Cóż pojechałam na obóz konny,pełna obaw czy ktoś mnie polubi bo nie mam łatwego charakteru. Jedak zaraz po przyjeździe już parę dziewczyn poznałam, najlepiej pamiętam Jagodę,Maję i Pokoniu, no i jeszcze Sarę. Weszłam na padok bo zgodnie z tym co mówiła instruktorka mieliśmy wybrać sobie konia. Ludzie wzięli wszystkie konie z łagodnym charakterem,myślałam że dla mnie nie ma konia gdy nagle za mini-stajni wyszedł potężni wałach wielkopolski,o lśniącej w słońcu sierści. Nazywał się Hetman. Podszedł do mnie a ja oniemiała stałam na środku padoku z uwiązem. Hetman podszedł i trącił mnie przyjacielsko łbem, a ja z uśmiechem na ustach dałam mu całusa w chrapy i zaprowadziłam na czyszczenie. Zdziwiłam się gdy sam podał mik kopyto i sam je trzymał dopóki nie skończyłam go czyścić. Potem koleżanka poszła po siodło a Ja i Hetman przytuliliśmy się,docisną mnie łbem do siebie i tak staliśmy dopóki moja instruktorka-Zuzia powiedziała że czas wstawać. A ja uświadomiłam sobie że oboje zasneliśmi przytuleni do siebie przy koniowiązach. Tak oto rozpoczęła się nasza miłość - Człowieka i Konia. Każdego dnia zawsze przy czyszczeniu potrafiliśmy razem przytuleni zasnąć.
Komentarze