Jeżdżę od paru lat- zaczynało się niewinnie- jazda na najspokojniejszym profesorze w całej stajni, a jednak to nie wystarczało! Młode konie- wydawało się, że to jest to! Wszystkie moje koleżanki pragnęły mieć możliwość wsiadania na świeżaki. A życie zweryfikowało plany. Minęły lata, umiejętności jeździeckie się podniosły. Nadeszły upragnione młodziaki. Pierwszy, drugi- ogromna radość. Pierwszy kuc otrzymany do przysposobienia pod siodło- nieopanowany wybuch euforii. Nawet, jeżeli był to malutki szetland z przeznaczeniem pod prowadzanie dla dzieci czułam się, jakby był to co najmniej koń, którego wkrótce ma dosiadać mistrz (a raczej obecnie mistrzyni) olimpijska w dresażu. Z czasem jednak miałam dość. Ciągła jazda na głos i przyzwyczajanie do łydek i kontaktu, ledwie coś wyszło podopieczny odjeżdżał, a ja dostawałam następnego. Praca z opornymi, które nadal mimo godzin wypoconych w siodle były na tym samym poziomie, co wcześniej. Z czasem dawne marzenie stało się przekleństwem, a ja rozpoczęłam modlitwy o dostanie ujeżdżonego profesora, na którym można zrobić coś ambitniejszego.
Oczywiście nie ma to jak satysfakcja gdy widzimy, że nasz nieogarnięty i fajtłapowaty koń staje się sportowcem. Na szczęście miałam okazję tego doświadczyć i uważam, że jest to najlepsza część jeździectwa, jakiej możemy doświadczyć. Zmierzam jednak do tego, że nie wszystko złoto co się świeci. Wiele moich znajomych, najczęściej nastoletnich amazonek marzy o tym, aby móc dosiąść trzylatka, albo czterolatka. Głębszego podłoża w tym niestety nie ma i chodź rozumiem, że jest to coś wspaniałego, to i na to przyjdzie czas. Młode konie to wcale nie jest idylla, to ciężka praca, wzloty i... dużo upadków. W ręku kogoś nie mającego doświadczenia to już czysta głupota. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że niestety gdy rodzice zgodzą się na kupno własnego wierzchowca nie mając o tym pojęcia albo sami kupują konie "zielone", albo ich dzieci podekscytowane perspektywą ujeżdżania, lub pracy z młodym rumakiem namawiają ich na takiego. Strach myśleć, co się potem dzieje- znarowione, zepsute konie to pikuś. Najważniejsze są wypadki, jakie w takich przypadkach zachodzą- nieraz może się to skończyć poważnymi obrażeniami!
Ciężko odnaleźć przyczynę faktu, że młode konie są najbardziej rozchwytywane. Chyba perspektywy własnej pracy i ogromnej satysfakcji z osiągnięć podopiecznego pociąga początkujących (głównie nastolatki) do takich marzeń. Zastanówcie się jednak nad tym- sprawa nie jest tak różowa, jak się wydaje- możecie przecież skończyć jak ja, z jednej strony głęboko sfrustrowani potrzebą spełniania się na właściwym sobie poziomie w sporcie, albo skończyć z urazami- czego nie życzę największemu wrogowi.
W końcu młody koń to nie tylko radość- to ogromna odpowiedzialność i ryzyko dla kogoś niedoświadczonego. Naprawdę, wszystko przyjdzie z czasem :)
Piąteczka za najprawdziwszą z prawd:-)