Reklama

Mój obóz jeździecki

13/05/2012 10:59
Nazywam się Patrycja. Chodzę do drugiej klasy gimnazjum. Po zakończeniu pierwszej klasy postanowiłam pierwszy raz wyjechać na obóz jeździecki. Szczególnie moją uwagę przyciągnęły dwa ośrodki, Centrum Hipiki Jaszkowo oraz Trotter. Szukając obozu zwracałam głównie uwagę na poziom doskonalenia umiejętności jeździeckich oraz ilość godzin spędzonych w siodle. Z racji, że zdecydowałam się na obóz dość późno, w Jaszkowie nie było już wolnych miejsc. W Trotterze zostało kilka niezarezerwowanych na ostatnim turnusie, więc się zapisałam. Ośrodek jeździecki znajdował się we wsi Przewłoka koło Ustki.
Obowiązkowym wyposarzeniem uczestnika było obuwie z twardą podeszwą np. sztyblety, oficerki i coś przeciwdeszczowego. Nie trzeba było brać kasków, były na miejscu, lecz i tak każdy miał swój. Dojazd był na własną odpowiedzialność. Miałam zaledwie 150km, więc przyjechałam samochodem z rodzicami. Do Ustki było łatwo dojechać (przez Kołobrzeg i Koszalin), ale z Ustki do Przewłoki trochę pobłądziliśmy, głównie przez wiele skrzyżowań i roboty drogowe. Dzięki uprzejmości przechodniów trafiliśmy na miejsce. W Przewłoce byłam o godzinie 12:00. Na miejscu dowiedziałam się, że umówiony przyjazd był po godzinie 16:00, nie wiem gdzie przegapiłam tę informację :> Na szczęście nie byłam jedyną gapą, wkrótce po mnie zjawiły się dwie kolejne dziewczyny.
Ogólnie całość prezentowała się bardzo ładnie i zadbanie, drzewka równo przycięte, trawa „pod linijkę” i chodniki wyłożone kostką brukową. Pani Ania z Panem Kubą i małym Stasiem przywitali mnie bardzo serdecznie. Pani Ania zaprowadziła mnie do domku przylegającego do stajni, aby zostawić torbę.
Nie wiem, jakiego zakwaterowania się spodziewałam po małej wioseczce, ale na pewno nie takiego. Gdy weszłam do domku ukazał mi się duży, przestronny pokój z wielkim stołem, meblami w dziewiętnastowiecznym stylu i obrazami autorstwa Pani Ani. Nie brakowało też dekoracji o końskiej tematyce. W sumie mieliśmy do dyspozycji dwa domki, jeden dwu pokojowy dla dziewięciu osób i drugi jedno pokojowy dla sześciu. W każdym domku była przestronna łazienka z prysznicem.
W ten pierwszy, krótki dzień obozu zjedliśmy wspólną kolację, a po niej udaliśmy się do świetlicy. Znajdowały się w niej dwie duże, skórzane kanapy, piłkarzyki i na samym środku stół bilardowy. Tam Pan Kuba zapoznał nas z regulaminem stajni, członkami kadry oraz podzielił nas na dwie grupy pod względem zaawansowania, stempo-kłus i galop. Ja zostałam przydzielona do tej pierwszej.
Na drugi dzień Pani Ania zapoznała nas z końmi. W sumie ze źrebakami było ich trzydzieści. Nie lada wyzwanie zapamiętać tyle imion :> Pomogły nam w tym tabliczki na boksach i już w trzecim dniu znaliśmy niemal wszystkie z krótkim streszczeniem rodowodów naszych ulubieńców.
Jazdy odbywały się codziennie. Grupa wspólnie decydowała, czy chce jechać w teren, czy woli mieć jazdę na placu. Z tego wyszło, że przez tydzień obozu codziennie byłam w terenie i muszę się przyznać, że w głosowaniach „gdzie jeździmy?” byłam jego największą zwolenniczką. Jeździliśmy do lasu lub na plażę.
Na stronie internetowej w programie obozu było napisane, że jazdy będą trwały dwie godziny dziennie. W rzeczywistości trwały 1,5 godziny. Prowadził je Pan Wojtek. To on dobierał nam konie. Starał się, abyśmy jeździli codziennie na innym. Dzięki sprytnym wymianom z dziewczynami jeździłam zawsze na moim ulubieńcu Esaule.
Esauł był drobnym, siwym w heczce arabem, odważnym i trochę nie wygodnym, ale bardzo kochanym. Kiedyś biegał na Służewcu, teraz dzielnie spełniał się w rekreacji. Nie raz napędził mi stracha, ale na niego nie sposób było się gniewać. Był jedynym koniem, któremu ufałam w stu procentach.
Po jeździe, kto chciał szedł na łąkę z koniem i go czyścił. Gdy jedna grupa miała jazdę, druga jechała z Panem Kubą i jego majestatycznym ślązackim kumplem Nokturnem bryczką.
Obok naszych domków był sad z jabłkami. Mogliśmy karmić konie do oporu. Biedny Esi, widział mnie przed śniadaniem, po śniadaniu, na jeździe, na łące, kilka razy dziennie z jabłkiem, i oczywiście jak jeźdźcy z grupy galopu mieli jazdę to też musiałam pomagać przy jego siodłaniu. Ale najwyraźniej mu to nie przeszkadzało :)
Codziennie mieliśmy wykłady teoretyczne na temat koni. Lekcje Pana Kuby głównie składały się z zadawania pytań na brązową odznakę, co było trochę nudne, gdyż te możemy sami wydrukować. Znacznie ciekawsze były wykłady Pani Ani. Opowiadała nam o ciekawostkach Trotter-owych rumaków. Na jeden wykład o budowie anatomicznej wprowadziła do świetlicy konia :)
Choć program był przesiąknięty końską tematyką nie zabrakło innych atrakcji. Chodziliśmy do parku linowego, na plażę, odbyliśmy rejs statkiem po Bałtyku. W planach było również pójście do wesołego miasteczka, ale gdyż była to końcówka sezonu, już zaczęli go zwijać.
Mieliśmy trzy posiłki dziennie plus drobny podwieczorek. Jedzenie Pani Dagmary było bardzo smaczne, ale jak śniadanie mieliśmy o 8:00, a obiad o 15:00 to do tego czasu byliśmy już trochę głodni. Poza tym było naprawdę bardzo fajnie. Czasami zamiast kolacji robiliśmy sobie ognisko z kiełbaskami. Wtedy to Pan Kuba miał wykłady a nie my, tylko, że z grania na gitarze. Na początku bardziej próbował grać, niż grał, ale później naprawdę zaczęło mu wychodzić ;)
Na koniec, jak na obóz konny przystało, był chrzest jeździecki z udziałem kucyka Kacperka. Dostaliśmy płytkę ze zdjęciami z terenu na plażę oraz dyplom. Wiedziałam, że w przyszłym roku również przyjadę odwiedzić mojego kochanego kuhailana.
26 kwietnia Esauł padł. Nigdy nie zapomnę tego dumnego konia…
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    lauuura2000 2014-05-10 22:49:38

    Jedziecie w tym roku?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ZawszeInna 2013-03-28 08:42:37

    trotter.pl --> ich strona :) wircia, na który turnus jedziesz w 2013? Ja z koleżanką na III. :) Patrycja, wiesz, czy pensjonat Stajnia Anka jest daleko od stajni i domków dla obozowiczów? (jadę tam pierwszy raz...)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    wircia 2012-11-03 12:27:56

    ja do trottera jadę za rok bo jest ponoć lepszy niż petka w której byłam w tym roku. A ile kosztuje obóz letni w trotterze ?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo galopuje.pl




Reklama