów młodych jeźdźców. Udało mi się przez to przejść mimo że moi rówieśnicy jeździli wyższe konkursy.

Można powiedzieć że jesteś specjalistą od młodych koni. Osiągałeś sukcesy, zdobyłeś Mistrzostrwo Polski Młodych Koni dla Zinedine. Co jest Twoim zdaniem najważniejsze podczas pracy z młodymi końmi?
MW: Z młodymi końmi trzeba być bardzo, bardzo cierpliwym i nic nie robić na siłę. Nie można zbyt wiele od nich wymagać. Powinny być gotowe tylko na to czego w danej chwili się od nich oczekuje, a jeżeli dadzą od siebie coś więcej to super. Czasem trzeba długo czekać aż się rozwiną. Należy pamiętać, że nie zawsze ich budowa pozwala na to żeby osiągały sukcesy. One potrzebują czasu na rozwój.

Kiedy stwierdziłeś że zajmiesz się jeździectwem? Kiedy zdecydowałeś się że to Twój sposób na życie?
MW: To było podczas studiów. Jeździłem wtedy w KJ Hippica Polonia i równocześnie studiowałem. Kiedy zaczęły się wyjazdy zagraniczne to zacząłem zawalać studia. Wtedy musiałem się zdecydować co chce robić. Pan Hubert Szaszkiewicz nie pozwalał mi pracować w stajni na pół etatu. Musiałem jeździć wszystkie konie sam i wyjeżdżać za granice na kilka kilkutygodniowych wyjazdów w roku. Wtedy postanowiłem że zajmę się końmi na stałe. Krótko po tym zdecydowałem się przenieść się do Klubu Jeździeckiego Wechta.

Plany na ten rok?
MW: Głównie związane z rozwijaniem młodych koni. Mam teraz jednego ośmiolatka, cztery siedmiolatki, dwa pięciolatki i szykuje je na wyższe konkursy. Obecnie skaczą konkursy 135. Chce im poświęcić ten rok, bo mam nadzieje, że w przyszłym roku będą gotowe do dużej rundy. Mam zaplanowane bardzo dużo startów w tym sezonie bo w zasadzie co tydzień, co dwa tygodnie.

Jesteś zadowolony ze swoich koni?
MW: Tak, moje plany są związane przede wszystkim z końmi siedmioletnimi ponieważ są najbardziej perspektywiczne wiec zawsze kiedy dobrze startują uważam zawody za udane. Pięciolatki też się doskonale pokazują ponieważ w tym roku po pierwszy poszły zawody 110cm w Jaszkowie i wszystkie trzy dni przeszły na czysto.

Kiedyś jeździłeś zawody ujeżdżeniowe. Udało Ci się Zdobyć tytuł Akademickiego Mistrza Polski w Ujeżdżeniu. Czemu pozostałeś przy skokach?
MW: Od początku nie myślałem poważnie o ujeżdżeniu. To był dla mnie raczej dodatek. Udało mi się wygrać AMP, ale nigdy nie chciałem zajmować się ujeżdżeniem na stałe. Pracowałem wtedy z Anią Mickiewicz w stajni i razem z nią jeździłem na zawody ujeżdżeniowe. Nie spodobało mi się i nawet ten sukces mnie nie przekonał. Lubię skoki bo są dynamiczniejsze i więcej się dzieje na parkurze.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama